W ostatnich dniach w fanowskich kręgach znów pojawiły się plotki dotyczące kolejnego albumu Madonny.

Serię nowych doniesień – rzekomo pochodzących od osób zbliżonych do projektu – przedstawia się jako znak, że prace nad kolejnym albumem Madonny są już na bardzo zaawansowanym etapie. Warto jednak podkreślić, że w dalszym ciągu nic, co „wiemy”, nie zostało w żaden sposób potwierdzone.

Według wspomnianych źródeł materiał ma być obecnie w finalnej fazie ostatnich dogrywek i miksowania, a całością ma kierować Stuart Price. Informatorzy przekonują również, że Madonna w ostatnich miesiącach ponownie przeanalizowała nagrania i dopracowała je, dzięki czemu album zyskał spójniejszy i bardziej solidny charakter.

Dawno temu i nieprawda…

W przeciekach pojawia się też wątek licznych sesji studyjnych z lat 2021–2023. Według insiderów nie były one próbą stworzenia konkretnego albumu, lecz przestrzenią do eksperymentów z różnymi producentami – w tym Sickickiem, Maxem Martinem czy The Weeknd. Gdyby projekt z tego okresu został ukończony, miał ponoć skłaniać się w stronę brzmienia bliższego stylistyce urban.

Główny singiel już niedługo?

Obecny materiał określa się natomiast jako naturalne rozwinięcie estetyki „Confessions on a Dance Floor”. Słowo klucz to „rozwinięcie”. Zdaniem insiderów, projekt nie jest próbą powtórzenia tamtego brzmienia, ale jej rozszerzeniem o nowe ścieżki, niejako naturalną kontynuacją wydawaną po upływie 20 lat, podczas którego wiele zmieniło się w muzyce.

Według doniesień pierwszy singiel z albumu został wybrany już na samym początku prac i – mimo testowania alternatywnych wersji z innym producentem – pozostaje bez zmian. Niewybrana wersja utworu miałaby w przyszłości pojawić się jako remix lub alternatywne wydanie.

Źródła twierdzą, że oczekiwanie „dobiega końca”, a singiel ma „przekroczyć oczekiwania” i trafić zarówno do fanów, jak i osób dotąd nieśledzących twórczości Królowej Popu. Album opisuje się jako „prawdziwy klejnot”, pełen odniesień do Shepa Pettibone’a, Chic, Daft Punk, Rock Steady Crew oraz Frankie Knucklesa, ale zachowujący własną, wyraźną tożsamość i nadal brzmiący jak „płyta Madonny”. Jedna z nowych kompozycji ma też mocno czerpać z chicagowskich klasyków house’u.

Poszlaki…

Na forach pojawiły się także informacje o odbywającej się kilka dni temu imprezie w Nowym Jorku. Nie do końca jasne o jaki event chodzi, ale być może chodzi o ten, na którym grała 15 listopada Honey Dijon, puszczając m.in. własną reinterpretację „Everybody” Madonny. Podczas tej tajemniczej imprezy DJ (być może sama Dijon) miał grać klasyczne utwory house i disco z lat 80, sugerując, że „wkrótce wszyscy usłyszą je w nowy sposób”. Wśród wskazywanych tytułów znalazły się m.in. „Your Love” (Frankie Knuckles & Jamie Principle), „Move Your Body” (Marshall Jefferson), „Overdose” (prawdopodobnie chodzi o utwór Spanky & Pierre) i „French Kiss” (Lil Louis) – wszystkie w duchu kierunku, o którym mówi ostatnia fala spekulacji.

Dodatkowego paliwa dodała instagramowa stories Madonny, gdzie pojawiło się zdjęcie winyla zawierającego nagrania kilku z tych artystów. Fani szybko uznali to za możliwy teaser. Podobnie odebrano pojawienie się u niej płyty „The House That Trax Built”, kojarzonej z brzmieniami mającymi rzekomo dominować na nowym albumie.

Kiedy premiera?

W powtarzających się doniesieniach mówi się o planowanej premierze 15. albumu Madonny na wiosnę. To jednak jedynie hipotezy – nie padła żadna oficjalna data ani ogłoszenie.


WAŻNE – TO TYLKO PLOTKI

Wszystkie powyższe informacje pozostają niepotwierdzonymi spekulacjami, które mogą okazać się całkowicie nietrafione. Do czasu oficjalnego komunikatu warto zachować dystans i nie przyjmować żadnej z tych rewelacji jako faktu. W świecie Madonny plotki pojawiają się często, a tylko część z nich finalnie znajduje pokrycie w rzeczywistości.

Aha! I jeszcze jedna ważna informacja. Płyta wszędzie określana jest mianem „Confessions Part 2” lub „Confessions on a Dance Floor 2”, ale póki co należy to traktować jedynie jako roboczy tytuł, tzw. „placeholder”. Nie oznacza to, że tak będzie brzmieć ostateczny tytuł i wręcz nie należy raczej tego oczekiwać.