Madonna zawsze była wojowniczką

L’Officiel Italia

28 listopada 2019
Donatella Versace
Zdjęcia: Ricardo Gomes
Tłumaczenie: Krystian

Bliska przyjaciółka i współpracowniczka ikony, Donatella Versace składa hołd jej wielu talentom.


„Oni są tak naiwni. Myślą, że nie jesteśmy świadomi ich zbrodni. Wiemy, ale nie jesteśmy gotowi, by działać. Burza nie wisi w powietrzu – jest wewnątrz nas. Chcę opowiedzieć Wam o miłości i samotności, ale już robi się późno. Czy słyszycie spoza kaptura swojego Wielebnego wiatr, który zaczyna wyć?”.

Tak kończy się utwór „Dark Ballet”, drugi utwór na najnowszym albumie Madonny, „Madame X”. To mocny, pełen siły przekaz i tylko Madonna jest na tyle odważna, by wyzwolić go na świecie. Jej aktywizmowi sprawiedliwości społecznej dorównuje jedynie absolutna dyscyplina, którą stosuje w swojej pracy w studiu i na scenie. I tak było zawsze.

Kiedy poproszono mnie o napisanie tego wstępu, stałam się refleksyjna. Była gwiazdą trzech kampanii reklamowych Versace. Ale bardziej niż jako gwiazdę, miałam rzadką sposobność poznania jej jako kobiety. Rozmawiania z nią nie tylko o pracy, ile o życiu.

Ponieważ Madonna jest bardzo dobrze obeznana i świadoma kulturowo, może zajmować się każdym tematem – od muzyki po sztukę, od polityki po nasz kryzys ekologiczny. Na jej najnowszym albumie znalazłam tego samego ducha protestu, który po raz pierwszy ujrzeliśmy w jej wczesnej pracy. Jej jedyną misją wydawało się wtedy zaszokowanie świata – podczas gdy jej prawdziwym celem wtedy i od zawsze było zdemaskowanie rzeczy, o których, jako społeczeństwo, nie mieliśmy odwagi dyskutować. Dlatego zawsze była krytykowana, źle rozumiana, marginalizowana, a czasami oczerniana.

Jej reakcją było dobrowolne ukrzyżowanie się. Podczas trasy promującej „Confessions on a Dance Floor” był naprawdę potężny moment, kiedy wchodziła na scenę na ogromnym krzyżu, ubrana w cierniową koronę, aby zaśpiewać „Live To Tell”.

Jej piękno jest – wybaczcie grę słów – boskie.

Wszyscy widzieli Madonnę na krzyżu jako kolejną z jej „prowokacji” – ponieważ inteligencja nigdy nie traktowała jej poważnie. Kobieta, która ośmiela się podnieść głowę i powiedzieć, co myśli? Żeby odsłonić zgniliznę, którą wszyscy próbujemy ukryć? Nikt nie zauważył, że w rzeczywistości przesłanie, które chciała przekazać, było zupełnie inne. Kiedy kończy się odliczanie na ekranach, pojawia się informacja, która pozostawia nas bez tchu niczym cios w brzuch. Jest to liczba dzieci, które wkrótce umarłyby na AIDS, gdyby społeczeństwo nie zrobiło czegoś, aby im pomóc, nie tylko w sprawie medycyny, ale poprzez zapobieganie, badania, edukację i dyskusję.

W rzeczywistości wszyscy byliśmy ukrzyżowani, ale wielu z nas jeszcze o tym nie wiedziało.

„Madame X” naprawdę poruszyła moją czułą strunę. Słucham dużo muzyki, zwłaszcza tej, która eksperymentuje z dźwiękiem. Na tym albumie znalazłam nie tylko eksperymenty, ale także mocne, istotne teksty. Odnalazłam Madonnę niezainteresowaną zabieganiem o względy. Znalazłam Madonnę z „Like a Prayer” i American Life” – prawdopodobnie jej najsłabiej rozumianego albumu.

Nie tak dawno płyta „Like a Prayer” skończyła 30 lat. Pamiętam ciągle zapach, kiedy otworzyłam opakowanie albumu. Pomimo kulturowego stygmatu AIDS, płycie towarzyszyły teksty skupiające się na epidemii, która pochłonęła tak wiele ofiar i na znaczeniu globalnej edukacji o monumentalnym kryzysie zdrowotnym, który dotknąłby całe społeczeństwo, a który przede wszystkim wymagał współczucia i empatii dla zmagających się z chorobą.

Dzień po premierze teledysku do „Like a Prayer” grupy religijne na całym świecie protestowały przeciwko wykorzystywaniu katolickich motywów, nawet papież wszedł na tę drogę, prosząc „fanów” o zbojkotowanie klipu.

Dwa utwory [z „Like a Prayer”] trafiły prosto na pierwsze miejsce na listach przebojów i sprzedały się w ponad 15 milionach egzemplarzy. Album stał się manifestem walki z tymi, którzy chcą, byśmy byli ignorantami i uciskani, ze stereotypami, ze wszystkimi, którzy chcą społeczeństwa uwięzionego przez bigoteryjne i ignoranckie uprzedzenia.

Tym zawsze była dla mnie Madonna: Lwicą. Wojowniczką.

Poza sprzedanymi płytami, poza umiejętnością interpretowania społeczeństwa jak żadna inna artystka, umiejętnością kreowania mody, która zainspirowała nas wszystkich, poza niezliczonymi nagraniami i nagrodami, Madonna, bardziej niż fantastyczny wykonawca i artystka, która sprzedała najwięcej płyt w historii muzyki (no cóż, tak…), jest kobietą. Matką, wielką bizneswoman, która rozpoczęła marketing przed wynalezieniem tego słowa, czy nawet całej tej dziedziny, i która zawsze rzucała nam wyzwanie, byśmy byli bardziej zintegrowanym społeczeństwem, byśmy wspólnie walczyli z niesprawiedliwością i szanowali naszego sąsiada.

Podziwiam nieustraszoność Madonny. Nigdy nie bała się postawić wszystkiego na jedną kartę. Na koncercie zawsze pyta tłum: Ile osób dużo mówi, a nic nie robi, a ile nie robi z gęby cholewy?

Zrobiła to nawet namacalnie w swojej kontrowersyjnej książce „Sex” – kolejnym przełomowym, rewolucyjnym projekcie, który można znaleźć dziś dopiero z drugiej lub trzeciej ręki. Tę radykalną wypowiedź artystyczną i kulturową zrealizowała, obnażając swoje idee.

Dzień przed amerykańskimi wyborami w 2016 roku, w chłodny, późny wieczór w Nowym Jorku, wystąpiła niespodziewanie w Washington Square Park przed setkami ludzi, którzy szybko się wokół niej zgromadzili. Pojawiła się tylko z gitarą i pragnieniem, by dalej wierzyć.

Po atakach terrorystycznych w Paryżu rok wcześniej zrobiła to samo.

Z leksykonem słów, które nie opisują jej w odpowiedni sposób, wracam do jednego: odważna.

Chociaż piosenka nie może zwrócić nam tego, co straciliśmy, zdecydowanie może pomóc i wesprzeć potrzebujących. I znowu tam była, z twarzą i ciałem, by powiedzieć: Jestem tu osobiście, a nie tylko słowami.

Dziś niektóre komunikaty mogą wydawać się oczywiste lub nawet sprytnie wymyślone. Prawie 40 lat temu nie były. I nawet jeśli tylko jedna osoba na świecie nadal czuje potrzebę dochodzenia tych praw, to dlatego, że świat, w którym żyjemy, może być lepszym miejscem. Ponieważ wciąż nie zrobiono wystarczająco dużo, ponieważ kobiety nadal nie są traktowane na równi z mężczyznami, ponieważ gdyby Madonna była mężczyzną… prawdopodobnie byłaby prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Znam ją dobrze. To nie tylko jej umysł, ale także jej serce opłaca tę trwającą całe życie kampanię przeciwko niesprawiedliwości.

Kilka miesięcy temu spotkałam się z Madonną w Nowym Jorku z okazji World Pride, gdzie wystąpiła z minikoncertem, aby zwieńczyć bardzo ważny miesiąc dla społeczności LGBTQ+.

Widziałam, że miała to samo ciekawe spojrzenie, które miała, gdy była młodą dziewczyną, i to samo palące pragnienie, aby być słyszaną, nie dać się zastraszyć i aby kontynuować dzieło pomimo tych, którzy ją krytykują i zawsze będą krytykować, bez względu na wszystko.

Nie chodzi już o to, ile płyt sprzedaje, ale o to, co zawsze robiła lepiej niż ktokolwiek inny: zmusza nas do myślenia.

Inspiruje nas do działania.