Dolce & Gabbana: „Przyjaźnimy się z Madonną od lat. Dla nas zaśpiewała po włosku”
La Repubblica
9 stycznia 2026
Serena Tibaldi
Zdjęcia: Mert & Marcus
Tłumaczenie: Sebastian Wichrowski
Domenico Dolce i Stefano Gabbana opowiadają o powstawaniu kampanii zapachu The One z udziałem Madonny – od tego, jak szybko zgodziła się na udział w projekcie, po jej niezwykle wysokie wymagania podczas całonocnej sesji zdjęciowej. Projektanci wspominają także ponad trzy dekady przyjaźni i współpracy z ikoną popu.
„Ciągle zadawaliśmy sobie pytanie, kto najlepiej mógłby nas reprezentować. I nagle wszystko stało się jasne. Kto lepiej niż Madonna – absolutna Królowa Popu, najbardziej kultowa postać wszech czasów, ktoś, kto jest częścią naszej historii i kogo bezgranicznie uwielbiamy?” – Domenico Dolce i Stefano Gabbana
Madonna jest idealną twarzą The One – zapachu wprowadzonego na rynek w 2006 roku, który powraca teraz w dwóch nowych odsłonach: dla kobiet i dla mężczyzn. „Nasza przyjaźń trwa już lata” – mówią Dolce i Gabbana. – „Byliśmy młodymi artystami, gotowymi wywrócić świat do góry nogami. Łączyła nas chęć prowokowania i wierność samym sobie”. W kampanii The One Madonna nie tylko występuje w reklamie i na zdjęciach autorstwa Merta Alasa, na których partneruje jej kubański aktor Alberto Guerra – jest także autorką ścieżki dźwiękowej. I tu pojawia się prawdziwa sensacja: Madonna nagrała cover jednego z największych przebojów Patty Pravo – „La bambola”. To pierwszy raz w jej karierze, gdy śpiewa po włosku, w języku swoich przodków. Wywołało to prawdziwą euforię wśród fanów.

Jak długo trwały przygotowania?
Krócej, niż można by się spodziewać. Madonna powiedziała „tak” od razu – częściowo dlatego, że naprawdę jesteśmy sobie bliscy. Ale oczywiście także dlatego, że pokochała samą koncepcję, w tym pomysł śpiewania po włosku.
A dlaczego właśnie ten utwór?
Jest ogromną fanką Patty Pravo, więc od razu zaproponowała, że chce zaśpiewać jedną z jej piosenek. Po kilku spotkaniach wszyscy zgodziliśmy się, że „La Bambola” jest idealna – nawiązuje do wielu ballad Madonny i doskonale oddaje atmosferę kampanii The One, opartej na pragnieniu.
Erotyzm w wideo i na zdjęciach jest dosyć intensywny – to też było przedmiotem rozmów?
Oczywiście. To była prawdziwa współpraca na równych zasadach – inaczej nie mogło być. Madonna jest niezwykle drobiazgowa. Nie przestaje pracować, dopóki nie osiągnie efektu, który ją w pełni satysfakcjonuje. Uparła się, żeby kręcić przez całą noc, bo nie była zadowolona z materiału, mimo że wszyscy mówili, że jest perfekcyjny. Jest niesamowicie wymagająca – wobec siebie i wobec innych. To jedyna osoba, która naprawdę nas onieśmiela.
Madonna jest dojrzałą kobietą – jej zmysłowość wydaje się bardziej wysublimowana niż ta, którą dziś widzimy w reklamach i mediach społecznościowych.
To oczywiste, że nie ma już tej samej energii co dwudziestolatka. Z biegiem lat dostosowała swój styl – stał się bardziej wyrafinowany, mniej dosłowny, ale wciąż jest w stu procentach sobą. Ubraliśmy ją taką, jaka jest dziś: koronkowe gorsety, pończochy, długie, obcisłe halki.
Czyli wasze charakterystyczne elementy stylu.
Łączy nas ten sam duch i ta sama wizja. Półtora roku temu poświęciliśmy jej całą kolekcję. Staramy się ewoluować, nie tracąc własnej tożsamości. W dzisiejszym świecie mody, gdzie projektanci są traktowani jak pracownicy przeskakujący z domu mody do domu mody, czyni nas to pewnego rodzaju wyjątkiem.

Jak doszło do waszego pierwszego spotkania?
To dość niezwykła historia. Wszystko zaczęło się w Turynie, w 1988 albo 1989 roku, na jednym z jej koncertów. Byliśmy zwykłymi widzami i rozmawialiśmy ze sobą, jak niesamowicie byłoby kiedyś ją ubierać. Kilka dni później zobaczyliśmy w gazecie zdjęcia z paryskiego przyjęcia – Madonna była ubrana od stóp do głów w Dolce&Gabbana. Skontaktowaliśmy się z jej zespołem, żeby wysłać jej kilka rzeczy, a ona natychmiast się zgodziła.
W filmie„Truth or Dare” z 1991 roku z dumą pokazuje jedną z waszych koszulek– prezent od jej ówczesnego partnera, Warrena Beatty’ego.
Znajomy, który widział zwiastun, powiedział nam o tym. Powiedzieliśmy mu, żeby nie gadał głupot – myśleliśmy, że się pomylił. A jednak to była prawda. Niedługo później Madonna zaprosiła nas na spotkanie do restauracji Silvano w Nowym Jorku. Chciała nas poznać. Przyszliśmy godzinę za wcześnie, kompletnie sparaliżowani stresem. Od razu sprawiła, że poczuliśmy się jak rodzina – zaprosiła nas nawet na Święto Dziękczynienia. Często chodziliśmy razem do klubów – wcześnie, kiedy było jeszcze spokojnie, bo później robił się chaos. Gdy fani ją zauważali, ustawiali się w kolejce z banknotami dolarowymi do podpisu.
Wielokrotnie gościliście ją we Włoszech.
W Rzymie zorganizowaliśmy kolację po premierze „Evity”. Chciała zaprosić Monicę Vitti – swoją ulubioną włoską aktorkę, obok Moniki Bellucci – oraz Michelangela Antonioniego. Kiedy zobaczyła reżysera, uklękła obok niego, żeby się przedstawić. Chciała też poznać Raoula Bovę, z którym później zrealizowała reklamę. Był przerażony. Innym razem zatrzymała się u nas w Mediolanie i potrzebowała miejsca na realizację teledysku – zaproponowaliśmy jej Metropol, naszą przestrzeń pokazową, i przygotowaliśmy dziesiątki stylizacji. Ostatecznie wybrała suknię innej marki. Nie było żadnego żalu – zrobiła to, co uznała za słuszne. Zbyt nam na niej zależy.
Czy byłaby zazdrosna, gdybyście współpracowali z inną gwiazdą popu?
Nie. Bo doskonale wie, że jest jedyna w swoim rodzaju. Konkurencja jej nie martwi.
