Album „Like a Prayer” to nie tylko kultowa i powszechnie lubiana płyta w dorobku Madonny, ale także jeden z najważniejszych albumów lat 80., choć tak naprawdę został wydany w ostatnim roku tamtej dekady. Szacuje się, że do dziś (2024) album sprzedał się na świecie w liczbie przekraczającej 15 milionów egzemplarzy, co czyni go czwartą najlepiej sprzedająca się płytą Madonny (po „The Immaculate Collection”, „True Blue” i „Like a Virgin”), najlepiej sprzedającą się płytą 1989 roku, trzydziestą pierwszą w latach 80. i sto trzydziestą pierwszą w historii.

A oto zbiór ciekawostek o albumie, który właśnie świętuje 35. rocznicę wydania!

Oh my God, I am heartily sorry…

Bez wątpienia najbardziej zadziwiającym utworem na albumie „Like A Prayer” jest zamykający go „Act Of Contrition”, który stanowi przeciwwagę dla otwierającej go kompozycji. Jego tytuł zaczerpnięty został z modlitwy, której wersy, zaraz po wyszeptaniu fragmentów „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, Madonna wyśpiewuje w rytm niespokojnych dźwięków będących w rzeczywistości zagraną od tyłu piosenką „Like a Prayer”.

W towarzyszącym „Like A Prayer” booklecie przy „Act Of Contrition” znajdziemy jedynie notkę, że utwór ten został wyprodukowany przez The Powers That Be, czyli… Królową Popu i Patricka Leonarda. Idiom ten oznacza dziś zwykle grupę osób lub zjawisk mających na coś decydujący wpływ. Po raz pierwszy pojawił się on w tłumaczeniu Biblii z języków oryginalnych na angielski autorstwa Williama Tyndale’a z 1526 roku i oznaczał Boga. Modlitwę „Act Of Contition” Madonna ponownie wykorzystała też ponad 20 lat po wydaniu „Like A Paryer” – w piosence „Girl Gone Wild” z „MDNA”.

Analizując specyficzny tekst tej produkcji można zauważyć, że Królowa Popu stopniowo przechodzi w nim od sfery sacrum (modlitwy) do profanum („What you do you mean it’s not in the computer!?”).

Skąd pomysł na okładkę?

Zapewne zastanawialiście się, skąd wziął się pomysł na okładkę albumu „Like A Prayer”. 25 lat temu połączenie zdjęcia talii z tytułem krążka wywołało oburzenie wśród konserwatywnej części społeczeństwa, która sugerowała, że piosenkarka znów stara się profanować wartości religijne. W rzeczywistości jednak Królowa Popu nie miała raczej niczego złego na myśli, a źródłem inspiracji dla okładki jej płyty zdaje się, że było wspomnienie z dzieciństwa.

Jak wiadomo, jej matka, Madonna Ciccone, z domu Fortin, była zagorzałą katoliczką. Kiedy więc do jej domu przyszła ciotka przyszłej gwiazdy ubrana w dżinsy, zaskoczona gospodyni przykryła wszystkie figurki świętych, aby uchronić je przed oglądaniem bluźnierczych scen. Dzisiaj sytuacja ta może wydawać się komiczna, jednakże jeszcze w połowie XX wieku kobieta w spodniach budziła zgorszenie wśród niektórych grup społecznych. Wydarzenie to tak bardzo zapadło w pamięci małej Madonnie, że aż ożywiła je na okładce „Like A Prayer”, którą zdobi fotografia Herba Rittsa.

Wkrótce po premierze albumu niektórzy krytycy, chwaląc jego szatę graficzną autorstwa Jeri Heiden, zwrócili uwagę na podobieństwa do słynnej okładki „Sticky Fingers” The Rolling Stones, której autorem był przyjaciel Madonny – Andy Warhol.

Inspiracje

Podczas prac nad albumem Madonna nie miała najlepszego humoru. Jej małżeństwo z Seanem Pennem od 1987 roku przeżywało kryzys spowodowany wybuchowym temperamentem aktora i nadużywaniem przez niego alkoholu. Po latach aktor wspominał nawet, że był czas, gdy Królowa Popu:

[…] zaczęła się obawiać, że gdy wróci do domu, to obetnę jej włosy.

sean penn

Dramat, jaki rozgrywał się w domu „toksycznych Pennów” (tak nazywała ich prasa) został przez artystkę podsumowany w „Till Death Do Us Part” – zaskakująco pogodnie brzmiącej piosence z niezwykle gorzkim tekstem.

W obliczu małżeństwa podszytego przemocą (na pewno psychiczną, a być może i fizyczną, choć Madonna konsekwentnie temu zaprzecza), zakończonego rozwodem w styczniu 1989 roku, Madonna zwróciła swoje myśli ku własnemu stosunkowi z religią. Naturalną konsekwencją było zmierzenie się z katolicyzmem, który został jej wpojony w domu rodzinnym, a co za tym idzie – osobiste przemyślenia pchnęły Madonnę równiez w kierunku rozważań na temat rodziny, a zwłaszcza zmarłej matki.

Bardzo osobistym utworem jest „Promise To Try” będący desperacką próbą zatrzymania ulotnych wspomnień związanych z matką, która przedwcześnie odeszła. W filmie „W łóżku z Madonną” piosenka ta stanowi muzyczne tło mocno krytykowanej sceny na cmentarzu, w której Królowa Popu odwiedza grób swojej matki.

Nie bez znaczenia w temacie matki był fakt wieku Madonny, która w okresie prac nad płytą skończyła 30 lat. Zdała sobie wówczas sprawę, że jest w tym samym wieku, w którym jej matka zmarła (Madonna seniorka odeszła w 1963 roku z powodu raka piersi, kiedy przyszła gwiazda miała 5 lat). Tak wspominała tamten okres na łamach jednego z wywiadów:

Nie powiedziałabym, że ukończenie 30 lat było traumatyczne […] ale był to wiek, w którym była moja matka [kiedy zmarła]. Po prostu czułam się dziwnie, bo ciągle myślałam: „Teraz żyję dłużej niż moja matka”.

madonna

W „Oh Father” już sam tytuł zdradza nam źródło inspiracji. Piosenkarka rozprawia się tu z demonami przeszłości – poczuciem opuszczenia i trudnością w okazywaniu miłości przez ojca, czemu jednak daje wyraz zrozumienia w ostatniej zwrotce. W „Keep It Together” natomiast Królowa Popu sięga po relacje z rodzeństwem stwierdzając, że rodzina to najwspanialsze, co mamy, nawet jeśli pomiędzy jej członkami dochodzi do nieporozumień.

Nagrania

Album „Like A Prayer” powstawał głównie w studiu Johnny Yuma Recordings w Burbank, które Patrick Leonard wybudował z pieniędzy zarobionych dzięki angażowi w krążek „True Blue”. Tytułowa piosenka, nagrana jako pierwsza, niedługo później powstały „Till Death Do Us Part”, „Promise to Try”, „Cherish”, „Dear Jessie”, „Pray For Spanish Eyes”, „Supernatural”, niewydana „Angels With Dirty Faces” oraz oddana Donnie de Lory „Just a Dream”. Według wspomnień Patricka Leonarda, prace nad materiałem demo szły szybko, dziennie powstawała jedna piosenka, której następnie nie poprawiali, a ukończenie całego materiału w surowej wersji zajęło Madonnie około dwóch tygodni.

Równolegle nad płytą pracował też Stephen Bray, który stawiał bardziej na brzmienie dynamiczne i taneczne, podczas gdy Leonard kładł nacisk na melodyjność współgrającą z liryczną ekspresją Madonny. Ona sama wiedziała zaś, że między producentami wywiązała się pewnego rodzaju rywalizacja o liczbę „swoich” piosenek na płycie, ale uznała, że wpływa ona twórczo na efekt prac.

Początkowo tytułowy miał rzekomo minimalistyczne brzmienie w którym tło dla wokalu Madonny stanowić miały jedynie organy. Z czasem koncept uległ zmianie na rzecz wersji przypominającą tę, którą znamy, ale wzbogaconą o latynoskie rytmy, które Patrick Leonard usunął w ostatniej chwili uznając, że psują one brzmienie chóru gospel.

Muzycy zaangażowani w proces nagrywania płyty przyznali, że Królowa Popu doskonale wiedziała, czego od nich oczekuje. Gitarzysta Guy Pratt wspominał np., że był pod niemałym wrażeniem tego, jak po jednokrotnym zagraniu „Oh Father” Madonna kazała mu grać pełne nuty w zakończeniu, Chesterowi Karmenowi wejść z gitarą w drugiej zwrotce, a perkusiście Jonathanowi Moffetowi kazała dać:

„mniej hi-hatu w łączniku i trochę więcej przejść pod koniec”, .

Sandrze, siostrze Andraé’a Croucha (lidera zespołu gospel, który zaśpiewał w tytułowym utworze na płycie), poleciła natomiast, aby powtórzyła rytm, który sama zagrała na tamburynie, dokładnie od „trzydziestego drugiego taktu”.

Odpowiedzialny za aranżację smyczków Bill Mayers zdradził, że nim powstał utwór „Promise To Try” długo nad nim eksperymentowano, angażując nawet 35-osobową orkiestrę, którą ostatecznie zastąpiono jedynie dwoma kwartetami smyczkowymi i fortepianem, dzięki czemu nabrał on bardziej emocjonalnego wydźwięku. Z kolei piosenka „Oh Father” powstała poza Johnny Yuma Recordings w studiu, które Bill Mayers zapamiętał jako „groteskowo brudne i ciasne”.

Mimo powodzeń na polu artystycznym, nie wszystko szło po myśli Madonny. Wkrótce miała ukazać się jedna z najważniejszych płyt w jej karierze, podczas gdy je życie osobiste o mało nie legło w gruzach. Patrick Leonard wspominał, że piosenkarka ciągle wybuchała płaczem z powodu załamania i depresji będących wynikiem przemocy, jakiej doświadczała ze strony Seana Penna, z którym planowała rozwód. W efekcie wśród nagrywających „Like A Prayer” muzyków przyjęło się nazywać ten album „rozwodowym”.

Jak ożył święty w „Like A Prayer”

Chcąc ożywić w „Like A Prayer” figurę świętego, w teledysku „Like a Prayer”, reżyserka Mary Lambert zleciła wykonanie odlewów głowy, stóp i dłoni aktora Leona Robinsona, które posłużyły za bazę rzeźby mającej stanowić jedynie dekorację. Sam Robinson w roli (prawdopodobnie) św. Marcina de Porrèsa miał się po prostu pojawić w kolejnych ujęciach.

W trakcie montowania materiału reżyserka zorientowała się jednak, że zamówiona figura nijak przypomina aktora i po prostu wygląda sztucznie, dlatego też wróciła na plan, aby nakręcić dodatkowe sceny. Tym razem jednak Robinson został poddany długotrwałemu procesowi nakładania makijażu, dzięki któremu… sam stał się rzeźbą, a jej ożywanie postanowiono pokazać w wideoklipie.

Co ciekawe, głowa oryginalnego modelu, choć lekko uszkodzona, dotrwała do naszych czasów i kilka lat temu można było kupić ją na internetowej aukcji.

Mad’House i „Like A Prayer”

Wielu wokalistów próbowało zmierzyć się z utworem „Like A Prayer” Madonny, ale tylko holenderskiemu zespołowi Mad’House udało się osiągnąć sukces wydając go w swojej wersji jako singel. Ich eurodance’owy cover stał się w 2002 wielkim hitem w Europie docierając do top 5 list przebojów, a w Niemczech nawet do 1. miejsca, co nie udało się oryginalnej wersji w 1989 roku.

Jeśli nie pamiętacie Mad’House, to przypominamy, że trio to, specjalizujące się w nagrywaniu coverów piosenek Krolowej Popu, obecne było na scenie od kwietnia do października 2002 roku. Poza „Like A Prayer” wydali jeszcze dwa single, „Holiday” i „Like A Virgin„, które jednak nie osiągnęły już tak dużego sukcesu, a także album „Absolutely Mad”, na którym można znaleźć więcej przeróbek utworów Madonny. Ruszyli nawet w trasę po Europie, ale gdy wokalistka Buse Unlu zaszła w ciążę, zespół zakończył swoją działalność.

Teledysk do „Cherish”

Najbardziej pogodna (zdaniem Madonny „głupawa”) piosenka z „Like A Prayer”, „Cherish”, doczekała się teledysku, który być może nie zachwyca rozbudowaną fabułą, ale za to został wyreżyserowany przez samego Herba Rittsa. Zdjęcia do niego nakręcono na plaży w Malibu – tej samej, na której po latach sfilmowano część ujęć do „The Power Of Good-Bye” (w tym przypadku jednak w scenach nad oceanem Królową Popu zastępuje dublerka).

W wideoklipie z 1989 roku, wbrew stereotypowym wyobrażeniom, pojawiają się mężczyźni-syreny (choć może słuszniej byłoby użyć tu słowa „trytony”). W jednego z nich wcielił się Tony Ward – późniejszy chłopak Madonny, który wystąpił z nią m.in. w kontrowersyjnym „Justify My Love”.

Herb Ritts początkowo nie chciał podejmować się reżyserii teledysku, gdyż jak sam przyznał, nic nie wiedział na ten temat, na co piosenkarka odparła, że ma idealną okazję, by w ciągu kilku tygodni nauczyć się wszystkiego. Słynny fotograf chciał ukazać w „Cherish” syreny w naturalnym środowisku, jednakże Królowa Popu wolała się nie wcielać w jedną z nich, choć idea mężczyzn-syren spodobała jej się (każdy z przygotowanych dla nich ogonów ważył ponad 18 kg!).

Co ciekawe, początkowo wideoklip planowano nakręcić w kolorze, ale mająca obsesję na punkcie bladej cery Madonna w kontakcie z lodowato zimną wodą oceanu stawała się jeszcze bledsza, dlatego też zdecydowano się na czarno-białe ujęcia z nałożonym niebieskim filtrem.

„Spanish Eyes” czy „Pray For Spanish Eyes”?

Wśród fanów Madonny powszechnie przyjęło się, że 10. utwór na albumie „Like A Prayer” w Stanach Zjednoczonych zatytułowany jest „Spanish Eyes”, natomiast w Europie – „Pray For Spanish Eyes”. W rzeczywistości jednak tylko w pierwszym przypadku jest to prawda, bowiem można znaleźć europejskie (i nie tylko) wydania zarówno z jedną, jak i drugą wersją tytułu, a nawet takie, które w booklecie i na CD mają nadrukowany napis „Spanish Eyes”, a z tyłu okładki – „Pray For Spanish Eyes”.

Ten brak konsekwencji wynika z tego, że na zmianę tytułu zdecydowano się już po wytłoczeniu pierwszego nakładu „Like A Prayer” (mimo to późniejsze wznowienia albumu w Stanach Zjednoczonych zawierają pierwotny tytuł).

Niezależnie od regionu utwór ten w cyfrowych edycjach albumu oraz jako strona B singla „Oh Father” z 1989 roku zatytułowany jest „Pray For Spanish Eyes”. Choć przez wielu fanów piosenka ta uważana jest za jedą z najlepszych z „Like A Prayer”, to jednak Madonna nie zdecydowała się wydać jej jako singel. Jedynie w Hiszpanii promowała ona „Like A Prayer” na przełomie lat 1989 i 1990, ale nie została wydana komercyjnie. Utwór „Pray For Spanish Eyes” grała także nasza radiowa Trójka, w której dotarł on aż do 2. miejsca listy przebojów.

Like A Prayer World Tour

Mało osób wie, że tuż po wydaniu albumu, jeszcze w 1989 roku, Madonna planowała ruszyć w „Like A Prayer World Tour” – światową trasę koncertową, za promocję której odpowiadać miał koncern Pepsi. Planowano nakręcić kolejną reklamę napoju z Królową Popu, tym razem poświęconą tournée, a nawet przygotowano koszulki, specjalne puszki Pepsi, plakaty i billboardy.

Jednakże, gdy ukazał się teledysk do „Like A Prayer”, koncern, w obawie przed bojkotem swoich produktów, zerwał kontrakt z Madonną i tym samym zrezygnował z promowania jej trasy. Na niekorzyść tournée zadziałał też angaż piosenkarki do filmu „Dick Tracy” Warrena Beatty’ego. Mając przed sobą szansę na podbudowanie nadszarpniętej reputacji filmowej oraz stojąc przed koniecznością szukania nowego sponsora, Madonna zdecydowała się odwołać trasę… a raczej tymczasowo zawiesić wyruszenie w nią do 1990 roku, kiedy to zaprezentowała światu zachwycające show na „Blond Ambition Tour”.

„Supernatural” i niewydane utwory

Podczas sesji nagraniowych do albumu „Like A Prayer” powstało więcej piosenek niż 11, które ostatecznie znalazły się na nim. Wiemy, że Madonna nagrała jeszcze co najmniej 5 utworów, spośród których jeden został oficjalnie wydany.

Mowa o „Supernatural” – pop-rockowej piosence, której tekst Madonna napisała w czasie prac nad albumem „True Blue” i która wydana została na stronie B singla „Cherish” w sierpniu 1989 roku i która trafiłą do streamingu za sprawą jubileuszowego wydania płyty z 2019 roku. Trzy lata później utwór ten w wersji „Original Arms House Mix” pojawił się na albumie charytatywnym „Red Hot + Dance”, z którego dochód ze sprzedaży trafił na rzecz osób chorych na AIDS.

Inne piosenki, które powstały w trakcie nagrywania „Like A Prayer” to:

  • „Angels With Dirty Faces” – o istnieniu tego utworu dowiedzieliśmy się w 2006 roku, gdy Bruce Gaitsch (współautor „La Isla Bonita” i gitarzysta na albumach „True Blue” i „Like A Prayer”) w wywiadzie udzielonym Peterowi Magennisowi wspomniał:


Mam gdzieś taśmę, na której jest kilka kawałków, których elementy trafiły [na płytę] i które nie zostały nigdy wydane. Wśród nich piosenka „Angels With Dirty Faces”, która jest po prostu świetna.

  • „First Is A Kiss” – wyprodukowany przez Stephena Braya utwór, który wedle słów samej Madonny opowiadał o jej przyjaciołach zmarłych z powodu AIDS. W 2013 roku Bray wyraził żal z powodu niewydania go, ponieważ jego zdaniem jest to bardzo dobra piosenka. Podobno jednak została usunięta w ostatnim momencie przed wysłaniem płyty do tłoczni i – poruszać miała ona temat bezpiecznedo seksu – mimo jej usunięcia, do pierwszych wydań albumu trafiła ulotka zatytułowana: „Fakty na temat AIDS”, którą zaprojektowała graficzka Margo Chase.
  • „Love Attack” – najbardziej enigmatyczny utwór z czasów „Like A Prayer”, o którym wiemy tylko tyle, że jego producentem jest Stephen Bray. Podobnie jak poprzednia piosenka, nie trafiła ona na album, bo podobno jej berzmienie nie pasowało do refkelsyjnego charakteru reszty materiału.
  • „Just A Dream” – Królowa Popu razem z Patrickiem Leonardem napisała tę piosenkę z myślą o „Like A Prayer”, jednakże po nagraniu demo zdecydowała się jej nie wydawać. Podarowała ją później Donnie De Lory, swojej przyjaciółce i chórzystce. W finalnej wersji z wydanego w 1992 roku albumu „Donna De Lory” panie zamieniły się miejscami, bowiem tym razem to Madonna wystąpiła jako wokalistka wspierająca.

Sutek na okładce „Express Yourself”

Przyglądając się okładce singla „Express Yourself” wprawne oko zauważy, że Herb Ritts uwiecznił na zdobiącym je zdjęciu… kawałek sutka Madonny. Trudno powiedzieć czy zarówno fotograf, jak i autorka szaty graficznej, Jeri Heiden, celowo pozostawili go na fotografii, czy po prostu nie zauważyli (widać naprawdę niewiele).

Tak czy inaczej nie jest to pierwszy raz, kiedy przypadkowo sutek Madonny „wyskakuje” zza ubrania. Wcześniej bowiem podobną wpadkę piosenkarka zaliczyła w teledysku do „Papa Don’t Preach” i nigdy nie zdecydowała się na jej usunięcie.

Najdroższy teledysków wszech czasów… do czasu

Inspiracje szeroko pojętą sztuką obecne są w twórczości Madonny od zawsze (sama piosenkarka nigdy też nie ukrywała, którzy artyści i które dzieła miały na nią wpływ). Widać to chociażby na przykładzie teledysku do „Express Yourself”, na potrzeby którego Królowa Popu sięgnęła m.in. po fotografię „Steamsfitter” Lewisa Hine’a z 1921 i, co szczególnie zauważalne, klasyk kinematografii – film „Metropolis” Fritza Langa z 1927 roku.

Wyreżyserowany przez Davida Finchera obraz uznawany jest dziś za jeden z najlepszych wideoklipów wszech czasów (nominowany był w 5 kategoriach do MTV VMA, nagrodzony został w 3 z nich). Obfituje on w sporo scen, które od razu kojarzone są z Królową Popu np. taniec na schodach w otoczeniu buchającej pary, co później świetnie zostało odtworzone podczas trasy „Blond Ambition”. Realizacja tego projektu kosztowała aż 5 mln $, co uplasowało „Express Yourself” na szczycie listy najdroższych teledysków w historii aż do 1995 roku, kiedy to pobił go „Scream” Michaela i Janet Jacksonów. 24 sierpnia 2014 roku magazyn Forbes umieścił „Express Yourself” na #2 miejscu listy najdroższych teledysków w historii, z kwotą 9,4 miliona $, jaką przyszłoby zapłacić Madonnie po uwzględnieniu inflacji.

Co ciekawe, istnieją dwie wersje teledysku do „Express Yourself”. Oryginalna, która na MTV była grana co godzinę przez 3 tygodnie od premiery dzięki umowie na wyłączność, dostępna jest na „Celebration: The Video Collection” (zawiera remix Shepa Pettibone’a). Druga natomiast, nieco krótsza i dziś częściej spotykana w telewizji, trafiła na kompilację wideo „The Immaculate Collection” (zawiera zedytowaną wersję albumową utworu).

Pierwszy od 5 lat singel poza top 10 listy Hot 100

Odkąd utwór „Lucky Star” wszedł do top 10 listy Hot 100, każdy singel Madonny wydany w Stanach Zjednoczonych docierał co najmniej do jej 10. miejsca… aż ukazał się „Oh Father”. Ta wzruszająca ballada opowiadająca o relacji Madonny z ojcem po śmierci jej matki okazała się być chyba nieco zbyt osobista dla przeciętnego odbiorcy i w efekcie udało jej się osiągnąć jedynie 20. pozycję na amerykańskiej liście przebojów.

Singel „Oh Father” został wydany w Europie dopiero w 1995, aby promować kompilację ballad Madonny – „Something To Remember”. W 1989 roku jedynie francuski oddział Warner Bros. zaryzykował opublikowanie piosenki na 7″ płycie winylowej, dzięki czemu dotarła ona do 26. miejsca tamtejszej listy najlepiej sprzedających się singli. Wówczas było to jedyne winylowe wydanie, które zdobiła okładkaze ze zdjęciem z sesji wykonanej na potrzeby tourbooka z „Blond Ambition Tour”, które pojawiło się także na okładce singla „Keep It Together”. Z kolei kasety wydane w Stanach Zjednoczonych i 3″ CD w Japonii zdobiła fotografia, która powstała w ramach sesji zdjęciowych na potrzeby albumu „Like A Prayer”.

źródło: MadonnaDiscography.pl
źródło: Discogs.com
źródło: MadonnaDiscography.pl


Kontrowersje wokół teledysku do „Oh Father”

Dla władz MTV scena ukazująca twarz zmarłej matki z zaszytymi ustami była na tyle szokująca, że zagrozili Madonnie odmową prezentowania wideoklipu, jeśli jej nie usunie. W zamian piosenkarka postawiła im ultimatum – albo będą puszczać „Oh Father” w niezmienionej wersji, albo na zawsze mogą pożegnać się z jakimikolwiek umowami z nią. Wybór był wówczas oczywisty…

Sam teledysk wprawił w zachwyt krytyków i do dziś uważany jest za arcydzieło. Wyreżyserowany przez Davida Finchera obraz trafił na listę „100 Najlepszych Wideoklipów Wszech Czasów” magazynu „Rolling Stone” oraz został nominowany do nagrody Grammy w kategorii Najlepszy Krótkometrażowy Film Muzyczny.

Los Angeles Church Of God i „Like A Prayer”

Charakterystyczne dla utworu „Like A Prayer” są partie wokalne w wykonaniu chóru gospel – Los Angeles Church Of God. Lider zespołu, pastor Andraé Crouch, podczas spotkania z Madonną i Patrickiem Leonardem pod koniec 1988 roku zdecydował się na współpracę dopiero po tym, jak upewnił się, że tekst piosenki nie jest obrazoburczy. Słuchając demo wersji „Like A Prayer” w samochodzie, opracował to, jak poprowadzi swój chór, który został nagrany niezależnie od Królowej Popu i reszty muzyków, a dodany do utworu dopiero w trakcie post-produkcji albumu. Nie zgodził się jednak na pojawienie się Los Angeles Church Of God w klipie, ponieważ scena pocałunku z czarnoskórym świętym powodowała u niego niesmak:

Dom Boży ma nam służyć za miejsce spotkań z Bogiem, a nie zaspokajania cielesnych żądz. Nie chcieliśmy, żeby ludzie myśleli, że podpisujemy się pod tym.


O jeden dzień za wcześnie

Dystrybutor albumu „Like A Prayer” w holenderskiej prowincji Fryzja przez przypadek wysłał kopie krążka do sklepów o jeden dzień za wcześnie, dzięki czemu radio KRO przedpremierowo zagrało utwory „Love Song” i „Cherish”. Wydarzenie to wywołało niemałe zamieszanie w tamtejszym oddziale wytwórni Warner Bros., która zdecydowała się na kilka lat zrezygnować ze współpracy firmą handlową odpowiedzialną za przedwczesne wydanie krążka.

Najbardziej poszkodowani w całej tej sytuacji okazali się być jednak fani koczujący przez całą noc pod sklepem w oczekiwaniu na płytę, którą mogli już w nim kupić bez czekania.

Pachnąca płyta dedykowana matce

Egzemplarze albumu „Like A Prayer” pochodzące z pierwszego nakładu (zarówno płyt winylowych, jak i CD i kaset) po otwarciu roztaczały przyjemny zapach, który zawdzięczały olejkowi paczuli, jaki został użyty podczas produkcji okładek. Co ciekawe, mimo upływu lat wiele kopii płyty nadal uwalnia woń, choć oczywiście nie jest ona już tak intensywna jak w 1989 roku. Pomysłodawczynią takiego rozwiązania była sama Madonna, która chciała, aby zapach „Like A Prayer” przywodził na myśl lata 60. i kościół, a konretnie kadzidło.

Paczula
źródło: pandawanda.pl

Nie jest to jednak pierwsza pachnąca płyta w jej dorobku – wcześniej bowiem niektóre egzemplarze promocyjne „You Can Dance” nasączone były Chanel N° 5.

Na uwagę zasługuje także skromna notka zamieszczona wewnątrz bookletu, która znajduje odwierciedlenie w tekstach niektórych piosenek z „Like A Prayer”:

Ten album dedykuję mojej matce, która nauczyła mnie jak się modlić.

madonna, like a prayer, 1989

Współpraca z Prince’em

Pod koniec lat 80. Madonna przez pewien czas spotykała się z Prince’em, którego udało jej się namówić na wspólne sesje w studiu nagraniowym. Zdaje się jednak, że współpraca dwóch silnych ego nie układała się zbyt dobrze, bowiem przyniosła tylko jeden utwór, który trafił na „Like A Prayer” – „Love Song”. Prosta, eksperymentalna piosenka uważana przez wielu fanów za najsłabszy punkt krążka z 1989 roku nie jest jednak jedynym, co legenda rocka zrobiła na jego potrzeby. Okazuje się bowiem, że Prince zagrał na gitarze w „Keep It Together”, na początku „Like A Prayer” oraz w „Act Of Contrition”, choć w dwóch ostatnich przypadkach jego wkład pominięto w spisie twórców albumu.

Nie należy też zapominać, że gdyby nie „Love Song”, to być może nigdy nie powstałby wielki przebój Madonny „Hung Up”, a zwłaszcza wersy : „Time goes by so slowly for those who wait / And those who run / Seem to have all the fun”.

Mała Jessie

W dniu, w którym Madonna nagrywała utwór „Like A Prayer”, Patrick Leonard zmuszony był nie tylko odebrać swoją córkę Jessie ze szkoły, ale także musiał zabrać ją ze sobą do studia (jego żona była wówczas poza miastem). Spóźnił się, czym bardzo rozzłościł Królową Popu, która choć od razu polubiła się z małą Jessie, to jednak nie mogła wybaczyć mu straty cennego czasu. Aby nieco ją udobruchać, Leonard zdecydował się podarować jej kołysankę, którą napisał dla swojej córki. Na tyle spodobała się ona Madonnie, że naniosła na nią swoje poprawki i po 3 dniach miała gotowy drugi już utwór na swój nowy album – „Dear Jessie”.

Piosenka ta została później wydana jako czwarty singel z „Like A Prayer” w Europie (piąty w ogóle) i stała się jej kolejnym hitem w Wielkiej Brytanii (dotarła do 5. miejsca). Towarzyszył jej częściowo animowany teledysk w reżyserii Dereka Hayesa z Animation City, w którym jednak nie zagrała ani Madonna, ani Jessie Leonard.

Okładki singla „Like a Prayer”

Z myślą o „Like A Prayer” Madonna ponownie stanęła przed obiektywem Herba Rittsa. Spośród wykonanych przez niego zdjęć tak bardzo spodobało jej się to, na którym jej twarz okrywa dym z papierosa trzymanego przez nią w lewej dłoni, że aż postanowiła wykorzystać je na okładce pierwszego singla. Po nakręceniu teledysku do „Like A Prayer” uznała jednak, że niezbyt pasuje ono do całego konceptu i szatę graficzną trzeba było zaprojektować na nowo.

Niedoszłe zdjęcie z okładki singla „Like a Prayer”

Finalnie singel „Like A Prayer” doczekał się dwóch okładek. Pierwsza z nich, zdobiąca 7″ wydanie, zawiera zdjęcie Madonny w modlitewnej pozie, które zostało przez nią uznane za „niesamowicie piękne”. Druga natomiast zaprojektowana została przez brata piosenkarki, Christophera Ciccone, z myślą o 12″ krążku. W rzeczywistości jest to minimalistyczny obraz ukazujący Królową Popu jako oplecioną przez cierń świętą ze złotym halo. Nad jej głową widnieje napis „MLVC”, a na wysokości serca – pochylona litera „P”. W pierwszym przypadku jest to skrót od „Madonna Louise Veronica Ciccone”, a w drugim to pierwsza litera nazwiska Penn, którego gwiazda zrzekła się podczas rozwodu z aktorem Seannem Pennem.

Utwory z „Like A Prayer” na scenie

Czas na trochę matematyki! Podliczyliśmy, ile razy w swojej karierze Madonna wykonywała piosenki z albumu „Like A Prayer” na scenie!

  • Najczęściej miała przyjemność śpiewać tytułowy utwór, bo aż… 451 razy!
  • Na drugim miejscu znalazła się piosenka „Express Yourself”, która wykonywana była 363 razy.
  • Z kolei utwory „Cherish”, „Oh Father” i „Keep It Together” znalazły się dotychczas w repertuarze tylko jednej trasy, „Blond Ambition”, i tym samym wykonywane były po 57 razy każdy.
  • Niestety, poza singlami żadna piosenka z „Like A Prayer” nie doczekała się jak dotąd wykonania na żywo (jedynie „Act Of Contrition” wykorzystano jako intro jednego z występów na „Blond Ambition Tour” oraz fragmenty w formie sampli podczas „The Celebration Tour”).

Więcej ciekawostek: