Historia pokazuje, że wyjątkowe dzieła nigdy się nie starzeją i przez lata są aktualne. Kiedy jest się gwiazdą muzyki, która w dodatku przeszła długą drogę od idolki nastolatków, przez klasyczną piękność i seksualną prowokatorkę, do roli nobliwej prezydentowej Argentyny, wydawać by się mogło, że lata świetności minęły. Zapewne niektórym wydawało się na początku 1998, że pochłonięta macierzyństwem Madonna chce tylko o sobie przypomnieć i wypełnić zobowiązania kontraktowe. Pierwszy singiel promujący płytę „Ray of Light” udowodnił jednak, że Królowa Popu nie zamierzała dać sobie spokoju z zaskakiwaniem publiczności.

Nagranie

Pracę nad nowym albumem Madonna rozpoczęła na wiosnę 1997 roku. Odnowiła znajomość z Babyface’em i Patrickiem Leonardem, ale nie była do końca zadowolona z efektów. Piosenki pierwszego miały brzmieć zbyt podobnie do „Take a Bow”. Drugiemu zaś szło początkowo lepiej i Madonna zleciła mu skomponowanie „czegoś naprawdę wielkiego i romantycznego”, ale potem zaczęła obawiać się, że piosenki producenta „True Blue” i „Like a Prayer” pójdą bardziej w stronę brzmienia Petera Gabriela. Zaczęła więc rozmawiać o płycie z Rickiem Nowellsem i podsuniętym jej przez managera Williamem Orbitem. Ten ostatni wysłał jej ponoć taśmę cyfrową (digital audio tape – DAT) z 13 wczesnymi pomysłami na utwory, wśród których znalazł się zalążek „Frozen”.

Madonna i William Orbit w studiu podczas nagrywania „Ray of Light

Na początku sesja nagraniowa odbywała się w Hit Factory Studios w Nowym Jorku, przy 421 West 54th. Później jednak nad piosenką Madonna i Orbit pracowali w Larrabee North Studio w północnym Hollywood, gdzie nagrywali ją z użyciem syntezatora Roland Juno-106. Linia perkusyjna jednak niezbyt dobrze działała, dlatego producent zaangażował swojego znajomego z Londynu – Fergusa Gerranda. Po nagraniu jego perkusji, Orbit wprowadził ją w swój sprzęt i pociął ręcznie, zamiast używać do tego automatycznego edytora.

Syntezator Roland Juno-106, na którym dokonano nagrań

Za aranżację smyczków i syntezatora odpowiadał Craig Armstrong, a mastering w Sterling Studios w Nowym Jorku wykonał Ted Jensen.

Zainteresowanie marokańskimi wpływami jest wyraźnie obecne w piosence, ale wyczuwalne stały się także ambientowe inspiracje. Do stworzenia ostatecznej wersji użyto refrenu z piosenki Leonarda, a następnie pocięto trwające ponad 10 minut demo, co Madonna opisywała jako „rozrywające serce przeżycie”. Jak brzmiała długa wersja, możemy sobie tylko wyobrażać, nigdy bowiem nie wyciekła.

Tekst i kompozycja

Inspiracją do napisania tekstu był dla Madonny film Bernardo Bertolucciego z 1990 roku pt. „Pod osłoną nieba” („The Sheltering Sky”). Głowni bohaterowie tego obrazu udają się w podróż do Afryki, aby ratować wygasające uczucia. Jak to opisała sama piosenkarka, ów marokański, orkiestralny, romantyczny klimat pary kochanków na pustyni podziałał na nią tak mocno, że na fali tego tematu piosenkarka stworzyła tekst, który opisywała jako opowiadający o potrzebie patrzenia na świat z otwartym umysłem.

Byłam wielką fanką wczesnych nagrań Williama […]. Pokochałam wszystkie remiksy, które dla mnie stworzył i byłam zainteresowana łączeniem futurystycznych brzmień, a także korzystaniem z wpływów indyjskich oraz marokańskich i innych podobnych. Chciałam, żeby to brzmiało jednocześnie klasycznie i nowocześnie.

Lirycznie jest to opowieść kobiety pragnącej wzbudzić w ukochanym dawne uczucie, które oziębło. Zamknięcie na uczucia spowodowało chłód między dwojgiem ludzi, którzy niegdyś darzyli się miłością.

W aranżacji słychać także wpływ muzyki średniowiecznej i neoromantycznej muzyki operowej. Autorzy książki „Madonna’s Drowned Worlds”Santiago Fouz-Hernández i Freya Jarman-Ivens, dopatrywali się w niej inspiracji włoskimi operami „Madame Butterfly” Giacoma Pucciniego z 1904 i „Aidą” z librettem Antonia Ghislanzoniego oraz muzyką Giuseppe Verdiego, którą po raz pierwszy wystawiono w 1871 roku.

Wyciek

„Frozen” otwiera niechlubną listę piosenek Madonny, które nielegalnie wyciekły przed oficjalną premierą. 23 stycznia 1998 roku, na miesiąc przed premierą ósmego albumu Królowej Popu, w jednej ze stacji radiowych w Singapurze można było usłyszeć krótki fragment jej najnowszego singla. Oczywiście działania te były jak najbardziej nielegalne, w dodatku po takiej „premierze” fragment znalazł się w internecie. Co prawda nie był to internet, jaki znamy dziś, czyli podstawowe medium, bo stosunkowo niewiele osób miało do niego dostęp, jednak wyciek musiał zirytować Madonnę.

Zapewne to fani wykopali fragment nagrania i sprawili, że rozpełzł się po świecie, w czym pomogły mu zalety owego nowego medium, za którego pośrednictwem plik z Singapuru znalazł się po kilku minutach w Nowym Jorku. Tam zagrała go lokalna stacja radiowa WKTU. O ile w Azji tego typu działania mogły ujść na sucho, o tyle w praworządnej Ameryce niekoniecznie, zwłaszcza jeśli dysponuje się pieniędzmi Warnera.

Wytwórnia Madonny nie mogła pozwolić na akty piractwa i zainwestowała w działalność Amerykańskiej Jednostki Antypirackiej, będącej częścią Recording Industry Association of America (RIAA). Wskutek tego nielegalne pliki zniknęły z sieci, jednak mleko już się rozlało. Zremiksowaną wersję piosenki można było posłuchać na oficjalnej stronie BBC, a później – już legalnie – została użyta jako podkład muzyczny podczas pokazu mody Versace.

Singiel

Lont płonął od dawna, jednak nie zmniejszyło to siły wybuchu bomby, kiedy singiel miał swoją oficjalną premierę 23 lutego 1998 roku (amerykański maxi singiel został wydany niecały miesiąc później – 17 marca).

Na okładce widniało zdjęcie Madonny, które wykonał Mario Testino podczas sesji zdjęciowej do albumu „Ray of Light”, utrzymane w beżowo-złotawych barwach.

Singiel wydano oficjalnie w formatach CD, 12”, 7” (płyta bez okładki) oraz na kasecie. Dwa ostatnie z wymienionych zawierały wersję albumową oraz „Shanti / Ashtangi”. Na pozostałych w zależności od wydania można było znaleźć 3,4 lub 5 różnych wersji:

  • Album Version
  • Stereo MC’s Remix
  • Extended Club Mix
  • Meltdown Mix
  • Widescreen Mix (wyłącznie europejskie wydania maxi singla)
Okładka kasetowego singla

Ciekawy był również nieszablonowy sposób, w jaki Warner podchodził w tamtych czasach do wydawnictw, traktując je niekiedy jak miniaturowe dzieła sztuki. Po premierze teledysku pojawił się promocyjny wideosingiel w nietypowym wydaniu – płyta była bowiem zanurzona w bryle suchego lodu, który nabywcy musieli po premierze rozmrozić, aby dostać się do środka. W większości został on rozesłany do telewizyjnych stacji muzycznych, ale można go było kupić także w kilku wybranych sklepach z muzyką wideo.

Tak samo postąpiono z promocyjnym singlem radiowym, który wysłano w tej samej formie do wybranych stacji. Zawierał on jednak inny skład niż singiel dostępny w sklepach:

  • Frozen – Radio Edit
  • Frozen – Album Version
  • Frozen – Hook For Call Out Research

Miejsca na listach przebojów

Na Billboard Hot 100 utwór wdrapał się na 2 miejsce w notowaniu z 4 kwietnia 1998 roku. W zestawieniu spędził łącznie 20 tygodni. Na analogicznej liście klubowej utwór zdobył szczyt, który utrzymał przez dwa tygodnie (w notowaniach od 25 kwietnia do 2 maja), zaś na Adult Contemporary uplasował się na 8. lokacie.

Pierwsze miejsca „Frozen” zanotował we Włoszech, Szkocji, Finlandii, Hiszpanii i na UK Singles Chart, w większości krajów, bo aż w trzynastu, zajął jednak drugie miejsce. Częściowo taka sytuacja podyktowana była obecnością na pierwszych miejscach piosenki Celine Dion „My Heart Will Go On” z „Titanica”, która wyprzedzała główny singiel Madonny z najnowszego wówczas albumu. Taka sytuacja miała miejsce m.in. na liście Billboard Eurochart, gdzie utwór Madonny zdobył drugie miejsce w notowaniu z 7 marca 1998 roku, dając się wyprzedzić wyłącznie przebojowi Kanadyjki. W Australii singiel wspiął się najwyżej na 5. pozycję notowania ARIA.

W podsumowaniu rocznym „Billboardu” znalazł się na 32. miejscu Hot 100, 5. Dance Club Songs i 48. Hot Singles Sales.

W zestawieniu wszech czasów singiel znalazł się na 694. miejscu w Szwajcarii.

Wysoka była również sprzedaż. Certyfikat platyny przyznano mu w Austrii, Belgii, Norwegii i w Niemczech. U samych naszych zachodnich sąsiadów sprzedano pół miliona egzemplarzy! W Australii, Francji, Holandii, Szwecji, Szwajcarii, Stanach i Zjednoczonym Królestwie certyfikowany był złotem. Amerykanie kupili ponad 600 tysięcy egzemplarzy singla, zaś Brytyjczycy – 556 tysięcy.

Teledysk

Towarzyszący singlowi teledysk, który swoją premierę miał na antenie MTV 16 lutego 1998 roku, dokładnie o godzinie 16:00, jest jednym z najbardziej ikonicznych w całej karierze Madonny. Wcieliła się ona w mroczną, gotycką postać o kruczoczarnych włosach (po części upiętych w kok, a przy twarzy rozpuszczonych), noszącą naszyjnik i ubraną w zapierającą dech w piersiach czarną suknię. Towarzyszą jej fruwające kruki i czarny pies, a sama Madonna frunie ponad pustynią po zachodzie słońca niczym wiedźma. Za inspirację do klipu posłużył film „Angielski pacjent” z 1996 roku, opowiadający o pilocie zestrzelonego przez Niemców samolotu, który rozbił się na Saharze.

Madonna planowała początkowo nakręcić teledysk na pustkowiach Islandii, ale zrezygnowała z tego pomysłu ze względu na panujące tam niskie temperatury. Dogodnym terenem miała stać się pustynia Mojave w Kalifornii, a ściślej mówiąc dno wyschniętego jeziora, zwane Doliną Indian Wells. W tym celu ekipa Madonny z reżyserem Chrisem Cuninghamem ruszyła na pustynię z początkiem 1998 roku, gdzie w dniach 7–11 stycznia kręcono ujęcia.

Mapa przedstawiająca pustynię Mojave. Dolinę Indian Wells, czyli wyschnięte jezioro, zaznaczono czerwonym kolorem.

Jak się okazało, wybór pustyni nie był wcale tak dobrą decyzją. Z założenia Madonna miała być bardzo blada, ale utrzymanie jej cery w odpowiednim kolorze utrudniało piekące za dnia słońce, a po zmierzchu, kiedy nagrywano większość scen, temperatura spadała około 20 stopni poniżej zera, a Madonna stała na gołej ziemi boso. Dlatego po każdym ujęciu musiała się przykrywać kocem termicznym. Licho ewidentnie nie spało – na domiar złego pod koniec zdjęć plany pokrzyżowała wszystkim rzęsista ulewa, od której cała ekipa, przemoknięta i zziębnięta, nabawiła się wkrótce choroby.

W materiale zza kulis widzimy, że aby oszczędzić Madonnę, a także zastosować efekt wielu postaci, Królowa Popu musiała posiłkować się dublerkami. Jak sama stwierdziła – normalnie woli grać wszystkie sceny sama, ale był to jeden z jej najtrudniejszych do sfilmowania teledysków. Z dublerek skorzystano także później, kiedy część ujęć dogrywano w studiu np. podczas ujęć z kilkoma wcieleniami Madonny. Natomiast jeszcze na pustyni, w scenie z unoszącą się nad ziemią postacią użyto manekina.

Istnieje wiele interpretacji postaci, w którą wciela się Madonna w teledysku. Jak sama powiedziała w materiale zza kulis – jej postać jest mistyczną kreaturą pustyni, ucieleśnieniem kobiecego strachu. To Veronica Electronica – nowe alter ego Madonny, wykreowane na potrzeby najnowszego albumu.

Jak to jednak często bywa w karierze Madonny, jej postaci posiadają kulturowe inspiracje. W przypadku Veroniki jest nią w znacznym stopniu postać greckiej bogini czarów i magii znanej pod imieniem Hekate, czasem podawanym jako jeden z przydomków Artemidy, bogini łowów i przyrody. Jak pisze Jan Parandowski:

Ową Hekate pojmowano jako boginię śmierci, która chodzi po grobach, zjawia się w upiornej postaci w noce księżycowe na rozstajnych drogach, w otoczeniu duchów i psów. (…) Była boginią czarów i czarownice wzywały jej pomocy do swych ciemnych praktyk. W najdawniejszych czasach przedstawiano ją jako dojrzałą niewiastę, całkowicie ubraną, z dwiema pochodniami w ręku. Około zaś połowy V wieku przed n.e. rzeźbiarz Alkamenes wykonał jej posąg, na którym boginię przedstawiały trzy kobiece postacie tyłem do siebie zwrócone; w rękach trzymały pochodnie i dzbanki. Często na gemmach spotykamy tę dziwną sześcioramienną boginię, otoczoną wężami, zgoła niepodobną do bogów greckich, a przypominającą raczej bóstwa indyjskie.

Rysunek greckiego posągu Hekate autorstwa Stéphane Mallarmé

Indyjskie konotacje również dają się zauważyć w teledysku. Madonna ma na rękach bowiem tatuaże z henny, a na środku jej dłoni widnieje znak Om – najświętsza sylaba hinduizmu, będąca uznawaną za dźwięk początku wszechświata. Dla hindusów ma olbrzymie znaczenie kulturowe, ponieważ to na niej opierają się wszystkie hymny wedyjskie.

Znak Om, który Madonna ma w teledysku wytatuowany na dłoni

Inna interpretacja odnosi się do Morrígan, czyli postaci będącej w mitologii irlandzkiej wielką boginią wojny i ludzkiego losu, która miała go przepowiadać podczas bitew. W ikonografii najczęściej przedstawiana była pod postacią kruka lub trzech sióstr – Badb, Macha i Nemain (według innej wersji nosiły one imiona Ériu, Banba i Fódla). Triumwirat ten nazywany był trójcą Morrígan.

Mitologiczne inspiracje i spirytualizm, oddany za pomocą kosztownych i robiących wrażenie zabiegów, przyniósł twórcom uznanie odbiorców, pozytywne recenzje i nagrodę MTV Music Award za najlepsze efekty specjalne. Reżyser nie był jednak zadowolony  z efektów. Przyzwyczajony do unikania mainstreamu Cuningham preferował raczej swobodę artystycznej wizji, tu natomiast musiał spełnić określone cele, jakie stawiała przed nim forma teledysku przystosowanego do odbiorców MTV. Okazuje się, że miał on nieco inne pomysły na klip:

Pierwotnym założeniem były ogromne stosy ciał na pustyni. Figuratywne rzeźby z ciał będących zwielokrotnionymi Madonnami. Wszystkie miały się dzielić i rozpadać, zmieniać w kruki, a później w psy. Po prostu performance w formie video, ale bardzo wyszukany, wykorzystujący ją, jej ubrania i wszelkie kształty, które by z nich pochodziły.

Poświęćmy jeszcze chwilę ubiorowi Madonny. Sama Madonna twierdziła, że to właśnie on stanowił inspirację zdjęciami Marty Graham w „Lamentation” autorstwa Herty Moselsio, wykonanymi w 1937 roku. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, kiedy Madonna zainspirowała się tym dziełem legendarnej tancerki – w 1993 wystąpiła tak w sesji do magazynu „Harper’s Bazaar”.

W wielu źródłach jako projektant sukni, w której Madonna wystąpiła w teledysku, figuruje Olivier Theyskens. Trafiłem nawet na wywiady, w których sam o tym mówi. W rzeczywistości jest to jednak poważny błąd. Madonna ma bowiem na sobie w klipie kilka sukni projektu Jean-Paula Gaultiera z kolekcji wiosna-lato 1998, z której pokazu zdjęcia możecie zobaczyć poniżej.

Inspiracją dla kolekcji, oprócz gotyku, była ulubiona malarka Madonny – Frida Kahlo. Królowa Popu była ponoć obecna na pokazie przyjaciela i kolekcja spodobała jej się tak bardzo, że zapragnęła mieć coś z niej. Pierwotny plan zakładał, że w sukni francuskiego wizjonera mody Madonna pojawi się na ceremonii rozdania Oscarów w 1998 roku, a w teledysku użyje sukni Theyskensa. Zmiany dokonano w ostatniej chwili, stąd zapewne nieścisłości, na które można natrafić dzisiaj.

Madonna na oscarowej gali w 1998 roku, ubrana w suknię od Oliviera Theyskensa, w której pierwotnie miała się pojawić w teledysku

„Frozen” był również pierwszym teledyskiem, na którego planie Madonna pracowała ze swoją wieloletnią stylistką i projektantką, Arianne Philips. To właśnie ona wykreowała wizerunek gotyckiej bogini, co jednak nie mogłoby się udać, gdyby nie szalone projekty Gaultiera.

Madonna podczas przymiarki peruki do klipu

Plagiat (?)

W 2005 roku do belgijskiego sądu w Mons wpłynął pozew, jakoby Madonna splagiatowała utwór „Ma vie fout le camp” skomponowany przez Salvatore Acquaviva. Autor domagał się uznania piosenki za artystyczną kradzież i wycofania ze sprzedaży płyt zawierających utwór oraz zaprzestania jej odtwarzania w radiu i telewizji. Jeszcze dziwniejsze było jego tłumaczenie. Twierdził bowiem, że Madonna usłyszała jego utwór pod koniec lat 70., kiedy towarzyszyła Patrickowi Hernandezowi w podróży do Mouscron, gdzie produkowane były utwory Francuza. Według Acquaviva nosiła w głowie fragment utworu przez 20 lat, aby później podstępnie użyć go w nagraniu piosenki na „Ray of Light”.

Sędzia spełnił życzenia Acquaviva i pod groźbą grzywny w wysokości 125 tysięcy Euro nakazał Warner Bros. EMI i Sony rozesłanie w ciągu 15 dni informacji do mediów o zakazie emisji klipu i piosenki w radiu. Sprawa poszła tak daleko, że na belgijskich wydaniach „Celebration” w 2009 roku pominięto „Frozen”.  W 2014 roku wyrok został jednak uchylony, ponieważ do sądu wpłynął pozew kompozytora Edouarda Scotto Di Suoccio i stowarzyszeń Tabata Atoll Music i Music in Paris, w którym stwierdzano, że zarówno „Ma vie fout le camp” jak i „Frozen” są plagiatami utworu „Bloody Night”. Po porównaniu utworów sąd stwierdził, że wszystkie trzy są niewystarczająco do siebie podobne, aby można było mówić o jakimkolwiek plagiacie. Tym samym zdjęto zakaz radiowej emisji i sprzedaży nośników zawierających „Frozen”, który obowiązywał w Belgii od 2005 roku.

A czy rzeczywiście było się o co czepiać, możecie sami stwierdzić po przesłuchaniu tego porównania:

Covery

W tym samym roku, w którym piosenka została wydana, doczekała się pierwszego coveru w wykonaniu rockowego zespołu Talisman. Umieścili oni własną wersję na albumie „Truth”.

Metalowego coveru podjęła się w 2001 roku pochodząca z Krakowa grupa Thy Disease. Polski zespół zostawił jednak zaledwie refren i niewielkie partie muzyczne, całkowicie zmieniając zwrotki.

W tym samym roku niemiecki zespół Girls Under Glass, grający głównie gotyckiego rocka, także nagrał swój cover. Kolejny cover w cięższym brzmieniu przyniósł rok 2009, kiedy nagrał go włoski zespół Absinth Effect.

Kilkukrotnie covery „Frozen” pojawiały się także na albumach-hołdach dla Madonny. Prawdopodobnie najbardziej znane wersje tego typu należą do Madhouse i Gene Loves Jezebel.

Coverów „Frozen” z rozmaitych talent show istnieje cała masa. Często decydowali się na niego uczestnicy „The Voice” w wielu państwach, m.in. we Francji na Ukrainie. Na uwagę jednak zasługuje moim zdaniem wersja Magdaleny Janickiej z ósmej edycji „The Voice of Poland”.

Drugi raz na łamach polskiego „The Voice of Poland” utwór wykonał Krystian Ochman. Był to finałowy odcinek, w którym wykonawca coveru Madonny został ogłoszony zwycięzcą całej jedenastej edycji.

Co ciekawe, w piątej edycji polskiego „Tańca z gwiazdami”, którą TVN transmitował w 2007 roku, odbył się odcinek specjalny z utworami Madonny. Jeden z odcinków poświęcony był w całości jej muzyce. Wówczas do „Frozen” zatańczyli późniejsi zwycięzcy – Krzysztof Tyniec i Kamila Kajak. Występ był o tyle ciekawy, że hit z 1998 roku utrzymany był w stylistyce pasującej do paso doble, które zaprezentowała wymieniona para. Niestety nagrania nie ma w internecie.

Wykonania na żywo

Ray of Light Promo Tour

Tuż przed premierą singla (21 lutego), Madonna wystąpiła podczas National Lottery w BBC1. Również w lutym 1998 roku wystąpiła w Niemczech, w programie Wetten, dass..?, gdzie dodatkowo udzieliła wywiadu, a 13 marca można było zobaczyć kolejny występ z piosenką u Rossie O’Donnell.

Znaczący występ z „Frozen” miał miejsce podczas występu na festiwalu we włoskim San Remo, 24 lutego 1998 roku. Niestety nawet wtedy piosenka śpiewana była w całości z playbacku, jak to zazwyczaj było w przypadku ówczesnych występów w telewizji.

Niezapowiedziany występ z „Frozen” dała Madonna 27 kwietnia podczas charytatywnego koncertu Fundacji na Rzecz Ochrony Lasów Deszczowych w Carnegie Hall w Nowym Jorku. W przeciwieństwie do poprzednich występów ten był całkowicie na żywo, a piosenkarce przygrywał na smyczkach East Harlem Violin Project. Piosenkarka zaprezentowała się publiczności w wieczorowej sukni od Versace. Niestety – występ nie został sfilmowany i do dziś można znaleźć w sieci jedynie amatorskie nagrania audio.

5 kwietnia 1998 roku odbyła się japońska gala Hey! Music Awards IItransmitowana przez Fuji-TV, podczas której Madonna została uhonorowana statuetką. Nie mogąc być jednak w Japonii, Królowa Popu nagrała krótkie przemówienie z podziękowaniem za nagrodę, a także specjalny występ z „Frozen” w wersji Remainder Keyboard Stack Mix.

Drowned World Tour

Podczas trasy koncertowej promującej w głównej mierze albumy „Ray of Light” i „Music” w 2001 roku, Madonna otwierała „Frozen” drugi akt show. Pierwszy singiel z 1998 poprzedzała projekcja „Paradise (Not For Me)” wprowadzająca w styl japoński, a aranżacja zawierała elementy singlowego remiksu Stereo MC’s.

Na początku widzimy tancerzy, którzy „wyciągają” Madonnę spod sceny za olbrzymie rękawy, które rozpostarte są ostatecznie na całą scenę. Nad choreografią pracowano podczas prób przez dwa dni, a Peter Morse, odpowiedzialny za aranżację oświetlenia, postanowił wykorzystać wielkie rękawy Madonny (które po pierwszym refrenie tancerze urywali, zostawiając Madonnę w stroju gejszy projektu Gaultiera) do wyświetlenia na nich liter z japońskiego alfabetu.

Pod koniec piosenki Madonna siadała posłusznie na scenie, a nad nią podnoszona była dziwna postać samuraja, zaś w tle rozlegały się japońskie cymbałki, wygrywające melodię z „Open Your Heart”. Ponieważ cały koncert odczytywano jako wędrówkę przez wszystkie wcielenia Madonny do czasów, w których znajdowała się obecnie, czarną postać interpretowano jako ducha jej nieudanego małżeństwa z Seanem Pennem.

Re-Invention Tour

Pierwszy akt tego tournée zwykło się nazywać inspirowanym francuskim barokiem, jednak właściwie poza „Vogue”, żadna z piosenek w nim obecnych nie nawiązywała do tych czasów. „Frozen” był trzecią piosenką wykonywaną każdego wieczora podczas koncertów w 2004 roku, zamykającą pierwszy akt.

Aranżacja w większości opierała się na wersji albumowej, z niewielkimi wstawkami muzyków grających na żywo. Jest to jedna z najbardziej statycznych scen podczas tego koncertu, ponieważ Madonna wyłącznie stoi przy statywie z mikrofonem i śpiewa, mając na sobie gorset od Christiana Lacroix (w zależności od koncertu – beżowy lub w kolorze lila). Jednocześnie wśród fanów istnieje pewne przekonanie, jakoby po Madonnie było widać, że nie odpowiada jej taka „przyklejona do podłogi” poza – wymachuje bowiem rękami, a jej nogi wręcz same poruszają się do rytmu.

Oszczędność tej sceny podyktowana była zapewne faktem, że jako tła użyto skróconej wersji projekcji Chrisa Cuninghama (który reżyserował teledysk „Frozen”) zatytułowanej „Flex”którą w ten sposób wyeksponowano.

Co ciekawe, pierwotnie w tym miejscu Madonna planowała wykonywać piosenkę „Swim” z „Ray of Light”do której bardziej pasuje projekcja przedstawiająca parę w uściskach przypominających połączenie sceny miłosnej i walki, wyglądającej, jakby toczyła się pod wodą. W okresie prób postanowiono jednak zastąpić mało znany utwór przebojem sprzed kilku lat.

Sticky & Sweet Tour

Kiedy w 2009 roku Madonna wyruszyła w kontynuację rozpoczętej rok wcześniej trasy, postanowiła wprowadzić niewielkie zmiany w repertuarze. W głównej mierze odwiedzała wtedy miejsca, w których dawno lub nigdy nie koncertowała (w tym Warszawę), stąd nowe piosenki były w głównej mierze największymi przebojami artystki.

„Frozen” z elementami „Open Your Heart” i „I’m Not Alone” Calvina Harrisa zastąpiło niezbyt lubianą przez fanów rockową wersję „Hung Up” w ostatnim akcie, zajmując miejsce pomiędzy „Like a Prayer” a „Ray of Light”.

Piosence towarzyszyła energiczna choreografia, a na ekranach wyświetlane były sceny z teledysku, wśród nich kilka odrzuconych ujęć.

Rebel Heart Tour

Co prawda utwór ten nie był w oficjalnym programie każdego koncertu, lecz pojawił się jako dodatkowa piosenka zaledwie podczas trzech z nich – 1 października 2015 roku w Detroit, 19 października w San Jose i 20 października w San Diego.

Utwór wszedł w skład trzeciego aktu i utrzymany był w akustycznej aranżacji. Na gitarze akompaniował piosenkarce Monte Pittman.

Madame X Tour

Podczas trasy promującej czternasty studyjny album Madonny, artystka skupiła się na koncertach głównie w mniejszych obiektach (największy obiekt był w stanie pomieścić 4000 osób, najmniejszy – niewiele ponad 1000). „Frozen” został utworem otwierającym ostatni akt show. Jak uważa wielu fanów, był to najlepszy moment koncertu i jednocześnie dowód na to, że w kameralnych warunkach widowisko – choć na mniejszą skalę – potrafi być równie spektakularne, co na dużych arenach.

Przy pierwszych dźwiękach „Frozen” na frontowym, półprzeźroczystym ekranie pojawiała się kobieca postać, siedząca ze skrzyżowanymi w literę X nogami. jej twarz zasłaniały włosy. Madonna pojawiała się na scenie chwilę później, stojąc na podeście w podobnej odsłonie, w jakiej widzimy ją w booklecie płyty „Madame X” – w beżowej chuście na włosach i czarnej sukni. Co ciekawe, w tej samej kreacji piosenkarka wystąpiła niegdyś w programie Ellen De Generes, gdy śpiewała tam „Ghosttown” w ramach promocji albumu „Rebel Heart”.

Wraz z pierwszymi taktami refrenu postać na projekcji odsłania twarz. Okazuje się, że jest nią Lola (Lourdes) – najstarsza córka Madonny. Wykonuje ona efektowny taniec z elementami nowoczesnego baletu, podczas gdy Królowa Popu z tyłu tańczy układ inspirowany „Lamentation” Marthy Graham. Choreografem, który pracował z Madonną nad tym układem, jest Damien Jallet.

Madonna i Damien Jallet podczas prób przed koncertami

Występ z „Frozen” to bardzo emocjonalny moment. Madonna, której pozycji w świecie kultury nie da się zaprzeczyć, w symboliczny sposób oddaje scenę we władanie swojego dziecka. Ona – matka – jest przy tym zaledwie miniaturą.

Ten wymowny gest skomentowała w swoich social mediach sama Madonna, zamieszczając wzruszające zdjęcia, na których wygląda to tak, jakby trzymały ją dłonie Loli z wytatuowanym słowem „MAMA”:

Każdego wieczora jestem w dłoniach Loli, która jest moją ❤ [miłością]

Osobiście mogę powiedzieć, że „Frozen” to chyba moja ulubiona, a na pewno najbardziej osobista piosenka Madonny. Wiele mnie z nią łączy, mam do niej bardzo sentymentalny i osobisty stosunek, głównie dlatego, że jest to piosenka, od której zaczęła się moja przygoda z Madonną, trwająca po dziś dzień. Zaczęła się w głównej mierze za sprawą mojego taty, który był zafascynowany teledyskiem, puszczanym wówczas na okrągło na niemieckiej Vivie. Z pewnością był to moment, w którym po kilku latach niebytu w ogólnej świadomości, Madonna objawiła się światu ze zdwojoną siłą. Ucieleśnieniem jej ambitnego ego, czerpiącego nieszablonowe inspiracje, jest właśnie piosenka „Frozen”.

Krystian