Madonna: recenzja I Feel So Free — zapowiedź albumu oferuje hipnotyzujące spojrzenie na powrót do jej klubowych korzeni

The Guardian

18 kwietnia 2026
Alexis Petridis
Tłumaczenie: Krystian

Królowa Popu przywołuje odurzającą atmosferę parkietu w środku nocy tym wyjątkowo dopracowanym utworem.

Ostatnie lata nie były dla Madonny szczególnie łaskawe. Jej trasy koncertowe zaczęły wywoływać kontrowersje zupełnie innego rodzaju niż te skandale, które kiedyś z upodobaniem prowokowała: w 2024 roku część niezadowolonych fanów próbowała nawet pozwać ją za pojawianie się na scenie z dwugodzinnym opóźnieniem.

Jej albumy spotykały się z wyraźnie mieszanym odbiorem i sprzedawały się w coraz mniejszych nakładach — każdy kolejny osiągał mniej więcej połowę wyniku poprzedniego. Sama artystka określiła wydane w 2012 roku MDNA i Rebel Heart z 2015 roku jako płyty stworzone „z niechęcią”, jednak jeszcze mniejszym zainteresowaniem cieszyła się Madame X z 2019 roku — autentycznie osobliwa mozaika trapu, reggaetonu, portugalskiego fado i zaangażowanych politycznie tekstów.

Single, które kiedyś były jej pewnym znakiem firmowym, zaczęły pojawiać się znacznie rzadziej. Wymowne jest to, że jej największy komercyjny sukces ostatnich lat nie wynika z jej własnego utworu, lecz z gościnnego udziału w hicie Popular The Weeknda z 2023 roku.

Przydomek „Królowa Popu” wciąż regularnie towarzyszy jej nazwisku, ale coraz częściej pojawia się niepokojące wrażenie, że współczesny pop poszedł naprzód bez niej. W tych okolicznościach bardziej cyniczny głos mógłby zasugerować, że promowanie nowego albumu jako kontynuacji jej ostatniego bezdyskusyjnego klasyka — sprzedanego w 10 milionach egzemplarzy Confessions on a Dance Floor z 2005 roku — zdradza nutę desperacji. Równie dobrze można jednak uznać, że to po prostu Madonna grająca na swoich najmocniejszych stronach.

Jej najlepsze płyty — nie tylko Confessions on a Dance Floor, ale też Ray of Light, Like a Prayer czy Like a Virgin — powstawały niemal zawsze we współpracy z jednym głównym producentem, zamiast z całym sztabem twórców, jak to często bywa w popie XXI wieku. Sądząc po zdjęciach, które publikuje na Instagramie, Confessions II w dużej mierze nagrano z udziałem Stuarta Price’a, który współtworzył album z 2006 roku [2005, błąd w oryginale – przyp. tłum.].

Jej najbardziej cenione dokonania niemal zawsze niosą w sobie choćby ślad nowojorskiej sceny klubowej, z której się wywodzi — choć fani jej roli w Evicie mogą się z tym nie zgodzić. Jest jednak mocny argument za tym, że Madonna jest w najlepszej formie wtedy, gdy tworzy pop balansujący na granicy świata didżejskiej konsoli.

I Feel So Free zdecydowanie wpisuje się w tę kategorię. Tytuł może luźno nawiązywać do tekstu Into the Groove, ale sam utwór jest bezpośrednim hołdem dla klasycznego house’u — z legendarnym French Kiss chicagowskiego producenta Lil Louisa z 1989 roku w swoim DNA, ukłonem w stronę I Feel Love Donny Summer w linii basu oraz subtelną, acidową linią, która pojawia się mniej więcej po czterech minutach.

Utwór pozbawiony jest zarówno czegoś, co można by uznać za klasyczny refren — jego struktura przypomina raczej powoli rozwijający się, undergroundowy numer taneczny niż typową piosenkę pop — jak i chwytliwych, efektownych dropów czy pozbawionych subtelności hooków charakterystycznych dla EDM. Zamiast euforii rave’u w szczytowym momencie nocy przywołuje raczej odurzającą, hipnotyczną atmosferę parkietu nad ranem, gdy wszyscy są już całkowicie pochłonięci muzyką.

Ozdobiony mówionymi partiami wokalnymi zaczerpniętymi z wywiadu, którego Madonna udzieliła magazynowi modowemu V w 2021 roku — teraz brzmią one jak hymn na cześć klubów nocnych jako przestrzeni osobistej transformacji — utwór bez trudu odnalazłby się w środku setu DJ-skiego w nowojorskim Sound Factory w połowie lat 90.

Sprawia wrażenie subtelnego wprowadzenia do albumu — jest wyraźnie mniej popowy niż nienazwany utwór, który Madonna zaprezentowała na żywo podczas Coachelli w trakcie gościnnego występu u Sabriny Carpenter — ale jednocześnie ma w sobie dyskretny urok, jest znakomicie skonstruowany i wyraźnie stworzony przez ludzi, którzy naprawdę rozumieją i kochają muzykę house. Co być może najważniejsze, nie brzmi szczególnie „tu i teraz” — to Madonna będąca sobą, a nie próbująca gonić za aktualnymi trendami i włączać je do swojego stylu. To z kolei bardzo dobrze wróży reszcie Confessions II.