Płyta „American Life” była dla Madonny kryzysem wieku średniego. Zadufanej w sobie Ameryce dostało się po całości. I być może nie bolałoby to tak bardzo, gdyby nie fakt, że krytykować ośmieliła się kobieta, która przeniosła się do Anglii, poślubiła biednego jak mysz kościelna arystokratę i ze swoim udawanym wyspiarskim akcentem, próbowała być bardziej brytyjska niż Królowa Elżbieta. Niczym sroka, która z radością ufajdała własne gniazdo, Madonna skrytykowała amerykański styl życia, którym sama żyła. Oberwało się wszystkim – począwszy od prezydenta Busha, na celebrytach skończywszy. Na tych ostatnich szczególnie skoncentrowała się w zjadliwej pieśni o mieście błyskotek – Hollywood.


Nagranie

Według pogłosek początki „Hollywood” sięgają jeszcze lat 90., kiedy to Madonna miała napisać tekst, ale nie wykorzystać go podczas nagrań. Z szuflady wyciągnęła go dopiero podczas sesji nagraniowej do „Music”, kiedy pracowała z Guyem Sigsworthem. Wtedy miała powstać wersja oparta na akustycznym brzmieniu, którą później wziął do obróbki Mirwais Ahmadzaï. Druga wersja miała mieć całkowicie zmienioną melodię i być okraszona sporą dawką elektroniki, co przypominało „Impressive Instant”. Efekt jednak nie spodobał się ani Madonnie, ani producentowi, więc piosenka została porzucona. Wrócili oni do niej wiosną 2002 roku, kiedy trwały prace nad „American Life”.

Większość piosenek, w tym „Hollywood”, została nagrana w londyńskim studiu Olympic w dzielnicy Barnes, mieszczącym się przy 117 Church Road.

Olympic Studios w Londynie

Zmieniono jej ponownie melodię i zdecydowano się nadać jej brzmienie podobne do reszty utworów z płyty. Mirwais zagrał partie na gitarze akustycznej i zaprogramował elektronikę. Perkusja została zaaranżowana z użyciem syntezatora E-mu Emulator, a w celu uzyskania głębi basu i charakterystycznego brzmienia, producent skorzystał z możliwości syntezatora Nord Lead, pozostawiając nieco surowe brzmienie. Problemy z syntezatorami zniwelowano przez mikser Yamaha O2R, dodatkowo używając kompresji wokalu. Madonna chciała użyć w piosence Auto-Tune, jednak Ahmadzaï był temu przeciwny, nie chciał on bowiem – w przeciwieństwie do Madonny – tworzyć typowego tanecznego nagrania. Nie chcę Was jednak zamęczać technicznymi informacjami, z których niewiele wynika, więc dodam tylko ciekawostkę, że wokal został zarejestrowany na mikrofonie Sony G800, a później wiele z nim eksperymentowano, zanim uzyskano ostateczne brzmienie.

Mikrofon Sony C800. Podobnego używała Madonna przy nagrywaniu „Hollywood”.

Finalny miks wykonał Mark „Spike” Stent w Westlake Recording Studios w zachodnim Hollywood w Kalifornii, a za mastering odpowiadał Tim Young, który pracował w studiu Metropolis w Londynie.


Tekst i kompozycja

Końcowym efektem była piosenka, która łączy w sobie synthpop z naleciałościami amerykańskiego folku i akustycznego rocka, wzbogacony elementami housowych bitów. Rozpoczynająca piosenkę gitara była porównywana do kawałków Red Hot Chilli Peppers. Dla dodatkowego efektu dodano ćwierkanie ptaków.

Zaskakującym momentem jest końcowa część, w której Madonna niby rapuje, niby krzyczy czterokrotnie:

Push the button, don’t push the button
Trip the station, change the channel

Tekst ma ironiczny wydźwięk. Opowiada o pragnieniu wspinania się po drabinie społecznej, robieniu kariery w wielkim mieście, które wydaje się kopalnią. Ale czy talentów? Zdaje się, że Madonna wyśmiewa myślenie, że do oszałamiającej kariery i popularności wystarczy sama przeprowadzka do Hollywood. Rzeczywistość jest bowiem taka, że wielu młodych i utalentowanych wyjeżdża w to miejsce z myślą o rozwoju kariery, jednak wielu z nich kończy w najlepszym wypadku w kinie dla dorosłych.

Do tekstu idealnie odnoszą się słowa Madonny, które wypowiedziała w wywiadzie dla magazynu „Q”:

Zanim staniesz się sławny, masz różne wyobrażenia na temat tego, jak wspaniale jest być celebrytą i jak wiele radości ci to przyniesie. (…) Teraz uważa się, że cokolwiek jest konieczne, by dostać się na szczyt, musisz to zrobić. To ułuda pięknego życia: „Wyglądaj tak, a będziesz szczęśliwy. Miej ten samochód, a będziesz popularny. Załóż te ciuchy, a ludzie będą cię chcieli bzyknąć”. To potężna iluzja, a ludzie są w niej uwięzieni, tak jak i ja jestem. Albo byłam.

W programie „Madonna Speaks”, nakręconym specjalnie dla VH1 powiedziała z kolei, że piosenki „American Life”, „I’m So Stupid” i „Hollywood” to:

pragnienie krzyku ze szczytu dachu, że wszyscy żyjemy we śnie (…), ale pora się obudzić w rzeczywistości.

Singiel

Oficjalne wydawnictwo ukazało się na początku lipca 2003 roku. Istnieją rozbieżności w kwestii dokładnego terminu, prawdopodobnie spowodowane różnymi datami dla różnych rynków, jednak pierwsze wydanie fizyczne ukazało się w naszej części świata 7 lipca. Radiowa premiera miała z kolei miejsce w połowie czerwca.

Okładkę zdobiło zdjęcie autorstwa Stevena Kleina, zrobione na potrzeby sesji do magazynu „W” i wykorzystane podczas wystawy fotograficznej „X – STaTIC PRO=CeSS”. Singiel wydano w formatach CD i na winylu 12”.

Wydanie na podwójnym winylu 12” zawierało 6 remiksów:

  1. „Hollywood” (The Micronauts Remix) – 6:25
  2. „Hollywood” (Oakenfold Full Remix) – 7:01
  3. „Hollywood” (Calderone & Quayle Glam Mix) – 9:22
  4. „Hollywood” (Jacques Lu Cont’s Thin White Duke Mix) – 7:09
  5. „Hollywood” (Oakenfold 12″ Dub) – 7:01
  6. „Hollywood” (Deepsky’s Home Sweet Home Vocal Remix) – 7:34

Tyle samo utworów zawierał Maxi-Singiel, jednak nieco różnił się składem:

  1. „Hollywood” (Radio Edit) – 3:42
  2. „Hollywood” (Jacques Lu Cont’s Thin White Duke Mix) – 7:09
  3. „Hollywood” (The Micronauts Remix) – 6:25
  4. „Hollywood” (Oakenfold Full Remix) – 7:00
  5. „Hollywood” (Deepsky’s Home Sweet Home Vocal Remix) – 7:34
  6. „Hollywood” (Calderone & Quayle Glam Mix) – 9:22

W Europie (głównie na rynku brytyjskim) można było trafić również na wydanie w formie dwuczęściowej na CD. Na obu krążkach znalazły się po 3 wersje. Na pierwszym:

  1. Hollywood (Radio Edit) – 03:42
  2. Hollywood (Oakenfold Full Remix) – 07:01
  3. Hollywood (Deepsky’s Home Sweet Home Vocal Remix) – 07:34

Na drugi, opatrzony okładką w kolorowej ramce, wrzucono zaś:

  1. Hollywood (Radio Edit) – 3:42
  2. Hollywood (Jacques Lu Cont’s Thin White Duck Mix) – 07:09
  3. Hollywood (The Micronauts Remix) – 06:25
Okładka brytyjskiego singla CD2

Brytyjskie wydanie na pojedynczej płycie winylowej zawierało z kolei:

  1. Hollywood (Radio Edit)
  2. Hollywood (Jacques Lu Cont’s Thin White Duck Mix) – 07:09
  3. Hollywood (Oakenfold Full Remix) – 07:01

W kartoniku wydano również dwuścieżkową wersję:

  1. Hollywood (Radio Edit) – 03:42
  2. Hollywood (The Micronauts Remix) – 06:25
Całość zdjęcia Stevena Kleina z wkomponowaną okładką „Hollywood”

Miejsca na listach przebojów

Obecność „Hollywood” na listach „Billboardu” jest kwestią mającą wiele wspólnego z nieszczęśliwym przypadkiem. Na klubowej liście zdobył on 1. miejsce, podobnie jak na Hot Dance Singles Sales. Mimo to nie wszedł nawet do Hot 100 na ogólnej liście, kończąc tym samym tradycję wszystkich singli w pierwszej setce, zapoczątkowaną przez „Holiday” w 1983 roku. Pierwszy raz w karierze Madonny taką porażką okazały się dwa pierwsze single promujące nowy album. Rozgłośnie radiowe w Stanach uznały bowiem, że Madonna obraziła Amerykanów swoją płytą, wskutek czego wszystkie cztery wydane single można było usłyszeć w radiu sporadycznie. Przeszkodziło im to w dotarciu do szerszej publiczności.

Mimo to debiut na szczycie listy Hot Dance Singles Sales dał Madonnie najdłuższy ciąg singli jednego artysty, debiutujących na pierwszym miejscu. Rozpoczął go „Music” w 2000 roku i kontynuowały wszystkie kolejne single. Był to także 22. singiel Madonny na szczycie tego zestawienia, co dało jej rekord względem innych wykonawców.

W podsumowaniu roku 2003 „Billboardu”, na Hot Dance Singles Sales, Hot Dance Club Play i Hot Singles Sales utwór znalazł się odpowiednio na 7., 19. i 45. miejscu. Madonna została także drugą najlepszą artystką Dance Club Play oraz najlepszą artystką Dance Singles.

Mimo braku oszałamiających sukcesów w Stanach singiel poradził sobie nieco lepiej w pozostałych częściach świata. W Kanadzie wszedł do pierwszej piątki, a w Wielkiej Brytanii dał się pokonać tylko „Crazy In Love” Beyonce, spędzając na UK Singles Chart aż siedem tygodni i sprzedając się w liczbie 59 633 egzemplarzy do sierpnia 2003 roku. 2. miejsce zajął również w Hiszpanii, z kolei 3. we Włoszech. Do pierwszej dziesiątki udało mu się dotrzeć poza tym jedynie w Japonii (5.), Finlandii (8.) i Irlandii (10.). W Australii zadebiutował na 16. miejscu, jednak już tydzień później spadł na miejsce 37. W pozostałych krajach było jeszcze gorzej: 21. miejsce w Niemczech, 22. we Francji, 34. w Austrii…


Teledysk

Zrealizowany do utworu klip w reżyserii Jean-Baptiste’a Mondina nakręcono w Universal Studios w Kalifornii. Zdjęcia rozpoczęły się 2 czerwca 2003 roku, a debiut teledysku na antenie VH1 miał miejsce 23 czerwca.

Jak wspomniał reżyser, jego zamysłem było ukazać „trochę humoru i piękno, przerażenie, seksapil i samotność, jaka może iść parze z sukcesem, ponieważ wszyscy marzą o Hollywood, nie zważając na cokolwiek”.

W teledysku widzimy, jak Madonna szydzi z hollywoodzkiego stylu życia. Przyjmuje karykaturalne pozy, robiąc ćwiczenia na piłce i przy drążku. Wije się na tle wielkiej ściany luster. Narcystycznie patrzy na własne odbicie w lustrze, poprawia biżuterię, pozwala się szarpać za włosy fryzjerom i macać masażyście, w międzyczasie obstrzykując sobie twarz. Do tej sceny został zatrudniony prawdziwy lekarz medycyny estetycznej – Madonna chciała bowiem, by zdjęcia wypadły jak najbardziej realistycznie. We wszystkich ujęciach wygląda jednak dziwnie, pokracznie i trochę staro, jakby chciała dodatkowo podkreślić wszechobecny kult młodości.

Drugą stroną „bogatych” wizerunków jest pokojówka, która pokornie stoi w cieniu swojej pani. Kilka ujęć pokazuje piosenkarkę w seksownej bieliźnie, siedzącą na telewizorze. Co ciekawe, ujęte w nim sceny są autokarykaturą Madonny. Parodiuje ona scenę łapania stopa na autostradzie, znaną sprzed lat z książki „Sex”. Tym razem Madonna jest szczelnie ubrana, stąd rosnące w niej zdenerwowanie, nie może bowiem nikogo zatrzymać.

Pora na ciekawostkę. W kilku ujęciach widzimy Madonnę, która ma na sobie wspaniałą biżuterię, której wartość wynosiła 20 milionów dolarów.

Biżuteria, którą nosiła Madonna w klipie

Na tym jednak nie koniec – bransoletka i pierścionek, które ma na sobie Madonna w kilku ujęciach, „wystąpiły” w 1933 roku w filmie „She Done Him Wrong” (znanego w Polsce pod tytułem „Lady Lou”), gdzie nosiła je sama Mae West.

Mae West w „She Done Him Wrong” (1933). Na ręce aktorki znajoma biżuteria.

Co ciekawe, w większości ujęć piosenkarka ma na głowie peruki. Tym sposobem „Hollywood” jest jedynym teledyskiem, w którym możemy zobaczyć Madonnę w rudych, pofalowanych włosach.

Wizerunki wykreowane na potrzeby klipu były dziełem Arianne Phillips i Martina Grissena. Jego oryginalne rysunki z fazy przedprodukcyjnej opublikowano kilka lat temu na nieistniejącej już stronie MadonnaInter.net.

Istnieje również alternatywny teledysk, w którym użyto część niewykorzystanych ujęć. Został on zmontowany do wersji „The Aviddiva Remix”.

Plagiat

Wkrótce po opublikowaniu oficjalnego klipu stało się o nim głośno, bynajmniej jednak nie w pozytywnym kontekście. Samuel Bourdin, syn francuskiego fotografa Guya Bourdina, zmarłego w 1991 roku, stwierdził, że obrazy przedstawione przez Madonnę są „uderzająco podobne” do zdjęć jego ojca, zrobionych w przedziale od lat 50. do 80. Finałem sprawy było wniesienie pozwu do sądu, w którym Bourdin junior oskarżył Madonnę o splagiatowanie 11 fotografii.

Madonnę można kochać za jej teledyski i z pewnością są one miniaturowymi dziełami sztuki, jednak nie da się zaprzeczyć, że w tym wypadku postąpiła ona wyjątkowo nieelegancko (przy czym słowo „nieelegancko” jest naprawdę wielkim eufemizmem) – podobieństwo jest zbyt duże, by można było mówić o przypadku. Dla porównania chcemy Wam pokazać zestawienie wspomnianych fotografii i ujęć z teledysku, w którym „ożywiła” je Madonna. Po lewej umieszczone zostały zdjęcia Guya Bourdina, po prawej – sceny z „Hollywood”.

Proces zakończył się porozumieniem stron, na mocy którego Madonna zobowiązała się wypłacić synowi fotografa 600 000 $ zadośćuczynienia.


Wykonania na żywo

American Life Promo Tour

Mini-trasa promująca „American Life” nie mogła się obyć bez potencjalnego drugiego singla. Niemal podczas wszystkich występów Madonna wykonała ten utwór. A oto lista:

Madonna: On The Stage And On The Record, Nowy Jork – 22 kwietnia
Tower Records, Nowy Jork – 23 kwietnia
Absolut Madonna, Kolonia, Niemcy – 30 kwietnia (transmisja: 3 maja)
Friday Night with Jonathan Ross, Londyn, Wielka Brytania – 1 maja (transmisja: 2 maja)
CD:UK, Londyn, Wielka Brytania – 3 maja (transmisja: 10 maja)
La Chanson #1, Paryż, Francja – 6 maja
La Cantine Du Faubourg, Paryż, Francja – 7 maja
HMV, Londyn, Wielka Brytania – 9 maja
Top Of The Pops – 15 maja


MTV Video Music Awards 2003

Gala MTV VMA, która odbyła się 27 sierpnia 2003 roku, przeszła do historii głównie za sprawą występu Madonny z Britney Spears, Christiną Aguilerą i Missy Elliott. Występ rozpoczął się nawiązaniem do tego, który dała Madonna na tej samej gali w 1984 – Britney i Christina odśpiewały „Like a Virgin”, stojąc na wielkim, ślubnym torcie i wijąc się po podłodze, co poprzedzały dwie dziewczynki (wśród nich mała Lourders – córka Madonny) sypiące kwiatki, niczym podczas ślubnej ceremonii. W pewnym momencie na szczycie tortu pojawiła się Madonna ubrana jak pan młody – we frak i cylinder.

W rytm „Hollywood” zeszła po schodach, tańcząc z „paniami młodymi”, co budziło żywe reakcje publiczności (i śmiech Snoop Doga). W pewnym momencie publiczność jednak oszalała – Madonna pocałowała Britney i Christinę, choć ta ostatnia okazała się wielką przegraną tej sytuacji – ważniejsze bowiem było pokazanie twarzy Justina Timberlake’a – byłego Spears – niż jej pocałunku z Madonną. Z tego powodu zapewne pokutuje do dziś stwierdzenie, że Madonna pocałowała tylko jedną „dziewicę popu”, choć istnieją zdjęcia poświadczające, że i Kryśka dostąpiła tego zaszczytu. 😉

Po wszystkim na scenę wpadła Missy Elliott ze swoim „Work It”, jednak po chwili ponownie wróciła piosenka Madonny. Scena skończyła się opadającymi balonami i ukłonami piosenkarek, podsumowanymi gromkimi owacjami rozgrzanej publiki.


Re-Invention Tour

Podczas światowej trasy w 2004 roku Madonna w rzeczywistości nie zaśpiewała „Hollywood”. Utwór znalazł się co prawda na liście, ale w formie przerywnika rozpoczynającego trzeci akt show, w cyrkowym stylu.

Aranżacja bazowała na wersji Jacques Lu Cont’s Thin White Duke Mix, podrasowanej gitarą Monte Pittmana. Podczas gdy artystka zmieniała kostium, na scenie występowali tancerze z pokazem fireshow, stepowania, tańca orientalnego, breakdance’a i wyczynowej jazdy na deskorolce. Ciekawostką jest, że występujący wówczas Daniel „Cloud” Campos i Tamara Levinson zostali później małżeństwem.


„Hollywood” to ten sam rodzaj jadowitej piosenki wymierzonej w celebrycki styl życia, co „Stupid Girls” Pink. Madonna poniekąd znowu wyprzedziła nią czas, ponieważ dopiero w epoce Instagrama „celebrytoza” urosła do rangi religii. Obecnie bowiem wszyscy żyjemy w świecie, w którym wyznacznikiem jakości jest liczba lajków, zasięgi popularności i znajomości wśród śmietanki towarzyskiej. Im więcej, tym „fajniejszy” jesteś. Tym więcej osób chce się z tobą przyjaźnić. Ta piosenka utwierdza w przekonaniu, że jest to w rzeczywistości iluzja, jaką ludzie sami sobie stwarzają. Choć świat celebrytów na początku XXI wieku był nieco inny, mechanizm nadal jest ten sam, a „Hollywood” pozwala poczuć jego bezsens.