Madonna wielokrotnie w swojej karierze mierzyła się z problemami, jakie wiązały się z jej koncertami. Groźba aresztowania, protesty grup religijnych, upadek sceny, silny upał, rzęsisty deszcz… Oto lista najbardziej ekstremalnych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas jej koncertów i jakie działy się w ich kuluarach:

1. Big as Madonna – The Virgin Tour, San Francisco

Koncert w San Francisco był dziewiątym podczas „The Virgin Tour”, pierwszej trasy koncertowej Madonny. Występ odbył się wówczas w  mieszczącym 8500 osób San Francisco Civic Auditorium (obecnie Bill Graham Civic Auditorium).

Jak wspomina Bill Meyers, ówczesny keyboardzista z zespołu artystki, podczas koncertu sprawy przybrały nieoczekiwany obrót, ponieważ odbył on się w obiekcie z wyłącznie stojącymi miejscami, a organizatorzy nie zdawali sobie sprawy, że „gorączka Madonny” zaczyna przybierać na sile:

Miejsce było nabite ludźmi do granic możliwości. Przyszedł nawet Prince i stał na środku z kapturem na głowie, otoczony ochroniarzami. Madonna podchodziła do samego krańca sceny, nawiązując kontakt z publicznością. Widziałem, jak ludzie wyciągają ręce, próbują ją chwycić i ściągnąć w dół, krzyknąłem więc tak głośno, jak tylko mogłem: „Nie zbliżaj się do krawędzi sceny!”. Po wszystkim podeszła do mnie, mówiąc: „Dzięki”. Zrozumiała, że sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Nie zagrała więcej ani jednego takiego koncertu. Była już na to za wielka.


2. Pieczeń po francusku – Who’s That Girl Tour, Paryż

Pierwszy koncert Madonny we Francji, który odbył się 29 sierpnia 1987 roku, od początku budził kontrowersje. Kiedy tylko na jego miejsce wybrano park znajdujący się przy podparyskim zamku Château de Sceaux, okoliczni mieszkańcy od razu zaczęli podnosić głosy sprzeciwu. Nie chcieli bowiem u siebie ani gwiazdy mającej już wtedy opinię skandalistki, ani gigantycznego tłumu jej rozwrzeszczanych fanów. Ostatecznie koncert się odbył, czemu zdecydowanie pomógł fakt, że wielką fanką Madonny była córka ówczesnego mera Paryża, późniejszego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca.

Tłum w oczekiwaniu na koncert w Château de Sceaux

Do dziś koncert ten jest największym pod względem liczby publiczności w karierze Madonny – artystkę oglądało wówczas ponad 130 tysięcy osób, wśród których znaleźli się celebryci, m.in. Catherine Deneuve. Samo przedsięwzięcie okazało się jednak nie lada problemem logistycznym. Dlatego aby każdy zdążył wejść na teren imprezy na czas, bramki zostały otwarte stosunkowo wcześnie. To był początek problemów. Publiczność koczowała bowiem pod ogrodzeniem już od wczesnych godzin porannych.

Widoki publiczności ze sceny

Tamtego dnia w Paryżu panował nieznośny upał. Ludzie tłoczyli się na wielkim trawniku, przez wiele godzin stojąc w piekącym słońcu. Wielu z nich nie zobaczyło koncertu – zasłabli i stracili przytomność, czekając na upragniony wieczór. Niepotwierdzona informacja mówi, że brakowało wówczas nawet pitnej wody, którą wykupiono w całości nie tylko w zorganizowanych pospiesznie stoiskach polowych, ale również u lokalnych sprzedawców. Na domiar złego gigantyczna masa ludzi utrudniała dotarcie ratowników do poszkodowanych. Jedynym wyjściem było więc w wielu przypadkach podniesienie ich i przetransportowanie do lekarzy na rękach tłumów.

Koncert na szczęście odbył się wieczorem, kiedy temperatura nieco spadła. Samo oczekiwanie było jednak dla wielu osób nadmiernie wyczerpujące.

Lotnicze zdjęcia tłumu przed koncertem w Château de Sceaux pod Paryżem

3. Obsceniczna blondynka – Blond Ambition Tour, Toronto & Rzym

Trasa z 1990 roku od początku budziła kontrowersje z uwagi na dość swobodny sposób połączenia seksualności i motywów religijnych. Kiedy jednak dotarła do Kanady, 27 maja policja konna z Toronto zagroziła Madonnie aresztowaniem za „lubieżny i nieprzyzwoity występ”. Oczywiście chodziło o wykonanie „Like a Virgin”, podczas którego artystka symulowała masturbację na wielkim, obitym czerwonym aksamitem łóżku.

W filmie „W łóżku z Madonną” widzimy tę scenę nerwowego napięcia: rozmowy managera z policją, przejęte twarze tancerzy i zespołu oraz zatroskanego brata gwiazdy, przekazującego jej tę wiadomość. Tylko ona jedna zdaje się tym niezbyt przejmować. Od razu zaznacza, że nie zamierza niczego zmieniać, że wolałaby raczej odwołać koncert, niż dokonać jakichkolwiek zmian w jego treści. Robi sobie też żarty, pytając, czy policja zamierza wskoczyć na scenę, oraz stwierdzając, że podczas jej ostatniego tournée Sean Penn siedział w więzieniu (za bójkę z fotografem), więc teraz jej kolej.

Freddy DeMann, ówczesny manager Madonny, pertraktuje z władzami. Jego propozycja brzmi: poinformujmy publiczność przed koncertem, że zawiera on kontrowersyjne sceny i jeśli ktoś nie chce ich oglądać, może wyjść. Kiedy to nie przynosi skutku, DeMann mówi, że show pokazywane jest w wielu krajach i budzi pozytywne recenzje oraz że jeśli Kanada zareaguje inaczej, wybuchnie międzynarodowy skandal. Jak twierdzi „Rolling Stone”, zadziałało jednak ultimatum, które manager artystki postawił policji: „my odwołujemy koncert, a wy powiecie 30 tysiącom ludzi, dlaczego”.

Ostatecznie koncert się odbył, policja nie aresztowała Madonny, nikt nie protestował, a sama zainteresowana rozpoczęła koncert słowami „Czy wierzycie w wolność wyrażania siebie?” (zamiast standardowego „Czy wierzycie w miłość?” z „Express Yourself”). Scenę masturbacji odegrała z jeszcze większą przekorą. Kiedy po koncercie ekipa Madonny podeszła do funkcjonariuszy, stwierdzili oni, że nie widzą problemu.

Po latach Frank Bergen, wówczas 29-letni oficer policji, któremu przydzielono niełatwe zadanie zmierzenia się z potęgą Madonny, wyznał na łamach „Toronto Sun”, że ta „luźna interpretacja kodeksu karnego” wyszła ze strony emerytowanego oficera i detektywa policyjnego o „silnej pozycji”.

Wspominając o tej trasie, nie wolno również zapomnieć o kontrowersjach we Włoszech. Naciski grup religijnych powiązanych z Watykanem nie ustawały od ponad roku. Po premierze teledysku „Like a Prayer” kościół wymógł na włoskich stacjach zakaz jego emisji. Kiedy okazało się, że 10 i 11 lipca Madonna ma zagrać koncerty na rzymskim Stadio Flaminio, od razu nastąpił bojkot ze strony kościoła i nacisk na wiernych, aby nie kupować biletów. W efekcie drugi z zaplanowanych koncertów musiał zostać odwołany ze względu na niski popyt.

Kiedy Madonna wylądowała na lotnisku Ciampino, musiała zmierzyć się z pierwszą falą nienawiści. Język jej ciała zdradzał nerwy. W pewnym momencie obrzucana obelgami, ukryła twarz w dłoniach. Wygłosiła wówczas słynne „Przemówienie Watykańskie”, podczas którego skrytykowała religijne środowiska na ich własnym terenie, posługując się cytatem z Ewangelii wg św. Jana: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. Mimo protestów, koncert się odbył.


4. The Rainy Show – The Girlie Show Tour, Sydney

Motyw deszczu podczas trasy „The Girlie Show” pojawiał się dość często i nie tylko dlatego, że każdego wieczora Madonna śpiewała piosenkę „Rain” na żywo. Kiedy dotarła do Australii w listopadzie 1993 roku, jej koncertowe plany pokrzyżowała pogoda. Koncerty w Sydney miały odbyć się planowo 19 i 20 listopada jako otwierające trasę w tym kraju, który Madonna odwiedziła wówczas po raz pierwszy. Na ich miejsce wybrano stadion Sydney Cricket Ground, co wiązało się z brakiem zadaszenia nad płytą. Niestety, pogoda w listopadzie tamtego roku w Australii była wyjątkowo kiepska.

Na tym jednak nie koniec komplikacji. Koncert z 20 listopada miał być transmitowany na żywo na HBO, ale w obliczu silnych opadów stanął on pod znakiem zapytania. Stacje telewizyjne zawsze są jednak przygotowane na różne ewentualności, robiąc tzw. „nagrania bezpieczeństwa”, np. gdyby koncert miał zostać nagle odwołany lub gdyby wystąpiły trudności techniczne. 19 listopada sfilmowano więc całość i wyemitowano w telewizji dokładnie w czasie planowanej transmisji kolejnego dnia.  W rzeczywistości koncert został przełożony na 4 grudnia.

Co ciekawe, nagrany za pierwszym podejściem koncert tak bardzo spodobał się Madonnie, że poza kilkoma kosmetycznymi poprawkami dokładnie ta wersja trafiła później na VHS i DVD, które dziś mamy w swoich kolekcjach.


5. 9/11 – Drowned World Tour, Los Angeles

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, co oznacza data 11 września 2001. O poranku tego dnia Ameryka zmieniła się na zawsze. Tego wieczoru Madonna miała dawać koncert w Staples Center w Los Angeles. Po zamachach wiele gwiazd zdecydowało się odwołać wszystkie koncerty, ale Madonna w obliczu narodowej tragedii postąpiła inaczej.

Plakat z zapowiedzią dwóch pierwszych koncertów w Los Angeles, jakie ogłoszono. Widoczna data 11 września 2001.

Do końca „Drowned World Tour” pozostały jej wówczas jeszcze tylko 3 występy (koncert z 11 września przeniesiono na 15 września). Zdecydowała, że w obliczu tak ogromnej tragedii, jaką były zamachy terrorystyczne, ludzie potrzebują otuchy, a koncert to najlepsza okazja do wspólnego spotkania. Jak wspomina tancerz, Jull Webber:

To był trudny koniec trasy. Rozmawiała z ludźmi o tragedii, która się wydarzyła. Postanowiła kontynuować trasę, by nieść ludziom pociechę w tych trudnych czasach.

Widowisko zawierało sceny przemocy. W tej sytuacji oczywiste było, że przedstawianie ich może zostać niewłaściwie odebrane, dlatego po „Mer Girl” Madonna nie strzelała już do samuraja, nie śpiewała „The Funny Song (Oh Dear Daddy)”, a zamiast szkockiego kiltu w pierwszym akcie, nosiła spódnicę w kolorach amerykańskiej flagi. Dodatkowo całkowity dochód z trzech ostatnich koncertów przekazano na pomoc rodzinom ofiar zamachów.

Taki opis koncertu z 15 września 2001 znajdziemy na łamach „Grzesznej Madonny”:

Poprosiła widzów o wspólną modlitwę, wzywając jednocześnie prezydenta Busha do umiarkowania. – Przemoc rodzi przemoc – powiedziała dwudziestotysięcznej publiczności. – To, co się stało, jest przerażające, ale chcę myśleć, że to wydarzenie stanie się dla nas przebudzeniem. Każdego dnia na całym świecie dochodzi do ataków terrorystycznych… Tłum spełnił jej prośbę o minutę ciszy, a potem część fanów zaczęła krzyczeć „U-S-A!”. Na co Madonna odpowiedziała: OK., USA, ale rozejrzyjcie się po całym świecie. A jeśli chcecie zmienić świat, zacznijcie od siebie. Podniosła chwila sprawiła, że mówiła bardzo szczerze. – Nie gramy tego koncertu, żeby zapomnieć, ale po to, by ludzie pamiętali, jak cenne jest życie. Piosenka „Holiday” stała się niezwykłym wezwaniem o pokój.


6. „Let the sun shine in” – Re-Invention Tour, Slane Festival

Deszcz podczas koncertów bywa uciążliwy. O ile jednak stadiony mają czasem choćby niewielkie zadaszenie nad trybunami, o tyle gorzej ma się sytuacja w przypadku koncertów plenerowych. Oczywiście było ich wiele, o czym możecie się przekonać, patrząc choćby na kilka poniższych zdjęć, ale jeden został szczególnie udokumentowany za sprawą filmu „I’m Going To Tell You A Secret”. Ale zanim o tym, kilka zdjęć Madonny podczas koncertów w strugach deszczu.

O kapryśnej stronie matki natury szczególnie przekonali się uczestnicy koncertu, jaki Madonna dawała przed zamkiem Slane w Irlandii 29 sierpnia 2004 roku. Był on częścią corocznej imprezy znanej jako Slane Festival, którego Królowa Popu była wówczas headlinerką. Zmagania jej ekipy śledzimy we wspomnianym filmie już na etapie prób, kiedy wiele osób ściera wodę ze sceny. Mimo że było to lato, podczas próby Madonna miała na sobie zimową kurtkę. Słońce raz się pojawiało, by po chwili znów schować się za deszczowymi chmurami. Madonna wraz z chórzystkami żartobliwie więc zaśpiewała „Let The Sun Shine In” z improwizowanymi zwrotkami.

Kiedy rozpoczął się koncert, nad sceną pojawił się księżyc w pełni. Deszcz jednak ani myślał odpuścić. Szalejąca burza tak mocno dawała się Madonnie we znaki, że w komentarzu, który umieściła w dokumencie, wspomina, że podczas tego koncertu czuła się jak na wojnie. Ekstremalna sytuacja sprawiła, że musiała uważać, żeby się nie poślizgnąć, jednocześnie martwiąc się, by to samo nie przytrafiło się któremuś z tancerzy. Pełna podziwu dla ludzi, którzy wiele godzin czekali w strugach deszczu na jej koncert, stwierdziła jednak w trakcie, że nawet mokra, ale wystąpi, dając się ponieść wyjątkowej atmosferze.

Koncerty w deszczu bywają niebezpieczne nie tylko dla publiczności. Trzeba przyznać, że decyzja o zagraniu w takich warunkach jest naprawdę ryzykowna. Po pierwsze, Madonna i jej tancerze występują zazwyczaj w ukazujących dość dużo ciała kostiumach. Podczas plenerowego koncertu w niskiej temperaturze i bez ogrzewania rośnie więc ryzyko przeziębienia. Dodatkowo tak duża scena to plątanina wielu kilometrów kabli i wtyczek, które zamoczone – nawet mimo izolacji – mogą stanowić zagrożenie porażenia prądem. Nie wspominając już o tym, że w takich warunkach istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo, że coś nie będzie działać, jak powinno.

Po koncercie w Slane – scena w strugach deszczu

7. Nasienie szatana – The Confessions Tour, Rzym & Moskwa

“The Confessions Tour” od początku budziła skrajne emocje. Wszystko za sprawą kontrowersyjnego wykonania „Live To Tell” na lustrzanym krzyżu. O samym wykonaniu i jego przyjęciu więcej możecie przeczytać w jednym z naszych poprzednich wpisów.

Największe głosy oburzenia wybuchły, kiedy trasa dotarła do Europy. 6 sierpnia 2006 roku Madonna miała wystąpić na Stadio Olimpico w Rzymie, oddalonym od Watykanu o kilometr. Oczywiście scena z krzyżem nie umknęła hierarchom kościelnym. Kardynał Ersilio Tonini nazwał koncert „bluźnierczym wyzwaniem dla wiary” i „profanacją krzyża”, wzywając również do ekskomunikowania Madonny. Wielebny Manfredo Leone określił występ z kolei jako „pozbawiony szacunku, w złym guście i prowokujący”.

Oburzyli się również włoscy muzułmanie, dla których była to jawna obraza Jezusa, uznawanego w tej religii za proroka. Szef włoskiej Ligi Muzułmańskiej Mario Scialoja powiedział: „Uważam, że jej pomysł jest w najgorszym guście i lepiej żeby wracała do domu”. Wtórowali im Żydzi – Riccardo Pacifici, rzecznik rzymskiej społeczności żydowskiej, powiedział:

To brak szacunku, a robienie tego w Rzymie jest jeszcze gorsze.

Madonna z właściwą sobie nonszalancją stwierdziła jednak, że Jezus nie miałby nic przeciwko jej występowi, co więcej, zaprosiła papieża Benedykta XVI na koncert. Wystosowała również oficjalne oświadczenie:

W programie mojego show jest jeden segment, w którym moi trzej tancerze „wyznają” lub dzielą się doświadczeniami z dzieciństwa, które ostatecznie przezwyciężyli. Moja „spowiedź” odbywa się na krucyfiksie, z którego ostatecznie zejdę. To nie jest szyderstwo z Kościoła. Nie różni się od osoby noszącej krzyż czy „podejmowania krzyża”, o którym mówi Biblia. Mój występ nie jest antychrześcijański, świętokradczy ani bluźnierczy. Raczej jest to mój apel do publiczności, aby zachęcić ludzkość do wzajemnego wspierania się i do widzenia świata jako jednolitej całości. Wierzę w sercu, że gdyby Jezus żył dzisiaj, zrobiłby to samo.

Moją szczególną intencją jest zwrócenie uwagi na miliony dzieci w Afryce, które umierają codziennie i żyją bez opieki, bez medycyny i bez nadziei. Proszę, aby ludzie otworzyli swoje serca i umysły, aby zaangażowali się w jakikolwiek sposób. (…) Proszę nie wydawać wyroku, bez obejrzenia mojego występu.

To jednak nie uciszyło oburzenia. Niemiecka biskup kościoła protestanckiego Margot Käßmann w obliczu koncertu w Düsseldorfie powiedziała, że „być może jedynym sposobem, w jaki starzejąca się supergwiazda może zwrócić na siebie uwagę, jest obrażanie uczuć religijnych innych ludzi”, a prokuratura zagroziła wszczęciem postępowania w sprawie bluźnierstwa.

Manifestacja przeciwko Madonnie na Placu Czerwonym w Moskwie

Największe komplikacje towarzyszyły jednak koncertowi w Moskwie, zaplanowanemu nieszczęśliwie na 11 września. Data ta pozwoliła przeciwnikom powołać się na rzekomą obrazę wobec osób poległych w zamachach przed pięcioma laty w Nowym Jorku. Rosyjska Cerkiew Prawosławna i Federacja Gmin Żydowskich Rosji (FJCR) przede wszystkim wezwały do bojkotu koncertu, uznając go za niemoralny i lubieżny nawet z pominięciem „Live To Tell”. Oczywiście domagali się oni odwołania występu. Środowiska związane z prawosławnymi zrzeszeniami młodzieży rozpoczęły długotrwałe protesty m.in. na Placu Czerwonym. Oprócz ulotek do rozdania, przygotowano krzykliwe, żółte banery z napisami „Madonna Go Home” (Madonno, wracaj do domu), a nawet takie same, miniaturowe sterowce. Wypełnione helem i przywiązane linami, powiewały one w okolicach najważniejszych moskiewskich cerkwi.

Organizatorzy słusznie jednak stwierdzili, że nikt, kto może poczuć się zgorszony, nie idzie przecież na koncert. Mimo to był on cały czas niepewny. Co ciekawe, nawet po rozpoczęciu trasy oficjalna strona Madonny informowała, że z Pragi gwiazda uda się prosto do Osaki w Japonii. Jak się okazało – nie bez przyczyny. Organizatorom odbił się czkawką pamiętny Festiwal Krylya w Moskwie z 2003, podczas którego czeczeńskie bojówki dokonały samobójczych zamachów. 15 osób poniosło wówczas śmierć, a ponad 60 zostało rannych. Jeśli wierzyć plotkom, Madonna otrzymała ponadto pogróżki od rosyjskiej mafii. Nic więc dziwnego, że koncert zaplanowany pierwotnie na Wzgórzach Worobiowych w Moskwie budził spore obawy w kwestiach bezpieczeństwa. Choć planowano pierwotnie zmianę na okolice kampusu Uniwersytetu Łomonosowa, z pomysłu zrezygnowano, ponieważ nie dałoby się tam pomieścić wszystkich ludzi. Organizatorzy zresztą obawiali się, że dla wielu studentów, będzie to okazja do obejrzenia koncertu za darmo z okien akademików. Z tego powodu 29 sierpnia – na 2 tygodnie przed koncertem – zmieniono datę i miejsce. Ostatecznie wybrano Stadion Łużniki, a zmiana daty na 12 września była podyktowana odbywającym się tam dzień wcześniej meczem.

Wróćmy jednak do napiętej atmosfery przed koncertem. 4 września na Placu Puszkina odbył się protest, w którym udział wzięli przedstawiciele Cerkwi. Niczym czarownicy, plakatowi Madonny wbili kołek w pierś, następnie podarli go i podpalili. Wielu prawosławnych uważało bowiem, że taka osoba w „stolicy prawosławia” jest obrazą nie tylko dla wiernych, ale i dla całej Rosji.

Choć to nie zatrzymało koncertu, organizacje religijne i tak nie zrezygnowały, szturmując idących na koncert ulotkami. Natalia Kryukova, rosyjska fanka, której może lekko naiwną, ale szczerą wypowiedź cytował m.in. brytyjski „The Guardian”, powiedziała:

Czy nie mają nic lepszego do roboty? Nie mogą nam mówić, jak mamy myśleć, jak mamy się zachowywać. Żyjemy teraz w wolnym kraju.

Wypowiedź ta stała się adekwatna także do sytuacji, która miała się powtórzyć już za 3 lata na naszym rodzimym podwórku…


8. Nieszczęśliwy wypadek – Sticky & Sweet Tour, Marsylia

Druga część „Sticky & Sweet Tour”, zaplanowana w Europie na lato 2009 roku była okazją dla piosenkarki, by odwiedzić w większości miejsca, w których dawno lub nigdy nie występowała. 19 lipca miała ona zagrać na Stadionie Vélodrome w Marsylii. Koncert został jednak odwołany 3 dni wcześniej z powodu nieszczęśliwego wypadku.

O godzinie 17:15, kiedy trwały prace przy budowie sceny, źle wyważony dach, który podnosiły cztery dźwigi, przechylił się, a następnie runął, wywracając jeden z nich. Na miejscu zginął robotnik – 53-letni Charles Criscenzo. Drugi z najmocniej poszkodowanych – 23-letni Charles Prow – na skutek poniesionych obrażeń zmarł w szpitalu tego samego dnia wieczorem. Ponadto w wypadku obrażenia odniosło kolejne 8 osób. Radny miasta Maurice de Nocera w oświadczeniu medialnym powiedział, że zanim doszło do tragedii, podnoszony dach zaczął się chwiać i powoli opadać, co pozwoliło większości pracowników na ocenę sytuacji i ucieczkę. Zasugerował tym samym, że bilans poszkodowanych mógł być znacznie większy.

Błyskawicznie swoje stanowisko wystosowała także Madonna:

Jestem zdruzgotana właśnie otrzymaną, tragiczną wiadomością. Modlę się za rannych i ich rodziny oraz składam najgłębsze wyrazy współczucia wszystkim, którzy cierpią z powodu tej łamiącej serce wiadomości.

Grając tego dnia we włoskim Udine, Madonna w emocjonalnej przemowie złożyła hołd zabitym:

Chciałam poświęcić chwilę na wspomnienie i oddanie hołdu dwóm osobom, które straciły dziś życie, (…) To dla mnie wielka tragedia, jestem zdruzgotana, że w jakikolwiek sposób kojarzę się z czyimkolwiek cierpieniem. (…) Poświęćmy chwilę na modlitwę za Charlesa Criscenzo i Charliego Prowa. Nasze serca łączą się w bólu z ich rodzinami i bliskimi.

Podczas „You Must Love Me” nie wytrzymała i zalała się łzami:

Mimo odwołania koncertu, Madonna przyleciała do Marsylii, by spotkać się z poszkodowanymi i rodzinami ofiar.


9. Madonna Królowa Polski – Warszawa 2009 & 2012

Do tej pory Madonna zawitała do naszego kraju dwukrotnie i za każdym razem data okazywała się niefortunna.

W 2009 roku koncert odbył się 15 sierpnia. Oprócz Święta Wojska Polskiego, a więc jednego z najważniejszych świąt państwowych, jest to dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej. Oczywiście uruchomiło to automatycznie falę protestów. Protestujący zwracali uwagę na to, że tytuł „Królowa Popu” w zestawieniu z Matką Boską uznaną w tradycji za Królową Polski jest bardzo nietrafiony i wybór tej daty stanowi obrazę dla matki Jezusa.

Dalej jednak środowiska katolickie popłynęły w rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jako oręż przeciwko artystce rozpowszechniono fakenewsa, że Madonna zamierza przedstawić scenę z krzyżem w „Live To Tell”. Ponadto powoływano się na kwestię, jakoby imię „Madonna” było tylko pseudonimem, który dodatkowo ma uderzać w Matkę Boską. Na platformie protestuj.pl zbierano podpisy, a jako zachętę przedstawiono argument:

By wyśmiewać katolików swoją córkę nazwała „Lourdes” zaś jej kochanek nosi imię „Jezus”.

Krzysztof Zagozda z Katolickiego Stowarzyszenia Unum Principium, które stało za protestem, stwierdził:

Organizacja koncertu tego dnia to prowokacja. Rani to nasze uczucia religijne. Poza tym występy Madonny są antychrześcijańskie.

Do sprawy wmieszał się również radny sejmiku mazowieckiego Marian Brudzyński, który stwierdził, że Madonna nie może wystąpić w Polsce w taki dzień. Zapoczątkował on również pomysł zbierania podpisów za odwołaniem koncertu, które następnie miały trafić do organizatora i sponsora, jakim był wówczas serwis Allegro. Do bojkotu koncertu przyłączył się także były prezydent Lech Wałęsa.

Kuriozalny był kolejny fakenews, który zaczął żyć wówczas swoim życiem. Przeciwnicy Madonny rozpowszechnili zmanipulowaną wypowiedź z filmu „I’m Going To Tell You a Secret”: „W tym kraju nie ma miejsca dla dwóch królowych”, przedstawiając to jako wypowiedź piosenkarki na temat Polski i Maryi. Oczywiście była to najczystsza manipulacja, bowiem Madonna faktycznie powiedziała to, ale nie o Polsce, a o Wielkiej Brytanii, nie o Matce Boskiej, a o królowej Elżbiecie (kiedy nie mogła odlecieć samolotem, ponieważ w tym samym czasie ktoś z rodziny królewskiej przebywał w powietrzu, a skutkuje uziemieniem innych maszyn). I przede wszystkim wypowiedź pojawiła się w żartach, na dodatek 5 lat wcześniej.

Podobnie jak w przypadku pierwszego koncertu w Moskwie, tak i tutaj nie zdziałano nic. Koncert się odbył. Ale za to w otoczeniu protestujących kółek różańcowych i starszych pań ciągających za ręce idących na koncert (autentyk opowiedziany mi przez dobrego znajomego!) oraz megafonów próbujących zagłuszyć koncert głosami modlitwy. Sytuacja z ostentacyjną pobożnością nie umknęła oczywiście uwadze mediów z całego świata, w oczach których Polska jawił się jako… osobliwy kraj.

Powrót Madonny do Polski w 2012 roku oczywiście ponownie wywołał kontrowersje. Powodem głównie była niefortunnie dobrana data – 1 sierpnia, czyli dzień wybuchu Powstania Warszawskiego. W przeciwieństwie do środowisk katolickich, Związek Powstańców dążył do kompromisu. Ostatecznie ustalono, że aby uczcić pamięć poległych, przed koncertem zostanie wyświetlona „Kronika Powstania Warszawskiego”.

Nie znaczy to oczywiście, że środowiska katolickich fundamentalistów próżnowały. Kilka dni przed koncertem odbył się publiczny różaniec wynagradzający Matce Boskiej sprowadzenie Madonny do Polski. Krucjata Młodych zorganizowała wydarzenie „Nie idę na koncert Madonny”, które nie do końca wiadomo czemu miało służyć.

Zapowiadanej pikiety jednak nie było. O godzinie 17:00 obecni pod stadionem wstali, by wziąć udział w „Godzinie W” i oddać cześć powstańcom. Sam koncert odbył się jednak bez zakłóceń.

Najgorsze jednak miało dopiero nadejść. Madonna już dawno zdążyła zapomnieć o wizycie w Polsce, kiedy wybuchła afera związana z defraudacją pieniędzy z Ministerstwa Sportu, które dopłaciło do organizacji koncertu. Jak się okazało, Ministerstwo nie zadbało o znalezienie sponsora, więc do organizacji dołożono z funduszy przeznaczonych na organizację Euro 2012.


10. Madonna Riot – The MDNA Tour, Moskwa & Sankt Petersburg

21 lutego 2012 pięć członkiń Pussy Riot weszło do soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, gdzie dziewczyny wykonały piosenkę „Bogurodzico, przegoń Putina”, w której krytykowały powiązania hierarchów Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego z władzą. Trzy dziewczyny zostały aresztowane i groziło im do siedmiu lat więzienia. Problem był jednak w klasyfikacji zarzutu – miały zostać skazane na mocy paragrafu mówiącego o akcie chuligaństwa w przestępczości zorganizowanej. Pussy Riot nie zniszczyły jednak niczego, ani nie doprowadziły do żadnego uszczerbku na czyimkolwiek zdrowiu, stąd oczywiste stało się, że jest to pokazówka władzy chcącej zademonstrować, co czeka niepokornych obywateli.

Gorąco zrobiło się jeszcze przed koncertem, kiedy zapytana o stanowisko wobec zespołu, Madonna pochwaliła odwagę Pussy Riot i wyraziła nadzieję, że nie zostaną one skazane. W odpowiedzi na to wicepremier Rosji Dmitry Rogozin zamieścił na Twitterze wpis:

Z wiekiem każda była dziwka ma tendencję do pouczania wszystkich w kwestii moralności. Zwłaszcza podczas światowych tras koncertowych.

Nadszedł 7 sierpnia 2012 roku – dzień, w którym Madonna zagrała na Stadionie Olimpijskim w Moskwie. Podczas „Like a Virgin” pokazała ona napis „Pussy Riot” namalowany na plecach i założyła maskę, identycznie jak członkinie rosyjskiej grupy, czym włożyła kij w mrowisko.

Dwa dni później artystka miała zagrać w Sankt Petersburgu. Niedługo przed koncertem pojawiły się groźby ataku terrorystycznego, które ponoć były na tyle poważne, że ambasada USA zdecydowała się na ostrzeżenie uczestników. Do akcji wkroczyła nawet Liz Rosenberg – rzeczniczka Madonny – uspokajając, że władze rosyjskie zobowiązały się do zapewnienia większych środków ostrożności. Nie była to już jednak ta sama Rosja, co jeszcze kilka lat wcześniej.

W 2012 roku w kilku częściach Rosji wprowadzono lokalne „prawo antygejowskie”, zakazujące propagowania „nietradycyjnych zachowań seksualnych” (znane obecnie już także na Węgrzech i z planami wprowadzenia w Polsce). Obowiązywało ono wówczas m.in. w Sankt Petersburgu, choć dopiero ukoronowanie dyskryminującego prawa w całej Rosji miało miejsce w czerwcu 2013 roku. Na jego mocy w dawnej stolicy Rosji nie można było otwarcie mówić o kwestiach związanych ze społecznością LGBT+, ponieważ dosłownie wszystko można było uznać za „promowanie homoseksualizmu”.

Madonna ani myślała pozostać wobec zastanej sytuacji powściągliwa. Publiczność w Golden Circle otrzymała opaski, które nie przez przypadek miały różowy kolor. Ponadto artystka wygłosiła wzruszające przemówienie przed „Masterpiece”:

Chcemy walczyć o prawo do bycia wolnym! By być tym, kim jesteśmy! (…) To bardzo dziwne czasy dla świata. Podróżuję po świecie i czuję to w powietrzu. Czuję, że ludzie coraz bardziej obawiają się ludzi, którzy się od nich różnią. Ludzie stają się coraz bardziej nietolerancyjni. (…) To przerażające czasy, ale my możemy to odwrócić. Zmienić to. Mamy siłę! Nie musimy robić tego przemocą. Musimy zrobić to miłością. (…) W centrum przemocy stójcie na straży miłości. (…) Jestem tu po to, by powiedzieć, że społeczność LBGT+ tutaj i na całym świecie ma te same prawa! Te same prawa, by być traktowana z godnością, szacunkiem, życzliwością i miłością. (…) Nie można używać religii, by traktować innych źle. Nie można używać imienia żadnego boga, by traktować innych źle. Wszyscy zasługujemy na miłość!

Kilka dni później do sądu wpłynął pozew z żądaniem ponad 10 milionów dolarów rekompensaty za straty moralne. Przeciwnicy związani z religijnym środowiskiem zarzucali Madonnie deprawację dzieci, które podobno miały być na koncercie. Największym kuriozum była jednak wypowiedź jednego z działaczy:

Ostrzeżono Madonnę, że powinna postępować zgodnie z prawem i zignorowała to. Będziemy więc rozmawiać w języku pieniędzy… Może ktoś nie widzi związku, ale po koncercie Madonny jakiś chłopiec może stać się gejem, jakaś dziewczynka lesbijką, w rezultacie urodzi się mniej dzieci i ten wielki kraj nie będzie mógł bronić swoich granic – sprawia mi to moralne cierpienie.

Sąd oddalił jednak pozew, uznając, że na biletach wyraźnie zostało zaznaczone, że koncert jest przeznaczony wyłącznie dla osób dorosłych, więc nie miało prawa być tam żadnych dzieci.


11. Krew, pot i łzy – The MDNA Tour, Medellin

Kolumbia była pierwszym przystankiem Madonny podczas „The MDNA Tour” w Ameryce Południowej, gdzie 28 i 29 listopada 2012 miała dać dwa koncerty. Pierwszy z nich przeszedł jednak do historii ze względu na wypadek, jaki miał podczas niego miejsce.

Podczas sceny szamotaniny w „Gang Bang”, towarzyszący Madonnie tancerz przypadkowo kopnął Madonnę w twarz. Po jej minie można wnioskować, że poczuła ona wielki ból, jednak… nie przerwała występu.

Całość „Papa Don’t Preach” zaśpiewała jak gdyby nigdy nic, zupełnie nie zwracając uwagi, że z kącika jej oka cieknie strużka krwi. Można przypuszczać, że pod wpływem adrenaliny nie czuła ona wtedy bólu, dlatego – wzmacniając klimat krwawego thrillera, nie pozwoliła ona się opatrzyć jednemu z tancerzy. Kiedy przed „Hung Up” chciał on przetrzeć jej twarz, ta odepchnęła jego rękę.

Drugi koncert w tym mieście również nie należał do łatwych. Madonna zmuszona była znacznie go skrócić, zaczynając od „Express Yourself”. Powodem były silne opady deszczu i przeziębienie piosenkarki.


12. „…let me fall down” – BRIT Awards 2015

Tego występu tłumaczyć nie trzeba – stał on się niemal kultowy, zapoczątkował wysyp memów, a brawura Madonny nie umknęła uwadze nawet takich gwiazd jak Liza Minnelli czy Cher, które pochwaliły artystkę za profesjonalizm.

Madonna wystąpiła na tej gali gościnnie, pierwszy raz od 20 lat. Jak wspominała później w wywiadach, podczas prób ćwiczyła przejście na scenę z innego miejsca, jednak ostatecznie poproszono ją o rozpoczęcie występu z oddalonej, mniejszej sceny na końcu wybiegu. W związku z tym jej peleryna od Armaniego musiała zostać mocniej związana, aby nie zsunęła się w trakcie.

Kiedy gwiazda weszła na szczyt podium, jedną ręką pociągnęła za sznurek pod szyją, ale to nie wystarczyło. Tancerki, nie mające widoku na to, co się dzieje, pociągnęły zgodnie z planem pelerynę, jednak węzeł wciąż nie puścił. Zamiast widowiskowego zerwania peleryny, Madonna runęła ze schodów do tyłu. Przez chwilę nie było wiadomo, co się dzieje. Sama gwiazda wspominała, że jej pierwszą myślą było: „Mój Boże, chcę zacząć jeszcze raz”, jednak po chwili zdała sobie sprawę, że jest to występ na żywo.

Niewiele się zastanawiając, wstała, weszła po schodach i wykonała resztę utworu mimo bólu. Goszcząc w programie Jonathana Rossa dzień później, wspomniała, że w chwili upadku uderzyła się w głowę. Na amatorskich nagraniach z tamtego występu widać, jak chwilę po wyłączeniu kamer Madonna schodzi ze sceny, trzymając się za głowę. Podobno tamten wieczór spędziła w szpitalu, gdzie do 3:00 w nocy była badana pod kątem ewentualnego wstrząsu mózgu. Incydent wyglądał groźnie, ale na szczęście nic poważnego się nie stało.


13. La Vie En Rose – Rebel Heart Tour, Sztokholm & Paryż

Wieczorem 13 listopada 2015 roku doszło do serii ataków terrorystycznych w Paryżu. Łącznie zginęło ponad 130 osób, a ponad 300 było rannych. Kolejnego dnia Madonna miała grać koncert w Sztokholmie.

Oczywiste było, że Madonna nawiąże do tragedii, która się wydarzyła. W trzecim akcie występu wygłosiła bardzo emocjonalną przemowę, w trakcie której nie umiała opanować łez:

Cały ten koncert jest o celebracji życia i o tym, by trwać przy swoich prawach, walczyć, o to, w co się wierzy. Trudno było mi dotrwać do tego momentu występu, bo w pamięci mam wydarzenia wczorajszej nocy. (…) Wczoraj w Paryżu miały miejsce tragiczne zabójstwa. To bezsensowny koniec wielu szlachetnych istnień ludzkich.

Pod wieloma względami czuję się rozdarta. Jak mogę się tutaj bawić, kiedy ludzie płaczą po stracie ukochanych osób. Ale to właśnie ci ludzie [terroryści – przyp. tłum.] chcą z nami zrobić. Chcą nas uciszyć. Nie pozwolimy im. (…)

Chciałam odwołać ten koncert, ale pomyślałam sobie: „Dlaczego mam im na to pozwolić?!”. Dlaczego mam im pozwolić powstrzymać siebie, powstrzymać nas przed cieszeniem się wolnością. Wszystkie te miejsca, w których zabito wczoraj ludzi, to miejsca, w których była radość. Posiłek w restauracji, śpiew, mecz piłki nożnej to elementy wolności, które nam się należą, bo ciężko pracujemy i mamy do nich prawo. I nie ma na świecie osoby, która może nam zabronić, byśmy robili to, co kochamy.

Są na świecie ludzie, którzy nie mają szacunku do życia i robią innym przerażające rzeczy. Ale nie zmienimy świata, jeśli nie zmienimy siebie samych, tego, jak codziennie traktujemy innego człowieka. To tak zmienia się świat, a nie wyborem kolejnego prezydenta czy zabiciem kolejnej setki ludzi. Musimy zacząć traktować drugiego człowieka z należną mu godnością i szacunkiem, tylko to zmieni świat! Tylko miłość zmienia świat. Trudno kochać to, czego nie rozumiemy, albo to, co jest od nas inne, ale musimy, bo inaczej to będzie trwało w nieskończoność.

Kolejnym emocjonalnym momentem było wykonanie „La Vie En Rose”, podczas którego Madonnie drżał głos ze wzruszenia.

Niecały miesiąc później trasa dotarła do Paryża. Oba koncerty stały się prawdziwą celebracją wolności. Najbardziej niesamowita była jednak reakcja publiczności, gdy pianista zaintonował „Marsyliankę” – cała arena przyłączyła się do wspólnego śpiewu!


14. Za wszelką cenę – Madame X Tour

17 września 2019 roku Madonna rozpoczęła trasę koncertową. Podczas występu wspomniała, że zmaga się z kontuzją, której nabawiła się w czasie prób. Nikt wówczas jednak nie podejrzewał, że sytuacja może być poważna. Madonnie raz na jakiś czas zdarzały się kontuzje, jednak nie na tyle poważne, żeby miała w związku z tym odwołać koncerty.

Wszystko zmieniło się wieczorem 7 października. Gwiazda odwołała show dosłownie w ostatniej chwili. Według przekazanych informacji – ból był na tyle silny, że poruszanie się było dla niej problematyczne. Wkrótce odwołane zostały wszystkie trzy z zaplanowanych koncertów w Bostonie, co miało dać artystce trochę więcej czasu na powrót do zdrowia. Niestety, Madonna ponownie przegrała z bólem 22 grudnia, co spowodowało odwołanie koncertu w Miami kończącego amerykańską część trasy.

Dłuższa przerwa podczas Bożego Narodzenia pozwoliła Madonnie nieco zregenerować siły. Podczas pierwszych koncertów w Europie wydawało się, że kontuzja ustąpiła, jednak nie na długo. Finalnie okazało się, że Europa była znacznie bardziej pechowa – Madonna musiała zrezygnować z obcasów, pozbyła się też „Crave” z setlisty, aby możliwie najbardziej zminimalizować wysiłek dla kolana. Wkrótce potem na wybranych koncertach prezentowała ona jeszcze bardziej okrojony program. Łącznie w Europie odwołanych zostało 11 koncertów: dwa ostatnie w związku z epidemią koronawirusa i aż 9 z powodu kontuzji.

Cała trasa była dość ekstremalnym doświadczeniem, jednak koncertem, podczas którego przepełniła się czara goryczy, był występ w Paryżu 27 lutego. Kiedy Madonna chciała przez chwilę odpocząć i usiąść na krześle, odsunęło się ono, wskutek czego upadła na podłogę. Przez dłuższą chwilę siedziała na niej, nie mogąc wykrztusić ani słowa, wreszcie powiedziała jedynie: „Tak bardzo mnie boli…”.

Chwilę później zaczęła szlochać. Przez łzy dodała w końcu:

Zamierzam dokończyć tę jebaną trasę, nieważne, ile mnie to będzie kosztowało!

Zdaniem wielu, Madonna igrała z własnym zdrowiem. Chyba jednak nie przywykła ona do sytuacji, w której cokolwiek jest w stanie ją zatrzymać. Przejmujące jest oświadczenie, które gwiazda zamieściła w social mediach po tym, jak upadek pogłębił jej kontuzję i musiała odwołać kolejny koncert:

Oto jestem – z krwi i kości. Gdyby tylko kolano się nie skręciło, a chrząstka nie rozerwała i nic nie bolało, a łzy nigdy nie spływały z naszych oczu. Ale tak się niestety dzieje i dzięki Bogu za to ważne przypomnienie, że jesteśmy tylko ludźmi. Dwa dni temu upadłam na scenie, kiedy przez pomyłkę odsunięto mi krzesło. Pomimo tego, zeszłej nocy dałam koncert, ale tylko dlatego, że nienawidzę rozczarowań. Jednak dzisiaj już widzę, że ta połamana lalka, posklejana taśmą i klejem musi pozostać w łóżku i odpocząć przez kilka dni, aby mogła zakończyć trasę z uśmiechem na twarzy i w jednym kawałku. (…)

Kiedy spotkałem w Lizbonie gitarzystę Madonny – Mirocę Parisa – miałem okazję porozmawiać z nim na temat jej kontuzji. Powiedział on wówczas:

Nigdy nie wiadomo [który koncert zostanie odwołany – przyp. red.].  To, co jest w niej niesamowite, to jak ona nienawidzi się poddawać i walczy. Ciągle mówi, że nie może zawieść fanów – „moich ludzi”. Możecie to wszystkim powiedzieć!

Choć z trzech koncertów, na jaki planowałem się wybrać, odbył się tylko jeden, nie mam żalu do Madonny. Tam, gdzie jedni widzą „brak szacunku do fanów”, ja widzę to, co z Madonny uczyniło Madonnę – upór, przeświadczenie, że jak się nie da drzwiami, to trzeba oknem. Patrząc na szklankę do połowy pełną, należy jednak dostrzec, że finalnie Madonna zagrała i tak sporo koncertów jak na jej stan zdrowia. Czas pokazał, że gdyby posłuchała domorosłych doradców i przesunęła trasę na lato (co i tak było nieopłacalne), z powodu szalejącej pandemii nikt z nas nie byłby jej w stanie zobaczyć na żywo, a przecież mimo wszystko wciąż udało się to wielu z nas.


Zgromadzone tu przykłady dowodzą jednego: Madonnie niestraszne żadne warunki. To kobieta, która łączy w sobie odwagę Joanny d’Arc, brawurę Lary Croft i bezczelność Courtney Love, ale w tym wszystkim jest przede wszystkim Madonną. Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli ekstremalne warunki powtórzą się w przyszłości, będzie to tylko upał, wiatr, deszcz czy nawet groźba aresztowania. Z tym sobie poradzi. Ostatnie czasy udowadniają jednak przewrotnie, że tym, co może powstrzymać Madonnę, jest wyłącznie ona sama, a raczej jej zdrowie. „Hard to be defeated by Her own weak body” – jak śpiewała w „Evicie”.

Krystian Horwacik
Grafika: Sebastian Wichrowski