Tak, przyznaję, ten nagłówek miał przyciągnąć Waszą uwagę. Póki co bowiem nie wiadomo nic o potencjalnym filmie koncertowym Madonny i/lub albumie koncertowym z ostatniej trasy i właściwie w tym wpisie nie rozwieję żadnych wątpliwości w kwestii formy wydania ani tym bardziej daty. To jedynie wycinek uwielbianego sportu fanów (obok narzekania) – „gdybyzmu” 😉 A przyznam, że do rozmyślań nad tym zainspirowała mnie… Björk i jej wydany właśnie film koncertowy z trasy „Cornucopia”. Ale po kolei…

O potencjalnym wydaniu koncertowego filmu Madonny wiadomo jedynie tyle, że sfilmowano koncerty w Meksyku i fragmenty kilku występów w Los Angeles, a do sieci wyciekł tez fragment czegoś, co zdaje się być składową filmu dokumentalnego, który według przecieków ma opowiadać o kulisach powstania „największego imprezy świata” – czyli koncertu na plaży Copacabana w Rio de Janeiro w maju zeszłego roku. Wydania montażu z Meksyku/Los Angeles póki co nikt nawet nie potwierdził, równie dobrze może być ono częścią dokumentu, ale można mieć nadzieję, że raczej Madonna coś zaprezentuje, ponieważ słynie ona z dokładnego dokumentowania swoich koncertowych przedsięwzięć (za wyjątkiem tras „Blond Ambition” i „Re-Invention, ale tu akurat brak oficjalnych zapisów lub ich wydanie na martwym dziś nośniku wynikały z innych, nieistotowych teraz rzeczy). Przyjmijmy jednak, że Madonna nie spocznie na wybrakowanym i zmienionym nagraniu z Rio i wkrótce udostępni nam coś, co będzie nas cieszyło przez najbliższe lata. Ale takie założenie rodzi wiele pytań i właśnie na nie postaram się tu odpowiedzieć.

Jedno z pytań, jakie naturalnie się nasuwa, dotyczy platformy, na której miałby się pojawić koncertowy film. Nie jest tajemnicą, że nagrania tego typu powstają nie z myślą o fizycznych wydawnictwach, a o sprzedaniu praw do zapisu, ponieważ jest to główne źródło zarobku dla gwiazd. Kiedyś tego rodzaju zapisy powstawały z myślą o telewizji, kiedy jakaś stacja nabywała wyłączne prawa do emisji i w danym okresie np. w ciągu roku, puszczała na antenie nagranie koncertu dwu-, trzykrotnie. Po takim okresie prawa mogła nabyć inna stacja (zazwyczaj kolejna stacja nabywała prawa do emisji „po kosztach”, bo nie była to już światowa premiera). Po wygaśnięciu wszelkich umów na wyłączność artyści decydowali się zazwyczaj na wydanie fizyczne koncertu, najczęściej z dodatkowym materiałem zapisanym na płycie (lub płytach) CD. Dziś dochód ze sprzedaży płyt CD spadł, głównie za sprawą dostępności serwisów streamingowych, które przy niewielkim koszcie użytkownika udostępniają katalog na swoich platformach. Nie jest żadną tajemnicą, że koncertowe albumy Madonny są najsłabiej sprzedającymi się wydawnictwami w jej dyskografii, ponieważ trafiają one wyłącznie do fanów, nie generując praktycznie żadnego zysku, a przynajmniej nie tak znaczącego, by wytwórniom opłacało się w nie inwestować. Coraz częściej więc koncertowe filmy i albumy trafiają wyłącznie do streamingu i nie towarzyszy im żadne fizyczne wydawnictwo.

W przypadku Madonny odstąpienie od fizycznych wydań wydaje się dość dziwne, ponieważ zdaje sobie ona sprawę, że jej fanom na tym zależy (o czym świadczy choćby mnogość edycji kolekcjonerskich, kiedy ukazuje się nowy album). Niemniej jednak – poza dystrybucją cyfrową i winylowym wydaniem z ograniczonym nakładem – ostatni album koncertowy artystki nie trafił do szerszej publiczności, a i za udostępnieniem go na Paramount+ tkwi głębsza historia.

Plotki głoszą, że zapisu z trasy „Madame X” żaden streamingowy gigant nie chciał kupić. I podobno nie tyle poszło o jakość (choć trudno powiedzieć, by wymuszone pandemią i brakiem uzupełniających nagrań wstawki nagrane iPhonem dodawały filmowi uroku), co o formę koncertu. Po pierwsze był to mały, teatralny koncert, daleki od widowiskowych możliwości Madonny, które łatwiej „sprzedać” masowemu odbiorcy. Po drugie – i najważniejsze – znaczna część materiału koncertowego składała się z materiału z najnowszej płyty, a nie hitów, na które liczy masowy odbiorca, który od fana różni się tym, że fan zachwycony będzie kolorowym wykonaniem „Come Alive”, podczas gdy masowy odbiorca będzie czekać na „Like a Virgin” i „Material Girl”.

Na etapie montażu Madonna żartowała, że udostępni koncertowy film na OnlyFans, jednak w tym żarcie zapisały się ponure realia tamtych dni. Brak ofert nie był bowiem podyktowany zwyczajną niechęcią. Podobno finansowe oczekiwania Madonny przewyższały to, co nawet Netflix mógł zaproponować za przedstawiony materiał. W efekcie Madonna umieściła film na platformie Paramount+ dostępnej w Stanach i kilku krajach Europy. Premierę w pozostałych krajach (głównie Europy) przygotowało MTV, ale poza premierą i powtórką w Europie nie dało się go legalnie obejrzeć i nawet dziś dla przeważającej większości krajów film jest nadal niedostępny, mimo udostępnienia biblioteki Paramount+ za pośrednictwem SkyShowtime. Przy braku oficjalnego wydawnictwa fizycznego, dla większości fanów Madonny zapis koncertu jest więc nieosiągalny, oczywiście mówiąc o legalnych sposobach, bo jego ściągnięcie z nielegalnych źródeł nie wymaga specjalnych zdolności hakerskich.

Przecieki dotyczące potencjalnego koncertowego nagrania z The Celebration Tour mówią ponownie o udostępnieniu go w streamingu, ale tym razem – ponieważ mowa o jubileuszowej trasie pełnej hitów – Madonna ma chcieć zarówno szerokiej dystrybucji – czyli platformy o globalnym zasięgu – jak i adekwatnych jej zdaniem pieniędzy.

Oczywiście w grę wchodzą rozmaite platformy – HBO (Max), Netflix, Amazon Prime… wszystkie jednak oznaczają premierę wyłącznie materiału wideo. Oczywiście, ekskluzywność oznacza, że potencjalnie więcej osób założy konta na danej platformie, co sprawia, że streamingowy gigant może wyłożyć jednocześnie więcej pieniędzy, jednak brak premiery jednocześnie przynajmniej audio w streamingu oznacza uciekające pieniądze. Jedyną platformą, która może Madonnie zagwarantować wszystko w jednym i jednocześnie która liczy się na świecie, jest Apple z usługami Apple TV+ i Apple Music.

Apple już od dłuższego czasu inwestuje w serię znaną jako „Apple Music Live”. Pierwsze przymiarki do stworzenia tej serii miały miejsce kilka lat temu wraz z filmem „1989 World Tour Live” Taylor Swift, który został wycofany ze streamingu (decyzja ta była częścią szerszego konfliktu między artystką a jej wytwórnią). Regularnym cyklem koncertów udostępnianych na żywo jest „Apple Music Live” od 2022 roku. W ramach tej serii ukazały się koncerty m.in. Billie Eilish, Harry’ego Stylesa, Eda Sheerana, SZA, Mary J. Blige, Alicii Keys, Jennifer Lopez, Honey Dijon, niedawno Camili Cabello a w ostatnich dniach także Björk.

Islandzka gwiazda udostępniła właśnie swój koncertowy film „Cornucopia” w ramach tego cyklu i poza platformami Apple TV+ i Apple Music, nie jest dostępny ani album audio live, ani film. Przy okazji autorka „Venus as a Boy” nie szczędziła głosów krytyki innemu streamingowemu gigantowi – Spotify – nazywając go „najgorszą rzeczą, jaka przytrafiła się muzykom”.

Serwis ten nie udostępnia co prawda koncertowych filmów, ale jest najpopularniejszą aplikacją do legalnego słuchania muzyki na świecie. Problematyczny jest jednak model biznesowy, który wyznaje Spotify. Ponieważ udostępnianie muzyki i podcastów jest jego jedyną działalnością, musi on maksymalizować własne zyski, w skutek czego do artystów trafia nikły procent zysków. Szacuje się zaś, że Spotify płaci około 0,003 do 0,005 USD za odtworzenie. Oznacza to, że jeśli utwór zostanie odtworzony milion razy, zysk ze streamingu wynosi 3 000 do 5 000 dolarów, ale nie cała ta kwota trafia bezpośrednio do artysty, ponieważ większa część tej kwoty trafia do wytwórni muzycznych, wydawców lub innych pośredników (zależy to od umowy artysty). Ponadto wysokie pozycjonowanie na popularnych playlistach jest płatne, co sprawia, że Spotify staje się totalnie nieopłacalne dla gwiazd spoza czołówki najpopularniejszych. A jakby tego było mało, kontrowersje budzi również właściciel firmy Daniel Ek. Choć początkowo jego podejście wyróżniało się idealistyczną wizją platformy przychylnej artystom, wystarczyło kilka lat, by jasne się stało, że ideały przestają istnieć, kiedy w grę wchodzą wielkie pieniądze i Ek zaczął określać artystów mianem „twórców treści”, co bardzo nie spodobało się wielu muzykom. Wiecej o kulisach Spotify dowiecie się z poniższego filmu, który bardzo polecam:

Inne platformy streamingowe mogą płacić artystom więcej, ponieważ ten obszar ich działalności jest tylko częścią większego biznesu np. Amazon utrzymuje się głównie z działalności serwisu zakupowego, a Apple w głównej mierze sprzedaje urządzenia i oprogramowanie. Spotify nie ma innego źródła utrzymania poza dostępem do muzyki i podcastów, więc aby pozostać opłacalnym, nie winduje stawek użytkownikom, ale oddaje mniej artystom.

Zatem dochód artysty ze streamingu w Spotify jest stosunkowo niski w porównaniu do tradycyjnych modeli sprzedaży albumów, ale te obecnie również nie generują zysku. Jeśli więc Madonnie zależy na korzystnej finansowo umowie, w grę może wchodzić udostępnienie koncertowego filmu w serwisach Apple. W ramach Apple Music Live ma bowiem najwięcej korzyści – spory zysk finansowy, promocję materiału, wydanie koncertowego filmu i albumu, szerokie grono potencjalnych odbiorców (zgodzicie się ze mną, że nie jest to Paramount+) i wysoką jakość dźwięku. Podczas gdy inne platformy streamingowe opcjonalnie oferują wyższą jakość dźwięku (jakość płyty CD, jakość bezstratna w streamingu lub dźwięk przestrzenny Dolby Atmos, szczególnie efektowny w przypadku koncertowych albumów, dzięki którym brzmi on jak w rzeczywistości), w Apple music jest to wręcz wymogiem.

Jednym znakiem zapytania w przypadku potencjalnej umowy Madonny z Apple jest… jakość. Radosny montaż Madonny, łączący nagrania różnej jakości może nie spełnić wymogów formalnych Apple, które pod tym względem prowadzi bardzo restrykcyjną politykę i nawet nazwisko Jonasa Akerlunda, wymieniane jako nazwisko potencjalnego reżysera, może temu nie pomóc. Pozostaje mieć nadzieję, że ostatnie filmy koncertowe nauczyły Madonnę, że łączenie profesjonalnego nagrania z ujęciami nagranymi telefonami i podstawowymi filtrami rodem z Instagrama nie prowadzi do powstania materiału cechującego się wysoką jakością. Powiewem optymizmu w tej sprawie jest zastosowanie kamer wysokiej jakości podczas całej trasy. Dzięki nim Madonna stosunkowo niskim kosztem miała więc zapewnione 3 korzyści w jednym: ujęcia rzutowane na telebimy, sceniczne tła (tzw. backdropy) i potencjalny zbiór ujęć z dowolnej nocy spośród wszystkich 80 koncertów.

Jak sytuacja się ułoży i czy faktycznie Apple może zapewnić Madonnie pożądane warunki i szeroką dystrybucję, czas pokaże. Obecnie nie pozostaje nam nic innego jak tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać. W końcu nawet najstarsi górale nie wiedzą, ile trwa „coming soon”.

Krystian