Madonna udziela wywiadu
Interview
22 czerwca 2026
Mel Ottenberg
Zdjęcia: Nadia Lee Cohen
Tłumaczenie: Krystian
MADONNA! INTERVIEW! 2026! To jedenasty raz Madonny na okładce tego magazynu — więcej niż jakakolwiek inna gwiazda. HERSTORY! Zdjęcia zrobiliśmy późną nocą na obrzeżach Londynu. Madonna nadała swojej sesji postać Dee Dee — zabawnej, żyjącej pełnią życia kobiety, która piła prosecco, robiła sobie duże włosy i puszczała Stonesów tak długo, aż nas wszystkich wyrzucono za drzwi. Tej nocy, kiedy poczułem poziom gwiazdorskiej charyzmy, z jakim nigdy wcześniej się nie spotkałem, jeśli coś takiego w ogóle jest możliwe…
Następnego popołudnia poszedłem do domu M na drugą rundę: 90-minutową rozmowę po wysłuchaniu nadchodzącego albumu, Confessions on a Dance Floor: Part II. Gdy portret Fridy Kahlo patrzył na mnie ochronnie znad ramienia Madonny, rozmawialiśmy o przeszłości, teraźniejszości, przyszłości, modlitwie, kutasach, drożdżach odżywczych i wielu innych rzeczach…

CZWARTEK, 9 KWIETNIA 2026, GODZ. 19:00, LONDYN
MEL OTTENBERG: Wyglądasz fantastycznie.
MADONNA: Nie jestem już Dee Dee. Już za nią tęsknię. Była dziewczyną, która umiała się bawić.
OTTENBERG: Była świetna. I jeszcze o niej porozmawiamy, ale najpierw muszę zapytać, jakich perfum używasz, bo pachniesz tak…
MADONNA: Owocowo?
OTTENBERG: Tak, pachniesz pięknie i apetycznie. Co to jest?
MADONNA: To połączenie Portrait of a Lady i Radical Rose. Lubię mieszać. Moją bazą jest Portrait of a Lady, a potem dodaję różne rzeczy, zależnie od nastroju. Lubię też samą nazwę Portrait of a Lady. Bo czasami nią jestem.
OTTENBERG: Jesteś. Dobrze, właśnie przesłuchaliśmy album. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, puściłaś mi już cztery utwory.
MADONNA: Cóż, teraz jest już skończony.
OTTENBERG: Zacznijmy od początku. Dlaczego właśnie ten album i właśnie teraz?
MADONNA: Miałam nakręcić film o swoim życiu. Przez dwa lata pracowałam nad scenariuszem, a potem spędziłam kolejne dwa lata w Universal Studios, razem z producentami wykonawczymi, zajmując się budżetem i obsadą. Między mną a Universalem doszło jednak do rozłamu w kwestii budżetu, bo potrzebowałam… Miałam niezwykłe życie. Naprawdę ogromne życie, więc potrzebowałam dużego budżetu. Rozumiesz, o co chodzi? To nie miał być…
OTTENBERG: …niezależny film.
MADONNA: Nie. Oni po prostu nie potrafili tego pojąć. Znalazłam sposób, żeby zrobić ten film taniej, w Serbii, ale chyba nie byli przekonani do tego pomysłu. Nie wiem. Może po prostu we mnie nie wierzyli. Jedną z ich pierwszych reakcji było: „Nie wierzymy, że wytrzymałabyś w Serbii dłużej niż cztery dni”. A ja odpowiedziałam: „Czytaliście w ogóle scenariusz?”. Całe moje życie było walką o przetrwanie. Nie jadę tam na wakacje. Ale nieważne. Kiedy ten projekt upadł, znalazłam się w zawieszeniu, aż odezwał się Netflix z propozycją stworzenia serialu. To był początek kolejnego długiego procesu, bo nie mogłam wykorzystać scenariusza, który napisałam dla Universala, chyba że odkupiłabym go od nich za absurdalnie zawyżoną cenę, mimo że sama go napisałam. Nie pytaj.
OTTENBERG: Nie będę.
MADONNA: Tak to po prostu działa. Zaczęłam próbować zrozumieć, jak miałoby wyglądać tworzenie serialu. To zupełnie, zupełnie inny proces. Trzeba spotkać się z wieloma scenarzystami i znaleźć odpowiedniego showrunnera, a ja nie mogłam takiego znaleźć. To ciągnęło się przez kolejne osiem czy dziewięć miesięcy. Pomyślałam wtedy: „Dobrze, że mam jeszcze inną pracę, bo muszę pracować, muszę tworzyć. Muszę robić to, po co zostałam postawiona na tej ziemi”.
OTTENBERG: Zdecydowanie.
MADONNA: Skontaktowałam się ze Stuartem [Price’em], bo pomyślałam, że świat znalazł się w bardzo mrocznym miejscu i ludzie potrzebują tańca. Od dawna z nim nie pracowałam. Właśnie skończyliśmy razem trasę Celebration Tour, ale poza tym przez jakieś piętnaście lat właściwie się nie widywaliśmy ani nie rozmawialiśmy. Mieszkałam wtedy w Nowym Jorku i odezwałam się do niego z myślą: „A co, gdybyśmy spróbowali stworzyć Confessions on a Dance Floor: Part II i ponownie wejść w świat inspirującej muzyki tanecznej?”. Przyjechałam więc do Londynu i poszłam do jego studia. Po prostu eksperymentowaliśmy, sprawdzając, czy wciąż jest między nami ta magia. Jednocześnie w moim życiu osobistym działo się bardzo dużo. Mój brat był bardzo, bardzo, bardzo ciężko chory, a moja macocha, z którą przez całe dzieciństwo łączyła mnie bardzo trudna i traumatyczna relacja, właśnie zmarła.

OTTENBERG: Bardzo mi przykro.
MADONNA: Trudno mi pisać piosenki o niczym. Muszę opowiadać historie. Pisałam więc o wielu rodzinnych traumach, a potem zaczęliśmy tworzyć muzykę taneczną. Kilka razy wracałam do Londynu i z powrotem, aż w końcu powiedziałam: „Dobrze, to jest właściwy kierunek. To daje mi dobre poczucie. Jeśli więc Netflix nie zadzwoni jutro ze scenarzystą, którego polubię, to idę tą drogą”. Oczywiście w trakcie pracy, kiedy album był już gotowy w ponad 75 procentach, znaleźliśmy wreszcie odpowiedniego scenarzystę. Pomyślałam wtedy: „Nie mogę się już wycofać. Muszę tylko trochę przyspieszyć tempo”. I tak właśnie zrobiłam.
OTTENBERG: Mam wrażenie, że ten album po prostu musiał powstać.
MADONNA: Tak, zdecydowanie. Zwłaszcza teraz, kiedy mam go już za sobą i kiedy po drodze wydarzyło się tyle ważnych rzeczy. Na przykład piosenka, którą napisałam z moją córką, Lolą. To ona zaproponowała, żebyśmy wspólnie napisały utwór jako sposób na uzdrowienie naszej relacji. To był naprawdę ważny moment i utwierdził mnie w przekonaniu, że właśnie teraz jest czas na ten album.
OTTENBERG: Żeby przeżyć ten moment.
MADONNA: Właśnie. Wydarzyło się tyle symbolicznych rzeczy. Zmarła moja macocha, mój brat zachorował, potem zmarł, córka sama do mnie przyszła… rozumiesz, o co mi chodzi? I wtedy pomyślałam, że to trochę jak scenariusz mojego filmu. Zaczyna się śmiercią i kończy śmiercią, ale pomiędzy jest całe życie. To oczywiście paradoksalne tematy, ale śmierć jest częścią życia. Po prostu czułam, że mam z siebie bardzo wiele do wyrzucenia.
OTTENBERG: Album zaczyna się tak radośnie. Naprawdę pokazuje, że jeśli wywodzisz się ze świata klubów i to właśnie kluby doprowadziły cię do miejsca, w którym jesteś dziś, to ta część ciebie zostaje na zawsze.
MADONNA: I zawsze mnie ratowała. Mam piosenkę, która ostatecznie nie trafiła na album, zatytułowaną „What Will Save Me”. Nagrałam ją z Arcą i Stuartem. Rozmawialiśmy o tym, jak wszyscy czuliśmy się outsiderami i jak życie klubowe oraz bycie na parkiecie sprawiają, że czujesz się częścią wspólnoty, nawet nie wypowiadając ani słowa. To za każdym razem cię ratuje — kiedy jest ci źle, kiedy masz poczucie, że nic ci nie wychodzi, kiedy czujesz się porażką, cokolwiek by się działo. Idź tańczyć, bo to cię uratuje.
OTTENBERG: Dokładnie.
MADONNA: Na początku pracy nad tymi piosenkami ze Stuartem przechodziłam przez całą tę ciemność, a potem zatoczyliśmy pełne koło. Pomyślałam: „Dobrze, i co teraz? Jak się z tego wydostać? Co się dzieje, kiedy wchodzisz do klubu, na parkiet albo na rave?”.
OTTENBERG: Bo życie bywa ciężkie…
MADONNA: Bywa. Ale ja zawsze idę naprzód. Jestem ocalałą.
OTTENBERG: Jesteś! Dobrze, chcę porozmawiać o jednym z utworów z albumu — „Danceteria”.
MADONNA: Dobrze.
OTTENBERG: Chcę po prostu usłyszeć tę historię z twoich ust. Porozmawiajmy o tamtej nocy, w tamtym klubie. Jest rok 1982. Miałaś wtedy jakieś pieniądze w portfelu?
MADONNA: Nie, nie, nie. Nie miałam żadnych pieniędzy. Byłam prawdziwą łowczynią okazji, żyłam trochę na zasadzie couch surfingu. Mieszkałam po kątach, w mieszkaniach różnych ludzi. Ktoś pozwalał mi zostać na kilka miesięcy, potem podnajmowałam coś na pół roku, później znów się przeprowadzałam. Bez przerwy mnie skądś wyrzucano. Mieszkałam w miejscu, które było nielegalne. Jak to się nazywa? W budynku przeznaczonym nie do mieszkania, ale do pracy.
OTTENBERG: Był przeznaczony na powierzchnie biurowe.
MADONNA: Tak, w Garment District. Krążyłam po tych budynkach, bo ludzie szyli ubrania, tworzyli tkaniny, projektowali wzory, malowali na materiałach. Wiele osób miało tam lofty, więc ostatecznie mieszkali tam nielegalnie i podnajmowali pokoje. Jeśli na jednym piętrze mieszkał jakiś dziwak, przenosiłam się na następne. Jeśli był tam facet kręcący filmy porno, który chciał, żebym w nich wystąpiła, i ciągle pukał do moich drzwi, doprowadzając mnie do szału, mówiłam sobie: „Muszę się stąd wynosić [na inne piętro]”.
OTTENBERG: A wtedy Danceteria była miejscem, do którego trzeba było chodzić.
MADONNA: Nagrałam demo „Everybody” i ktoś powiedział mi, że jest taki DJ, Mark Kamins. Wszyscy powtarzali: „Musisz tam pójść, musisz go poznać, musisz coś wymyślić. I postaraj się ciekawie ubrać, bo jeśli nie będziesz wyglądać interesująco, nie wpuszczą cię do środka”. A ja pomyślałam: „O cholera, przecież nie mam żadnych interesujących ubrań”. Chodziłam głównie w rzeczach do tańca, bo właśnie po to przeprowadziłam się do Nowego Jorku — żeby zostać tancerką.
OTTENBERG: Jasne.
MADONNA: Pewnie wyglądałam kompletnie tragicznie, stojąc w kolejce do Danceterii. Wtedy podszedł do mnie Martin [Burgoyne]. Był naprawdę uroczy: blond kręcone włosy, kolczyki na całych uszach, kraciaste szorty golfowe, martensy, czarne oprawki i biały T-shirt pod sweterkową kamizelką. Powiedział: „Wyglądasz na zagubioną”. I miał rację. Byłam zagubiona. Powiedział: „Chodź ze mną. Wprowadzę cię”. Po prostu przedarł się na początek kolejki. Wszyscy go znali. Witał się z każdym. Ochroniarz odsunął aksamitną linę. Martin wprowadził mnie do środka i moje życie się zmieniło. A potem, rzecz jasna, zaczęłam tam bywać bardzo często, bo próbowałam znaleźć sposób, żeby wkraść się w łaski Marka Kaminsa.
OTTENBERG: Jasne.

MADONNA: Dla niego byłam po prostu natrętną stalkerką. Ktoś mówił: „O, tam jest Mark Kamins”, a ja od razu siadałam obok niego i zaczynałam: „Cześć, wiem, że jesteś tu DJ-em. Pracuję nad własną muzyką i bardzo chciałabym kiedyś puścić ci swoje nagrania, jeśli byłaby taka możliwość”. Był przystojny, więc wykorzystywałam cały swój urok osobisty, a on odpowiadał: „Masz pojęcie, ile osób zawraca mi głowę swoimi demówkami?”. Odchodził, ale ja nie dawałam za wygraną. Ciągle wracałam. Zaprzyjaźniłam się wtedy z Debi Mazar. Miała 16 lat, pracowała tam i kłamała na temat swojego wieku. Chodziła do Wilfred Academy of Hair & Beauty Culture i od razu złapałyśmy wspólny język. Potrafiła zatrzymać windę, wciskając przycisk alarmowy, a potem wychodziła tańczyć ze mną. Zawsze wyglądała niesamowicie. Miała perfekcyjny makijaż, idealnie ułożone włosy. Ciągle pytałam: „Dziewczyno, jak ty to robisz, że wyglądasz tak dobrze? Ja mam trzy ciuchy na krzyż i nawet nie umiem się malować”. Ale to Debi i Martin naprawdę wprowadzali mnie do tego świata. W końcu znalazłam się z Markiem Kaminsem w łazience i zobaczyłam, jak wciąga kokainę. Już nie żyje, więc mogę to powiedzieć.
OTTENBERG: Mów dalej.
MADONNA: Był wspaniałym facetem, ale robił wiele rzeczy, które ludzie robili w latach 80., a których robić nie powinni. Wiesz, o czym mówię.
OTTENBERG: Oczywiście.
MADONNA: Zaczęłam łączyć fakty i pomyślałam: „Dobra, lubi to, lubi tamto”. Pewnego dnia ja i Debi wpadłyśmy na pewien pomysł. To zabrzmi strasznie manipulacyjnie.
OTTENBERG: Proszę cię, nie przestawaj.
MADONNA: Od samego początku wiedziałam jedno: „Uda mi się. Zostanę kimś”. Nic nie mogło mnie zatrzymać. Zwracałam uwagę na wszystko. Zrozumiałam też, że jeśli ciągle imprezujesz, przestajesz zwracać uwagę na to, co naprawdę ważne. Dlatego nigdy w to nie weszłam. Jestem pewna, że byłam jedyną trzeźwą osobą w Danceterii.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: W każdym razie przyniosłam mu trochę kokainy do łazienki. Ja i Debi zaprowadziłyśmy go do kabiny.
OTTENBERG: Chyba sama też z nim trochę wciągnęłaś, dla zachowania pozorów?
MADONNA: Oczywiście, ale bolało mnie od tego gardło. Pomyślałam: „To nie jest dobry pomysł dla piosenkarki. Bardziej zależy mi teraz na pracy niż na zabawie”.
OTTENBERG: Zdecydowanie.
MADONNA: No więc trochę się całowaliśmy, trochę powciągaliśmy i w końcu zgodził się posłuchać mojego demo. Ta historia nie jest za długa?
OTTENBERG: Nie. Proszę, nie przestawaj mówić.
MADONNA: Pewnego wieczoru w klubie był Michael Rosenblatt z wytwórni Sire Records. Siedział w DJ-ce. Ja też mogłam już tam wchodzić, bo zdążyliśmy się z Markiem wymienić śliną. [śmiech]
OTTENBERG: Jak to mówią — już „spędzaliście razem czas”.
MADONNA: Dokładnie. Przekonałam go, żeby puścił moją kasetę. W tamtych czasach można było po prostu włączyć kasetę magnetofonową jako część setu DJ-skiego.
OTTENBERG: A wcześniej już jej słuchał?
MADONNA: Posłuchał jej na słuchawkach. W kabinie było wtedy dwóch DJ-ów, więc akurat nie grał swojego seta. Wysłuchał nagrania i nagle wpadł na pomysł. Kiedy zaczął miksować swój set, płynnie zmiksował moją kasetę z utworem, który właśnie leciał.

OTTENBERG: Wiesz, jaki to był utwór?
MADONNA: To mógł być Kurtis Blow, Sugarhill Gang albo Afrika Bambaataa. W każdym razie puścił moje nagranie, a ludzie nadal tańczyli. To był test: czy będą tańczyć dalej?
OTTENBERG: Właśnie.
MADONNA: Bo oni już tańczyli.
OTTENBERG: Tak. Czy nie zejdą z parkietu? Czy to działa?
MADONNA: Dokładnie. Czy to działa? Zadziałało. A Michael tam był. Patrzyli na siebie, potem patrzyli na mnie. Ja siedziałam w DJ-ce. Później tego samego wieczoru puścił utwór jeszcze raz, a ja zeszłam na parkiet i tańczyłam do niego, podczas gdy Martin obserwował mnie z boku niczym mój anioł stróż.
OTTENBERG: W tym momencie jesteś już całkiem popularna. Trochę rządzisz.
MADONNA: Nie.
OTTENBERG: Nie? Dopiero zaczynasz.
MADONNA: W ogóle nie byłam popularna.
OTTENBERG: „Kim ona właściwie jest?”
MADONNA: Właśnie tak. Dziewczyny rzucały we mnie drinkami. Nie byłam popularna. Denerwowałam wszystkich, bo byłam tancerką, a już nie tańczyłam zawodowo. Po prostu szalałam na parkiecie, wyrzucając z siebie całą energię.
OTTENBERG: Jasne.
MADONNA: Sama.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: A kiedy tańczysz sama, ludzie od razu uznają cię za dziwaczkę.
OTTENBERG: „Co jest z nią nie tak?”
MADONNA: Dokładnie. „Chyba zapomniała wziąć swoje leki” albo coś w tym stylu.
OTTENBERG: [śmiech]

MADONNA: W końcu Michael zaprowadził mnie do Seymoura Steina i tak podpisałam kontrakt z Sire Records. Ale wracając do Danceterii — Martin był oczywiście moim najlepszym przyjacielem. On, Mark, Debi i wiele innych osób… stali się moją społecznością, moją paczką. Byliśmy nierozłączni. To był jeden z najfantastyczniejszych okresów w moim życiu. Ty pewnie też wtedy bywałeś w tych kręgach albo…?
OTTENBERG: Nie, w tym miesiącu kończę pięćdziesiąt lat.
MADONNA: Czyli dorastałeś już po całym szaleństwie związanym z AIDS?
OTTENBERG: Raczej w cieniu strachu przed AIDS. Przeprowadziłem się do Nowego Jorku w 1998 roku.
MADONNA: Aha, rozumiem.
OTTENBERG: Ale kiedy miałem 14 lat, rodzice zabrali mnie na Truth or Dare. Zabrali mnie i moje młodsze rodzeństwo, które miało wtedy 10 i 11 lat. Mieliśmy miejsca tuż przy scenie.
MADONNA: Ależ otwarci rodzice.
OTTENBERG: Miałem ogromne szczęście. Pamiętam, jak przechodziliśmy obok stoisk z jedzeniem i zobaczyłem wszystkich tych gejów w krótkich dżinsowych szortach. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu gejów po prostu spędzających razem czas. Pomyślałem: „O mój Boże. Niesamowite. Nie miałem pojęcia, że taki świat istnieje”.
MADONNA: [śmiech] To był wspaniały, historyczny moment.
OTTENBERG: Jestem za to bardzo wdzięczny. Dzięki, że pozwoliłaś mi na tę podróż do wspomnień, ale teraz mam już prawdziwe pytanie.
MADONNA: Dobrze.
OTTENBERG: Wracamy do teraźniejszości. Czy zaczęliście pracę nad albumem od słuchania oryginalnego Confessions?
MADONNA: Oczywiście. Album miał zostać wznowiony, więc mówiliśmy sobie: „To musi być co najmniej tak dobre jak tamto — albo jeszcze lepsze”. Nagrałam wiele innych płyt, choćby Ray of Light z Williamem Orbitem czy wszystkie rzeczy, które robiłam z Mirwaisem. Kocham je wszystkie, ale kiedy pracuję ze Stuartem, ten dźwięk przychodzi mi całkowicie naturalnie. Nawet nie muszę się nad tym zastanawiać. Po prostu nadajemy na tych samych falach. Tak właśnie to odbieram. Dla mnie na tym polega produkcja muzyczna. Łączysz swoje gusta, wiedzę i wizję, a potem gromadzisz wokół siebie ludzi, którzy są z tobą w zgodzie.
OTTENBERG: Czym jest „club of love”, Madonna?
MADONNA: To miejsce, w którym nie potrzebujesz słów, żeby wyrazić swoje emocje. Po prostu łączysz się z muzyką i doświadczasz czegoś w rodzaju wyjścia poza własne ciało albo wpadasz w gorączkowy sen.
OTTENBERG: Coś o tym wiem, bo wczoraj stylizowałem cię na okładkę [magazynu – przyp. tłum.] i świetnie się bawiliśmy, prawda? [śmiech]
MADONNA: Tak. Mogłam spełnić swoje fantazje o byciu gospodynią domową.
OTTENBERG: Tak. Miała na imię Dee Dee.
MADONNA: Była prawdziwą postacią. Daliśmy jej kilka naprawdę uroczych stylizacji.
OTTENBERG: Pozwoliliśmy jej zaszaleć. Czy istnieje jakaś konkretna inspiracja dla kobiety z Confessions II, która szczególnie cię napędza? Myślałem o tym wczoraj podczas sesji, kiedy puściłem „Big Spender” z Sweet Charity, a ty totalnie rozwaliłaś system. To był jeden z najlepszych momentów w mojej karierze. Doskonale wiedziałaś, co z nami robisz.
MADONNA: Pomyślałam wtedy: „To albo zadziała, albo wszystkich wystraszę”.
OTTENBERG: Dziękuję ci za to. Zauważyłem, że dosłownie wcielasz się w takie utwory. Tak samo było z „Monkey Man”, piosenką, która leci w Chłopcach z ferajny podczas tej odlotowej, nakręconej kokainą sceny Debi.
MADONNA: Tak.
OTTENBERG: Nigdy wcześniej nie spotkałem nikogo, kto byłby podczas sesji zdjęciowej aż tak konkretny, jeśli chodzi o muzykę. Szacunek.
MADONNA: Muzyka zdecydowanie wprowadza mnie w określone stany. Powiedziałabym, że dziewczyna z Confessions on a Dance Floor to ta sama dziewczyna, którą byłam w liceum — ta, której nigdy nie zapraszano na szkolne potańcówki, bo przerażała wszystkich chłopaków. Chodziłam na nie sama, szalałam i robiłam, co chciałam. Wcielałam się w dowolną postać — czy to z musicalu, czy jakąkolwiek inną. W tamtym czasie miałam obsesję na punkcie Davida Bowiego. Ciągle zadawałam sobie pytanie: „Co zrobiłby David Bowie?”. A odpowiedź zawsze była taka sama: nie przejąłby się absolutnie niczym.
OTTENBERG: Tak.

MADONNA: Zawsze mówił rzeczy w stylu: „Nie schlebiaj publiczce” albo „Kiedy jesteś na szerokich wodach, ledwo dotykasz stopami dna i wydaje ci się, że zaraz utoniesz — właśnie wtedy jesteś we właściwym miejscu”. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Boże, nie było nikogo takiego jak on. Sposób, w jaki wyrażał swoją kobiecość, jego styl, wiedza o sztuce i duchowości… Był niezwykle muzykalny, pełen duszy i w najinteligentniejszy możliwy sposób naprawdę nie przejmował się opiniami innych. Ta dziewczyna, którą jestem, kiedy tańczę do „Big Spender”, czy dziewczyna z Confessions on a Dance Floor, czerpie właśnie z tej energii. Zamierzam robić to, na co mam ochotę.
OTTENBERG: Jest dzika, bo nic jej nie obchodzi.
MADONNA: Mhm. Mogę być, kim tylko zechcę. Dlatego właśnie tak zaczynam ten album. „Dzięki, że przyszliście”. To taki mały moment wyznania, odsłaniający, jak trudno jest ufać ludziom. Nigdy nie wiem, dlaczego ludzie mnie lubią. Trudno mi zrozumieć swoje miejsce w świecie, ale tutaj, na parkiecie, czuję się tak wolna. Myślę, że wiele osób ma podobnie. To zaproszenie do powrotu do tego stanu umysłu, bo dziś wszyscy się martwią. To naprawdę ogromny problem.
OTTENBERG: Dziś łatwo zapomnieć o wychodzeniu z domu i spotykaniu się z ludźmi, bo większość z nas jest uzależniona od telefonów.
MADONNA: Bo wydaje nam się, że jeśli przez dwie godziny przeglądamy Instagrama, to tak naprawdę spędziliśmy z kimś czas. To głęboko niepokojące zajęcie.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Hipnotyzujące, ale też niszczące duszę.
OTTENBERG: Bezmyślnie przewijasz czasem social media?
MADONNA: Czasami otwieram Instagrama, coś wyskakuje, klikam kolejną rzecz, potem następną. A potem nagle myślę: „Co ja właściwie robię? Mam pięć tysięcy rzeczy do zrobienia. Odkładaj ten telefon”. Mam dużą dyscyplinę, jeśli chodzi o media społecznościowe, głównie dlatego, że dorastałam bez nich. Chyba dopiero około 2018 roku założyłam Instagrama [w 2013 – przyp. tłum.]. Dorastałam też bez telewizji. Nie jestem osobą, która naturalnie ciągnie do rozpraszaczy. Boże, każdego wieczoru robię listy zadań, wszędzie przyklejam karteczki, a potem mój dzień wypełniają czynności, które bywają nudne, ale też bardzo ekscytujące. I zauważyłam, że jeśli siedzę na Instagramie dłużej niż dziesięć minut, zaczynam wpadać w przygnębienie. Nie chcę tam trafiać. Dlaczego miałabym oddawać nieistniejącemu bytowi władzę nad swoją duszą, swoim umysłem, obrazem samej siebie czy obrazem świata? Czas jest cenny. Wiedziałam to przez całe życie. Czas jest cenny. Co mogę zrobić? Co mogę stworzyć?
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Prowadzę dzienniki. Mój menedżer ciągle kupuje mi nowe. Ten akurat ma napis „The Queen”. Zużywam pewnie trzy tygodniowo. Uwielbiam pisać. Ręcznie. Wszystkie teksty piosenek zapisuję odręcznie. Widzę, że ty też piszesz…
OTTENBERG: Muszę.

MADONNA: W studiu muszę pisać na papierze i później śpiewać, czytając właśnie z tych kartek. Bazgrzę, popełniam błędy, poprawiam, przechodzę na kolejną stronę. Ale te strony są dla mnie ważne. To artefakty. Połączenie między umysłem a dłonią jest częścią duszy w sposób, którego pisanie wiadomości nigdy nie zastąpi. W SMS-ach nie ma duszy.
OTTENBERG: Nie ma.
MADONNA: Cieszę się, że dorastałam bez tego wszystkiego, bo dzięki temu chodziłam do muzeów. W ten sposób odkryłam Fridę Kahlo. Kiedy musisz wyjść z domu, żeby się czegoś nauczyć i poznać ludzi, życie wygląda zupełnie inaczej.
OTTENBERG: Pokażesz mi okładkę albumu?
MADONNA: Mam ją tylko w wersji cyfrowej.
OTTENBERG: Confessions ma jedną z moich ulubionych okładek wszech czasów.
MADONNA: Naprawdę? Ja i Steven [Klein] nie analizowaliśmy jej wtedy jakoś szczególnie długo, ale wyszło naprawdę świetnie.
OTTENBERG: A stylizacje Arianne [Phillips]… Pomyślałem wtedy: „O mój Boże”.
MADONNA: To był po prostu mój trykot i fryzura w stylu disco.
OTTENBERG: I ten pomysł, że nie widać twarzy, a tylko sylwetkę, a mimo to od razu wiadomo, kto to jest. Ten strój był niesamowicie świeży, ale jednocześnie zupełnie nie przypominał niczego, co było modne albo „cool” w 2005 roku. Właśnie dlatego działał tak mocno, bo był…
MADONNA: …wyjątkowy.
OTTENBERG: Dałaś nam coś, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że tego potrzebujemy.
MADONNA: Tak. Szukam właśnie tej okładki. Nawiązuje do Confessions I i mam na sobie wiele tych samych rzeczy — kozaki YSL i kurtki, które Gucci uszył dla mnie we wszystkich kolorach. Nie wiem, czy pamiętasz ten look.
OTTENBERG: Oczywiście, że pamiętam. Mam obsesję na punkcie Confessions i już zawsze będę miał.
MADONNA: Wyciągnęłam to wszystko z archiwum i zabrałam na sesję okładkową z Rafaelem Pavarottim.
OTTENBERG: Fantastycznie.
MADONNA: Wpletliśmy te elementy w całą sesję.
OTTENBERG: Uwielbiam to. Wczoraj rozmawialiśmy o Mechanicznej pomarańczy i opowiadałaś mi, że była jedną z inspiracji stylistycznych do teledysku „Hung Up”.

MADONNA: Och, tak.
OTTENBERG: Cholernie seksowne.
MADONNA: Mechaniczna pomarańcza była też inspiracją dla Truth or Dare, kiedy śpiewam „Keep It Together” i mamy na sobie meloniki. Jeśli wrócisz do tego występu i go posłuchasz, usłyszysz, że cytuję przez mikrofon cały fragment dialogu z tego filmu.
OTTENBERG: Zaraz, zaraz…
MADONNA: Gaultier zrobił dla mnie tę konstrukcję przypominającą klatkę.
OTTENBERG: Widzę ten strój.
MADONNA: Melonik.
OTTENBERG: Widzę ten kapelusz.
MADONNA: To również było inspirowane Mechaniczną pomarańczą. Wzięłam utwór „Family Affair” zespołu Sly and the Family Stone, a potem zinterpretowałam go na nowo przez pryzmat postaci Malcolma McDowella.
OTTENBERG: Małego Alexa.
MADONNA: Wiesz, jak mówi: „A little bit of the old in-out?” Powtarzam ten tekst przez cały utwór.
OTTENBERG: Fantastyczne.
MADONNA: Filmy Stanleya Kubricka inspirowały ogromną część mojej twórczości. Po prostu.
OTTENBERG: Dobrze, chwileczkę. Zaintrygował mnie wers: „We go home and it’s fragile. My sins are my savior, betrayal the test [„Wracamy do domu i wszystko jest kruche. Moje grzechy są moim wybawieniem, zdrada jest próbą” – przyp. tłum.] z piosenki, którą nagrałaś z Lolą.
MADONNA: Mhm.
OTTENBERG: Bardzo poruszył mnie też fragment „Nie zapominaj o mnie, nie zapominaj być szczęśliwy”…
MADONNA: To mój brat, Christopher.
OTTENBERG: To naprawdę piękne.
MADONNA: Dziękuję.

OTTENBERG: Przyszedł do ciebie we śnie.
MADONNA: Przychodzi do mnie w wielu snach. Kiedyś byliśmy sobie bardzo bliscy. Jeśli obejrzysz Truth or Dare, zobaczysz go tam bez przerwy.
OTTENBERG: Oczywiście. To bardzo utkwiło mi w pamięci. I uwielbiam „My Sins Are My Saviour”. Zanotowałem sobie: „seksowne, głębokie, fantazja rodem z lat 90.”.
MADONNA: Tak. To Stromae śpiewa w tym utworze. Ma niesamowity głos.
OTTENBERG: Piękny głos. Jest też wers: „I was not lost, I was just broken. They tried to take me down. [„Nie byłam zagubiona, byłam tylko złamana. Próbowali mnie zniszczyć – przyp. tłum.]. O czym mówisz?
MADONNA: O ludziach o zamkniętych umysłach. O ludziach ignorantach, którzy najpierw oceniają, a dopiero później -o ile w ogóle – próbują coś zrozumieć. W zasadzie o społeczeństwie. O tych, którzy mnie potępiają.
OTTENBERG: Nauczyłaś się już tym nie przejmować?
MADONNA: Och, kiedyś bardzo mnie to dotykało, bo myślałam sobie: „Nie mogę uwierzyć, że są aż tak głupi. Nie rozumieją tego. Nie pojmują”. Robię wiele prowokacyjnych rzeczy, ale zawsze stoi za tym jakiś powód, a nikomu nie chce się go zgłębiać. To potrafi sprawić, że tracisz wiarę w ludzi. Ale szybko uświadamiasz sobie, że wiele osób po prostu nie myśli krytycznie. Nie analizują tego, na co patrzą ani czego słuchają. Nie dostrzegają niuansów ani kolejnych warstw znaczeń. A już na pewno nie robią tego, kiedy przekaz pochodzi od kobiety. Picasso był okropny wobec kobiet. Zachowywał się źle, był rozpieszczony i miał mnóstwo wad, ale jednocześnie był genialnym malarzem. Ludzie potrafili spojrzeć ponad to wszystko, bo tworzył wielką sztukę. Nie porównuję się do Picassa, ale kiedy robi to kobieta, jest to odbierane inaczej. Choć dziś ludzie są już bardziej otwarci na kobiety robiące prowokacyjne rzeczy.
OTTENBERG: Pod pewnymi względami. Mam wrażenie, że są otwarci na rzeczy, które ty zrobiłaś jako pierwsza.
MADONNA: Są otwarci na nagie kobiety.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Bo teraz wszyscy są nadzy. A ja już nie chcę być naga, skoro wszyscy są nadzy. Taka jest moja natura. Chcę robić to, czego inni nie robią — czyli myśleć i nosić ubrania.
OTTENBERG: Tak. I rozmawiać o uczuciach.
MADONNA: Właśnie.
OTTENBERG: Piszesz piosenki o własnych doświadczeniach w sposób bardzo osobisty, ale jednocześnie bliski każdemu.
MADONNA: To jest rodzaj pamiętnika. Piszę o swojej przeszłości odkąd zaczęłam pracować nad scenariuszem. The Celebration Tour było retrospektywną podróżą przez całą moją karierę muzyczną. Mam wrażenie, że mój umysł jest teraz nastawiony na pamięć — na to, jak wszystko się ze sobą łączy i dokąd mnie doprowadziło. Przeszłość jest bardzo ważną częścią mojego życia. Nie po to, żeby w niej tkwić, ale żeby się z niej uczyć i dzielić tym z innymi.
OTTENBERG: Czy jesteś teraz bardziej związana ze swoją twórczą przeszłością? Czy wracanie do niej wydaje ci się naturalnym sposobem na tworzenie czegoś nowego?
MADONNA: Tak, ale chcę wracać do niej na własnych zasadach, a nie w taki sposób, w jaki – jak mi się wydaje – publiczność chciałaby usłyszeć te stare piosenki. Chcę je rozwalić od środka, rozumiesz? Chcę wykonywać te utwory zupełnie inaczej niż kiedyś. Albo przyjrzeć się ich głębszemu znaczeniu.

OTTENBERG: Och, myślę, że naprawdę to zrobiłaś. Te piosenki są po prostu zajebiste.
MADONNA: I przez cały album nawiązuję do swojej przeszłości, nawet dosłownie w tekstach. Wiesz, o co mi chodzi?
OTTENBERG: W „L.E.S. Girl” naprawdę opowiadasz o swoim życiu. Fani słyszą konkretne fakty z twojej historii, więc działa to zupełnie inaczej. Kim był ten chłopak z Lower East Side?
MADONNA: Facetem, z którym się spotykałam. Był muzykiem i byłam w nim zakochana. Tak naprawdę był pewnym archetypem.
OTTENBERG: Ma jakieś imię?
MADONNA: Ma, ale go nie zdradzę.
OTTENBERG: Dobrze. Był przystojny?
MADONNA: Nie umawiam się z nieatrakcyjnymi facetami. Daj spokój.
OTTENBERG: [śmiech] Dobra, chwila.
MADONNA: Jeśli miał twarz Marlona Brando, to był przystojny. Kto jest bardziej atrakcyjny niż Marlon Brando?
OTTENBERG: Absolutnie nikt.
MADONNA: Mogę jeść popcorn podczas rozmowy?
OTTENBERG: Oczywiście. Drodzy państwo, Madonna właśnie je popcorn.
MADONNA: Moje ulubione danie. Możesz to napisać.
OTTENBERG: Wiem to od dawna.
MADONNA: Nie jadłam go od tygodnia.
OTTENBERG: Zdjęcie Patricka Demarcheliera, na którym jesz popcorn w swoim domu nad Lake Hollywood, w sukni Patricka Kelly’ego, stylizowanej przez André Leona Talley’a…
MADONNA: Bardzo dobrze.

OTTENBERG: Wiem, o czym mówię, Madonna. Nie zostałbym redaktorem Interview, gdyby nie Madonna. Kiedy ostatnio się spowiadałaś?
MADONNA: Cóż, każda piosenka na tym albumie jest… właściwie nie każda. Niektóre są po prostu czystą radością. „Love Sensation” to sama radość. Ale wiele utworów ma charakter wyznania.
OTTENBERG: A kiedy ostatni raz byłaś u spowiedzi w kościele?
MADONNA: Och, to było dawno temu.
OTTENBERG: Masz jeszcze jakąś relację ze zorganizowaną religią?
MADONNA: Wychowałam się jako katoliczka i jestem katoliczką kulturową. Wiesz, co mam na myśli?
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Kiedy jestem we Włoszech, chodzę do kościołów. Czuję zapach kadzidła, zapalam świeczkę. Robię wszystkie te rzeczy, które znam z dzieciństwa, bo budzą wspomnienia i wywołują określone emocje. Przepraszam.
OTTENBERG: Nic nie szkodzi.
MADONNA: Zdaję sobie sprawę, jak bardzo katolicyzm jest pogański. To piękna religia. Idziesz do kościoła i widzisz te wszystkie obrazy: nagi mężczyzna na krzyżu, krwawiący, cierpiący, obok płacząca matka. Tyle dramatycznych obrazów.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: A potem podczas komunii przyjmujesz ciało i krew Chrystusa. To dość mroczne. Moja mama była bardzo religijna. Ja nie praktykuję, ale nadal czuję z tym więź.
OTTENBERG: A co z Bogiem?
MADONNA: A co z Nim?
OTTENBERG: Mam na myśli twoją relację z nim. Medytujesz? Czy…
MADONNA: Modlę się.
OTTENBERG: Modlisz się?
MADONNA: Mhm. To połączenie medytacji, określania swoich intencji na dany dzień, pozytywnych afirmacji i proszenia wszechświata, Boga, archaniołów czy aniołów, żeby przyszli do mnie, chronili mnie albo pomogli mi coś osiągnąć. Wiesz, że od wielu lat studiuję Kabałę. To mistyczna interpretacja Starego Testamentu. Dlatego uczestniczę też w wielu świętach i wydarzeniach związanych z kalendarzem księżycowym, które z zewnątrz przypominają judaizm.
OTTENBERG: Jestem Żydem. To znaczy bardziej kulturowo niż religijnie, ale mam za sobą bar micwę.
MADONNA: Czyli jesteś obrzezany.
OTTENBERG: Najważniejsze, że jestem obrzezany. Co dodajesz do popcornu?
MADONNA: Płatki drożdżowe. Chcesz trochę?
OTTENBERG: Bardzo chętnie. Dziękuję.
MADONNA: Powinnam była od razu zaproponować.
OTTENBERG: Nie, nie.
MADONNA: Może by ci nie smakowało.
OTTENBERG: Nie musiałaś.
MADONNA: Jest naprawdę dobry.
OTTENBERG: Dziękuję. Ja też uwielbiam popcorn. Dzięki, że się dzielisz.
MADONNA: Ma mnóstwo witamin z grupy B. Jadłeś kiedyś płatki drożdżowe?
OTTENBERG: Chwileczkę. Chodzi o drożdże odżywcze [nutritional yeast – nieaktywne drożdże, stosowane w daniach wegańskich – przyp. tłum.]?
MADONNA: Tak.
OTTENBERG: O Boże. Nienawidzę tego. Mój chłopak próbuje dodawać to do wszystkiego. Ciągle mówi mi, że świetnie smakuje na popcornie. Ale skoro robi tak Madonna, to też zacznę.
MADONNA: Dobrze. Właśnie po raz kolejny wywarłam na ciebie wpływ.
OTTENBERG: O wow. Naprawdę mnie do tego przekonałaś. Gdybym miał kupić ci kwiaty — a mam wrażenie, że masz bardzo konkretne wymagania w tej kwestii — jakie byś wybrała?
MADONNA: Gardenie. Są rzadkie i pachną niebiańsko. A potem… Boże.

OTTENBERG: Co to jest? To tutaj?
MADONNA: Piwonie. Tulipany. A to są…
OTTENBERG: To chyba ciemnoczerwony tulipan… Zaraz.
MADONNA: Nie, nie wiem, co to jest.
OTTENBERG: To tulipan?
MADONNA: To jest tulipan. Lubię piwonie. Lubię goździki brodate. Lubię… jak to się wymawia? Anemony?
OTTENBERG: Tak, anemony.
MADONNA: Anemony. Tulipany. Nie wiem. Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o kwiaty, ale jak wszyscy wiedzą, nie należy przynosić mi hortensji.
OTTENBERG: Dobrze. Żadnych hortensji. Dobrze sypiasz?
MADONNA: Nie.
OTTENBERG: Jak sobie z tym radzisz? Ja czasem modlę się, kiedy budzę się w środku nocy.
MADONNA: Modlę się. Medytuję. Oglądam włoskie filmy, bo dają mi poczucie bezpieczeństwa i przypominają dzieciństwo. Moczę stopy w bidecie. Siadam na toalecie, nalewam do bidetu ciepłej wody z solą magnezową i po prostu…
OTTENBERG: Moczysz.
MADONNA: To mnie uspokaja. Sprowadza na ziemię.
OTTENBERG: Widziałaś ostatnio jakiś film, który zrobił na tobie ogromne wrażenie?
MADONNA: Tak. Byłam zachwycona Bugonią. To geniusz. Kocham wszystkie filmy Yorgosa Lanthimosa.
OTTENBERG: Widziałaś Kieł? Chyba jego drugi film. Spodoba ci się. Jest po grecku. A Sirât?
MADONNA: Tak.
OTTENBERG: Bardzo mi się podobał!
MADONNA: Też go uwielbiałam, ale zakończenie bardzo mnie rozczarowało. Chciałam, żeby wsiadł do tego pociągu i odnalazł córkę. Po całym tym cierpieniu, które przeszedł.

OTTENBERG: Wiem. Chwileczkę, jaka jest twoja dieta? Nadal jesteś w świetnej formie.
MADONNA: Popcorn. [śmiech]
OTTENBERG: Na pewno ćwiczysz codziennie.
MADONNA: Dzisiaj nie. Jestem cholernie zmęczona.
OTTENBERG: A wczoraj, przed naszą sesją?
MADONNA: Nie, ale regularnie ćwiczę.
OTTENBERG: Co robisz?
MADONNA: Mam teraz problemy z kolanem. Nie mam już w nim chrząstki, dzięki wielu latom tańczenia na wysokich obcasach, biegania po asfalcie i praktykowania asztangi. Jeszcze rok temu skakałam na trampolinie, robiłam dance cardio i mnóstwo ćwiczeń, które lekarze określają jako duże obciążenie stawów. Tego już nie mogę.
Teraz jeżdżę na rowerze Peloton, ćwiczę na Versa Climberze i robię intensywne treningi obwodowe. Dużo jeżdżę też na rowerze na świeżym powietrzu. I tańczę.
OTTENBERG: Wyglądasz świetnie.
MADONNA: Dziękuję.
OTTENBERG: Naprawdę świetnie mi się z tobą rozmawia. Czy ktoś jeszcze mówi do ciebie „Madonna”? Uwielbiam tak do ciebie mówić, bo przecież rozmawiam z Madonną.
MADONNA: Tak, mój ojciec i krewni.
OTTENBERG: [śmiech] Czyli jestem kompletnym sztywniakiem. Zacznę mówić do ciebie „M”.
MADONNA: Kiedy ktoś mówi do mnie „Madonna”, zawsze jestem trochę zaskoczona, bo wszyscy mówią po prostu „M”.
OTTENBERG: Chcesz zostać w Londynie, bo Ameryka jest teraz tak bardzo pogrążona w chaosie?
MADONNA: Nie przeprowadziłam się tutaj dlatego, że Ameryka jest pogrążona w chaosie. Nawet tutaj ten chaos jest odczuwalny. Nie jesteśmy aż tak daleko. Przeniosłam się, bo chciałam pracować ze Stuartem bez przerwy, a nie ciągle latać w tę i z powrotem. W tym domu wszyscy kochamy piłkę nożną. Kibicujemy Chelsea i znacznie łatwiej chodzić na mecze, kiedy mieszka się w Londynie.
OTTENBERG: Jasne.
MADONNA: Lubię swój dom tutaj, ale nigdy nie zostaję w jednym miejscu dłużej niż trzy lata. Nudzę się. Po pandemii mieszkałam w Nowym Jorku. Teraz jestem w Londynie. Lubię się przemieszczać. Muszę znaleźć szkoły, wymyślić, jak spędzać czas. Z kim będę pracować? Kto będzie moją społecznością? Ciągłe wychodzenie ze strefy komfortu i niepozwalanie sobie na wygodę sprawia, że czuję się żywa. Jestem jak cyganka.
OTTENBERG: Jesteś cyganką.
MADONNA: Nowy Jork jest teraz trochę nudny.
OTTENBERG: Lubię mieszkać w Nowym Jorku, ale jestem już na etapie zaszywania się w domu. W zeszłym roku byłem potańczyć ze trzy razy. Wychowałem się w klubach, a kiedy już jesteś taką osobą… cholera, teraz prawie nigdzie nie wychodzę.
MADONNA: Nie brakuje mi nocnego życia Nowego Jorku, ale brakuje mi Central Parku. I bardzo tęsknię za Metropolitan Museum, bo mieszkałam przy 81. ulicy.
OTTENBERG: Świetnie się z tobą rozmawia.
MADONNA: Dobrze wiedzieć.
OTTENBERG: Po prostu uwielbiam twoją energię. Jesteś Madonną. Komu teraz odpisujesz?
MADONNA: Mojej asystentce, bo muszę mieć spotkanie z Geordonem [Nicolem] i Stuartem w sprawie remiksów, a także klubów, do których zamierzamy pójść.
OTTENBERG: Świetnie. Rób swoje.
MADONNA: Łap odpowiednie wibracje z ludźmi.
OTTENBERG: Kiedy ćwiczysz, nadal słuchasz dużo house’u z lat 90. i podobnych rzeczy?
MADONNA: Tak. Confessions I jest zabójczo dobre do treningu.
OTTENBERG: Oczywiście.
MADONNA: Nowy album też. Właściwie układałam go między innymi według tego, jak bardzo zmuszał mnie do ruchu. I tego, jak się przy nim czułam.
OTTENBERG: Wiemy już, jak długi jest album?
MADONNA: Godzinę i pięć minut. Dokładnie tyle trwa mój trening. Idealnie.
OTTENBERG: Uwielbiam to.
MADONNA: Kiedy dochodzimy do „L.E.S. Girl”, rozciągam się. Płaczę i się rozciągam.
OTTENBERG: Płaczesz. Rozciągasz się.
MADONNA: Jestem samotna. [śmiech]
OTTENBERG: Ale ten album nie odpuszcza. Nie pozwala twojemu ciału przestać się ruszać.
MADONNA: I dobrze.
OTTENBERG: Kto zrobił buty, które masz teraz na sobie?
MADONNA: Wiesz co? Zakładając je, pomyślałam: „Założę się, że o to zapyta”. Nie mam pojęcia. Ktoś nieważny.
OTTENBERG: Dobra. Sprawdzę. Patrzę właśnie do środka buta Madonny. O. Diesel. A spodnie i top są od Ricka Owensa, prawda?
MADONNA: Oczywiście.
OTTENBERG: Okulary kupiłaś w sklepie vintage w Tokio. Mówiłaś mi o tym wczoraj. Bardzo mi się podobają. Na koniec: masz naprawdę świetne włosy. Urodziłaś się z takimi, prawda?
MADONNA: Tak.
OTTENBERG: Nie masz siwych włosów.
MADONNA: Mam.
OTTENBERG: Naprawdę?
MADONNA: Trochę.
OTTENBERG: Dobrze, ale jeśli nie patrzeć na odrosty, wydaje się, że…
MADONNA: Są. Sama się dziwię, że mam jeszcze jakiekolwiek włosy po tylu latach rozjaśniania.
OTTENBERG: Jak było w Wenecji? Kręciłaś The Studio.
MADONNA: Ciekawie było wrócić na miejsce zbrodni, bo właśnie tam kręciłam teledysk do „Like a Virgin”.
OTTENBERG: Oczywiście.

MADONNA: Musiałam na nowo przeżyć to doświadczenie.
OTTENBERG: Musiałaś.
MADONNA: Musiałam znowu wsiąść do gondoli z Julią Garner, która miała mnie grać.
OTTENBERG: Tak. Pamiętasz jeszcze kręcenie tego teledysku?
MADONNA: Jasne, że tak.
OTTENBERG: Byłaś wtedy niesamowita. Ten teledysk ma w sobie taką prawdziwą, surową seksualną energię.
MADONNA: [śmiech]
OTTENBERG: Gondola i lew.
MADONNA: Wszystko, czego potrzeba do dobrej zabawy. [śmiech]
OTTENBERG: Boże. Ty w 1984 roku to było coś nieprawdopodobnego. Naprawdę tego dokonałaś. I nadal to robisz. Ten album jest piekielnie dobry.
MADONNA: Cieszę się, że ci się podoba.
OTTENBERG: Naprawdę bardzo mi się podoba. Och, chwila. Skoro już siedzisz przy biurku, mam jedną prośbę.
MADONNA: O co chodzi?
OTTENBERG: Pakując się w domu, szukałem twojej okładki dla Interview autorstwa Herba Rittsa — tej najlepszej, na której chwytasz się za krocze. Nie znalazłem jej, ale za to trafiłem na nierozpakowany egzemplarz Sex. Zastanawiałem się, czy mogłabyś go otworzyć i podpisać.
MADONNA: Jasne.

OTTENBERG: Dzięki, Madonna. [śmiech] Zalety tej pracy. Dobrze, drodzy państwo. Madonna właśnie otwiera dla mnie książkę Sex. Używa nożyczek.
MADONNA: Nie zębów. Nie możemy jej uszkodzić. To dzieło sztuki. Właściwie nie powinno się jej nawet otwierać.
OTTENBERG: Sex ukazało się, gdy byłem w dziesiątej klasie i…
MADONNA: Czytałeś ją czy tylko…
OTTENBERG: Oczywiście. Oglądaliśmy ją wszyscy podczas czasu na naukę i byliśmy strasznie podnieceni. Potem pewien chłopak zaprosił mnie do siebie po szkole i pomyślałem: „W końcu stracę dziewictwo”. A on powiedział: „Właściwie to jednak się nie spotkajmy”. I pomyślałem tylko: „Ach”.
MADONNA: Nie, co?
OTTENBERG: Co zabawne, to właśnie z nim straciłem dziewictwo, tylko kilka lat później.
MADONNA: Ile lat później?
OTTENBERG: Jakieś dwa.
MADONNA: Wow. Dawno temu.
OTTENBERG: Wiem, kochanie. To były też wczesne lata 90. Nikt nie uprawiał seksu.
MADONNA: Naprawdę?
OTTENBERG: A przynajmniej my nie. Bałem się AIDS, a byłem nastolatkiem.
MADONNA: Tak.
OTTENBERG: Dobrze, udało się. Książka wychodzi z opakowania.
MADONNA: Dziecko właśnie przychodzi na świat.
OTTENBERG: Jest jak nowa. Mój oryginalny egzemplarz dawno temu skradziono.
MADONNA: Przykro mi. Widzujesz jeszcze Tony’ego Warda?
OTTENBERG: Tak. Za każdym razem jestem tak onieśmielony, że nie potrafię się odezwać.
MADONNA: Jest niesamowity. [Madonna podpisuje egzemplarz „Sex”] Dobrze. Chcesz ją przeczytać?
OTTENBERG: Przeczytam później. Dziękuję, że jesteś gwiazdą naszej okładki na lato 2026.
MADONNA: Cała przyjemność po mojej stronie. Mam wiele wspaniałych wspomnień związanych z tym magazynem.
OTTENBERG: Chwileczkę. Masz jakieś wspomnienie związane z Andym Warholem? [Andy Warhol jest założycielem magazynu – przyp. tłum.].
MADONNA: Nagrywał wszystko na dyktafon. Każdą rozmowę. Wiesz o tym, prawda?
OTTENBERG: Oczywiście.
MADONNA: Mnie to właściwie nie przeszkadzało. Nie zastanawiałam się wtedy nad tym, co wydarzy się później w moim życiu, więc było mi wszystko jedno. Ale Basquiat strasznie się na niego złościł. Robił różne irytujące rzeczy, żeby Warhol nie mógł wykorzystać nagrania albo żeby po prostu wyłączył dyktafon. A te jego jednowyrazowe odpowiedzi były niesamowite.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Naprawdę doprowadził to do perfekcji.
OTTENBERG: W stu procentach.
MADONNA: Kiedy dziś ogląda się jego wywiady, albo nawet wywiady z Basquiatem, te nagrania przed kamerą, kiedy przez chwilę się zastanawia, a potem mówi tylko… „Nie”.
OTTENBERG: Tak.
MADONNA: Genialne.
OTTENBERG: Najlepszy.
MADONNA: Bo najczęściej wywiady prowadzą głupi ludzie.
OTTENBERG: Sto procent. Wibracje były niesamowite. A przecież właśnie dla tych wibracji tu jesteśmy. Dałaś mi energię do życia, a teraz wracam do domu.
MADONNA: A ty dajesz energię mnie. Dziękuję. Pozdrów ode mnie Nowy Jork.
OTTENBERG: Dobrze. Cześć.
MADONNA: Cześć, Mel. Bezpiecznej podróży.
Stylista statystów (mężczyzn): Gary David Moore z Artistry.
Statyści: Necati, Hervé, Colin i Ben.
Włosy: Eugene Souleiman ze Streeters.
Makijaż: Marcelo Gutierrez przy użyciu kosmetyków KIKO Milano, z Huxley.
Paznokcie: Naomi Yasuda z Forward Artists.
Przygotowanie skóry: Jasmina Vico z The Only Agency.
Grooming statystów: Liz Taw z The Wall Group.
Scenografia: Danny Hyland.
Choreografia: Eric Christinson z Parent.
Konsultantka modowa Madonny: Sadie Davies.
Dyrekcja działu mody: Lucy Gaston.
Krawcowa: Michelle Warner.
Pierwszy asystent oświetlenia: David López Osuna.
Drugi asystent oświetlenia: Callum Su.
Obsługa cyfrowa: Luke Fullalove.
Asystentka działu mody: Nicholson Baird.
Asystenci stylizacji: Douglas Miller, Harry Langford, Leonor Carvalho i Sanda Bell.
Asystent fryzjera: Carlo Avena.
Asystentki makijażu: Elise Priestley i Luz Giraldo.
Asystentka przy groomingu statystów: Jessica Hau.
Stażystki działu mody: Amber Adams i Mansa Hayer.
Asystenci scenografii: Billie Browne, Tom Hope i Miranda Latimer.
Dyrekcja produkcji: Alexandra Weiss.
Produkcja wykonawcza: Carlota Ruiz de Velasco.
Produkcja sesji zdjęciowej: Georgia Ford.
Produkcja: Rosie Cartwright.
Dyrektorka castingu statystów: Emma Matell.
Kierownik produkcji: Rémi Villard.
Koordynator produkcji: Adam Wells.
Asystentka castingu: Oliwia Jancerowicz.
Asystenci produkcji: Violette Manon i Darnell Joseph.
Stażystka produkcji: Ha Chu.
Postprodukcja: Kushtrim Kunushevci i Art Process.
Projekt graficzny: Hudson Shively.
Lokalizacja: Salt Locations.
Specjalne podziękowania: The Rosewood London, Kettner’s, Kodak, The Orchard Digital i Labyrinth Films.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.