Madonna: Veronica Electronica – recenzja

Classic Pop

lipiec 2025
John Earls

Tłumaczenie: Krystian

Alter ego Madonny z czasów „Ray Of Light” wyłania się po 27 latach – brzmi bardzo znajomo dla zagorzałych fanów


To, że Veronica Electronica w końcu zostaje oficjalnie wydana, jest prawdopodobnie najbardziej intrygującym aspektem trzeciego albumu z remiksami w dorobku Madonny. Przyjmując alter ego, by całkowicie zanurzyć się w elektroniczną przestrzeń „Ray Of Light” – Veronica to jej imię z bierzmowania – Madonna planowała „Veronica Electronica” jako rozszerzenie albumu „Ray Of Light” na zakończenie jego kampanii promocyjnej.

„Ray of Light” był jednak tak wielkim sukcesem, że nie było czasu na wydanie klubowego zestawu aż do czasu, gdy wróciła z albumem „Music”.

Chociaż Madonna twierdziła, że pracuje nad odświeżeniem poprzedzającego „Bedtime Stories”, jedynym wcześniejszym wydaniem od czasu, gdy ogłosiła swoją planowaną kampanię reedycji z wszystkich epok w 2021 roku, była kompilacja singli „Finally Enough Love”.

Świetnie więc, że w końcu pozwala, by materiał z katalogu ujrzał światło dzienne, nawet jeśli „Veronica Electronica” to dość zachowawczy początek: ukazuje się tylko na winylu, bez CD, i tak naprawdę miałoby to więcej sensu jako część rozszerzonego wydania „Ray of Light”, które mogłoby też pomieścić często piracone, niewydane utwory, takie jak „I’ll Be Gone”, „Never Love a Stranger” czy „Revenge”.

Przynajmniej jest choć jedna niewydana piosenka – „Gone Gone Gone”. Ta piosenka nagrana z Rickiem Nowellsem, zanim William Orbit wszedł na pokład, to całkiem przyzwoity potencjalny numer albumowy Madonny w natarciu, ale podkład drum ’n’ bass to raczej kontynuacja „Bedtime Stories” niż spokój „Ray of Light”.

Wszystkie siedem remiksów to zedytowane lub przerobione wersje znane z singli. Dwa otwierające miksy autorstwa Sashy szczególnie zyskują dzięki edycjom. Jego „Twilo Remix” utworu tytułowego staje się wyraźnie jaśniejszy, podczas gdy jego wspólna przeróbka „Drowned World/Substitute For Love” z BT to teraz jeden długi rozbieg przed gorączkowym finałem.

Wybór remiksu „Collaboration” autorstwa nieżyjącego już Petera Rauhofera do utworu „Skin” na pierwszy singiel albumu ma sens. „Skin” jest jednym z najbardziej nieoczywistych utworów z oryginalnego LP, a wersja Rauhofera, mocno oparta na rytmie, zawsze przypominała wersję radiową. Ale inne dzieło Rauhofera pokazuje, że nie wszystkie remiksy zyskują na krótszej formie: połączenie w jednym utworze szybkiego mixu i dub mixu spod jego jego innego pseudonimu Club 69 jest nieco niezgrane.

Wielokrotny remikser Madonny, Victor Calderone, w swoim nowym edicie utworu „Sky Fits Heaven” traci nieco latynoskiego klimatu. Najbardziej nieznany remikser, kompozytor filmowy Fabien Waltmann, przynajmniej zachowuje indywidualną atmosferę w swoim remiksie „The Power of Good-Bye”.

Intrygujący projekt, który jednak nie do końca broni się samodzielnie — miejmy nadzieję, że Madonna wkrótce zatwierdzi bardziej rozbudowane przedsięwzięcia z katalogu.