Tańcząc z Madonną

Vogue Italia

28 czerwca 2026
Paolo Armelli
Zdjęcia: Rafael Pavarotti (sesja okładkowa) / Ricardo Gomes (zdjęcia z planu)
Tłumaczenie: Krystian & Sebastian

Fragmenty dostępne wyłącznie we włoskiej wersji językowej przetłumaczono przy pomocy AI


Madonna po raz kolejny otwiera się przed czytelnikami w ekskluzywnym wywiadzie na okładkę lipcowego wydania „Vogue Italia” (2026): „Moja muzyka taneczna jest antidotum na samotność”.

Królowa popu niezmiennie stawia sztukę na pierwszym miejscu – a w jej przypadku przede wszystkim muzykę. Tym razem opowiada o swoim nowym albumie „Confessions II”, który ukaże się 3 lipca. Potem pojawia się siła klubów jako miejsc wspólnoty i społecznego wpływu, społeczność LGBTQIA+, media społecznościowe, potrzeba zniknięcia… aż wreszcie to jedno pytanie – to, którego nikt nigdy jej nie zadaje. W tym wywiadzie Królowa Popu nadal patrzy w przyszłość, nie tracąc z oczu swoich początków.

Zdjęcie: Rafael Pavarotti


Wywiad z Madonną na okładkę lipcowego wydania „Vogue Italia” 2026: nie tylko jej „wyznanie”, lecz także ekskluzywna sesja zdjęciowa autorstwa Rafaela Pavarottiego, ze stylizacjami IB Kamary i kierownictwem kreatywnym Raw Materials.


Na początku wystawy poświęconej Leonorze Carrington, prezentowanej w paryskim Musée du Luxembourg do 19 lipca, widnieje cytat, który trafnie oddaje odwagę tej surrealistycznej malarki: „Nie miałam czasu, by być czyjąś muzą… Byłam zbyt zajęta nauką, jak zostać artystką”. Te same słowa mogłaby wypowiedzieć megagwiazda taka jak Madonna, która nieprzypadkowo na tegorocznej Met Gali wybrała spektakularną kreację Saint Laurent projektu Anthony’ego Vaccarella, inspirowaną obrazem Carrington „Kuszenie św. Antoniego”.

Od momentu debiutu na początku lat 80. Madonna przeszła przez triumfy, transformacje, rewolucje, skandale, kontrowersje… i niejedną pokusę. Już w 1991 roku, właśnie na łamach „Vogue Italia”, Giusi Ferré opisywała ją „jak salamandrę, która bez szwanku przechodzi przez ogień krucjat, okresowo przeciwko niej kierowanych” [przez setki lat wierzono, że zwierzęta te są odporne na działanie płomieni – przyp. red. Royal Madonna]. Niezależnie od tego, co świat chciał o niej mówić, trzymała się jednego niezachwianego pragnienia: być artystką. Właśnie dlatego po setkach milionów sprzedanych płyt, miliardach zarobionych na koncertach, niezliczonych nagrodach i pobitych rekordach Królowa Popu chce zrobić tylko jedno: mówić o swojej muzyce.

A w tym przypadku oznacza to rozmowę o „Confessions II” – długo wyczekiwanym piętnastym albumie Madonny, który ukaże się 3 lipca. Jest to oczywiście kontynuacja wydanego dwadzieścia lat wcześniej „Confessions on a Dance Floor”, arcydzieła, które wyznaczyło kolejny etap jej artystycznej przemiany i po raz kolejny pozwoliło jej na nowo zdefiniować oblicze popu, ponownie stawiając muzykę taneczną i disco w centrum uwagi, bez rezygnacji z bardziej duchowych brzmień i treści.

Zdjęcie: Rafael Pavarotti

Również ten drugi rozdział powstał we współpracy z genialnym producentem Stuartem Price’em, który obu albumom nadał formę spójnego, nieprzerwanego miksu. „Przez pewien czas czułam potrzebę pracy z innymi twórcami, by otworzyć się na nowe doświadczenia, ale potem spotkaliśmy się ponownie przy okazji mojego The Celebration Tour, którego Stuart był dyrektorem muzycznym. Wtedy przypomnieliśmy sobie, jak bardzo lubimy razem pracować i jak silna jest łącząca nas więź – nie tylko na poziomie brzmienia, lecz także intelektualnym i emocjonalnym” – opowiada nam Madonna podczas upalnej majowej niedzieli w swoim londyńskim domu, pełnym koleżanek jej córek z powodu zbliżającego się święta państwowego. „Na początku nie wiedzieliśmy, czy chcemy nagrać kolejne „Confessions”, ale w studiu od razu odtworzyła się między nami niemal telepatyczna nić porozumienia, która skłoniła nas do dalszej pracy. A kiedy zdecydowałam się przeprowadzić z Nowego Jorku do Londynu, gdzie mieszka Stuart, odebrałam to jako znak, że chcę doprowadzić ten projekt do końca”.

Choć „Confessions II” wyrasta z dorobku swojego poprzednika, okazuje się mniej nostalgiczny, niż można by przypuszczać. Również sięga do początków muzyki tanecznej, czerpiąc przede wszystkim z house’u i elektroniki, ale jednocześnie mocno osadzony jest we współczesności, przybierając formę wnikliwej refleksji. „Na tym albumie dużo mówię o świadomości i wolności. Taniec to nie jest coś głupiego ani bezmyślnego – pozwala ludziom tworzyć wspólnotę i łączyć się ze sobą. Parkiet staje się przestrzenią rytuału – miejscem, gdzie ciało i umysł odzyskują wolność, gdzie znika lęk, a ty możesz wznieść się na wyższy poziom świadomości” – mówi. „Dziś, przez smartfony, tak naprawdę przestaliśmy nawiązywać ze sobą kontakt, choć wydaje nam się, że jest inaczej. Każdy parkiet taneczny jest natomiast miejscem rytuału, w którym uwalniasz ciało i umysł, pozbywasz się lęku i masz szansę osiągnąć głębszy stan świadomości”.

Ale czy Madonna wciąż tańczy? „Oczywiście. Tańczę dużo – czy to do pracy, czy w kuchni po kolacji, czy z dziećmi”. Zresztą dla niej taniec nigdy nie był zwykłą aktywnością, lecz życiowym wyborem. „Taniec wyznaczył kierunek mojego życia. Pozwolił mi uciec od tego, co uważałam za dość prozaiczne życie na Środkowym Zachodzie, wyjechać do Nowego Jorku i podążać za swoimi marzeniami”.

Zdjęcie: Rafael Pavarotti

Patrzeć w przyszłość, nie zapominając o swoich korzeniach

Madonna, niczym wieczny Janus o dwóch obliczach [jeden z najważniejszych bogów starożytnego Rzymu, bóg wszelkiego początku, posiadający dwie twarze – przyp. red. Royal Madonna], spogląda w przeszłość, jednocześnie mając wzrok utkwiony prosto w przyszłość. W singlu zapowiadającym album – „Bring Your Love” – śpiewa w duecie z jedną z najważniejszych nowych twarzy popu, Sabriną Carpenter, a remiksy powierza uznanym didżejom, takim jak Peggy Gou. To jednak początki pozostają dla niej niewyczerpanym źródłem refleksji i nieustającej inspiracji. Nieprzypadkowo jeden z najbardziej olśniewających utworów na „Confessions II” nosi tytuł „Danceteria”, tak jak nowojorski klub, w którym rozpoczęła się jej kariera. Było to miejsce, które – o czym przypomina pełna legendarnych nazwisk wyliczanka w tekście piosenki – odwiedzali Keith Haring, Maripol, Basquiat i inne ikoniczne postacie, będące dla niej codziennymi (a raczej nocnymi) znajomymi. „To tam poznałam Martina Burgoyne’a i Debi Mazar, którzy zostali moimi najlepszymi przyjaciółmi. Ale także Marka Kaminsa – pierwszą osobę, która zagrała demo „Everybody” i załatwiła mi mój pierwszy kontrakt płytowy” – wspomina. „To było wyjątkowe miejsce. Dziś nie mogłoby już istnieć. Właśnie dlatego, że jedynym sposobem, by spotkać ludzi, było tam pójść i zadać sobie ten wysiłek”.

Zdjęcie zza kulis z fotografem Rafaelem Pavarottim i Madonną. Fot. Ricardo Gomes.

Zmieniło się nie tylko życie towarzyskie, ale także sposób, w jaki postrzegamy muzykę i samą branżę fonograficzną. „Kiedyś artyści – malarze, muzycy, tancerze – spotykali się w jednym miejscu i tworzyli razem, kierując się czystą, nieskażoną potrzebą twórczą. Bardzo cenię tamto doświadczenie i nie sądzę, by dziś wielu ludzi miało okazję go zaznać” – mówi Madonna. „Dziś to świat, który właściwie już nie istnieje. Teraz, żeby zdobyć kontrakt, myśli się przede wszystkim o liczbie obserwujących. Dlatego w „Bring Your Love” śpiewam: „Don’t try to distract me with numbers” [Nie próbuj rozpraszać mnie liczbami – przyp. red. Royal Madonna]. U mnie wszystko zaczęło się bez myślenia o listach przebojów czy wynikach streamingu. Algorytmy i sztuczna inteligencja są przeciwieństwem podejmowania ryzyka – a dla mnie to właśnie zaprzeczenie tworzenia sztuki”.

Motyw liczb powraca także w tekście „I Feel So Free”: „That’s why I like to go dancing / Safety in numbers”. „Ale to zupełnie inna sytuacja” – wyjaśnia Madonna. „W tym kontekście liczby dają poczucie bezpieczeństwa. Jesteś w tłumie, nie czujesz się oceniany, możesz się w nim schować”. Czy dziś Madonna miewa pokusę, by się ukryć? „W stu procentach. Ostatnio jest to trudne, bo pracuję nad albumem i wszystkim, co się z nim wiąże. Ale od czasu do czasu lubię zrobić sobie przerwę i trochę zniknąć. Tylko w ten sposób można przecież karmić swoją wyobraźnię. Potrzebuję spokoju, kontaktu z naturą, z moimi dziećmi i moimi końmi”.

Zdjęcie: Rafael Pavarotti

Bycie artystką oznacza dla Madonny życie inspirowane nowymi wyzwaniami i nowymi bodźcami. Kolejnym tego dowodem jest jej współpraca z Rafaelem Pavarottim – fotografem, który wraz z uwodzicielskimi stylizacjami IB Kamary i kierownictwem kreatywnym Raw Materials stworzył oprawę graficzną oraz estetykę „Confessions II”, a także tę okładkę „Vogue Italia”. Jeśli liczyć również „L’Uomo Vogue”, Madonna pojawiła się już na naszych okładkach sześć razy, fotografowana przez takich twórców jak Herb Ritts, Steven Meisel, Steven Klein, Mert & Marcus oraz Tom Munro. „Znałam bardzo charakterystyczny styl Rafaela. Potrafi uchwycić osobowość swoich bohaterów, wydobywając ją za pomocą odważnych kolorów. Rozmawialiśmy przez telefon jeszcze przed spotkaniem – to prawdziwy miłośnik sztuki, bardzo wrażliwy człowiek, więc współpraca wydała się czymś naturalnym”.

Równie naturalna – i spontaniczna – była decyzja o użyciu fioletowego welonu, który zasłania ją na okładce albumu, tworząc kolejny niezapomniany moment modowy w jej karierze. „To nie było zaplanowane. Podczas przymiarki znalazłam ten kawałek materiału i wydał mi się idealny do uchwycenia ruchu. Potem zrobiliśmy zdjęcia, na których siedzę na głośniku przypominającym ołtarz, zakładam welon na głowę i staję się kimś w rodzaju świętej, prawdziwą La Madonna” – mówi z idealnym włoskim akcentem. „To przerodziło się w obraz niemal religijny – w coś w rodzaju objawienia. Tak się dzieje, kiedy pracuje się z właściwymi ludźmi. Tak powstaje sztuka”.

Zdjęcie zza kulis z fotografem Rafaelem Pavarottim i Madonną. Fot. Ricardo Gomes.

Między sztuką a wspólnotą

Nie ma sztuki bez wspólnoty – i właśnie ten motyw zdaje się spajać „Confessions II”. Album rozpoczyna się z ogromną energią i żywiołowością (trudno ustać w miejscu przy takich utworach jak „Good for the Soul” czy „Love Sensation”), by stopniowo przejść w bardziej hipnotyczny i introspektywny ton. Jednym z ostatnich utworów jest na przykład „Fragile” – list miłosny i pełen żalu hołd dla jej brata Christophera, który zmarł w 2024 roku.

Samo „Confessions on a Dance Floor” było nie tylko porywającą muzyczną podróżą, ale też doświadczeniem głęboko refleksyjnym i ostatecznie oczyszczającym. Album sprzedał się w ponad 10 milionach egzemplarzy, ale jego znaczenie wykraczało daleko poza wyniki – pozwolił całemu pokoleniu na nowo odkryć taniec, często lekceważony jako coś powierzchownego, nadając euforii i wspólnocie nową godność. Jego kontynuacja próbuje przywołać tę samą energię, do tego stopnia, że Madonna podkreśla, iż „rave to sztuka” – a w dzisiejszym, niespokojnym świecie brzmi to także jak deklaracja o wymiarze politycznym.

„W historii przechodziliśmy przez wiele trudnych momentów. Jedyna różnica polega na tym, że dziś chyba nie możemy już liczyć na siebie nawzajem” – zastanawia się gwiazda. „Coraz trudniej jest nam się spotykać, wychodzić razem na ulice. Kiedyś patrzyło się ludziom w oczy i wiedziało, że ma się obok siebie podobnych sobie, rodzinę, przyjaciół. Dziś jesteśmy od siebie odizolowani. Mam nadzieję, że moja płyta stanie się antidotum na tę samotność”.

Rafael Pavarotti i Madonna. Fot. Ricardo Gomes.

Wśród tych, którzy zawsze widzieli w Madonnie nie tylko ikonę, ale także punkt oparcia, wsparcie i inspirację, z pewnością znajduje się społeczność LGBTQIA+. I to działa w obie strony. „Od zawsze byli moimi pierwszymi sprzymierzeńcami – jeszcze w czasach, gdy mój nauczyciel tańca w Michigan uwierzył we mnie i zabrał mnie do klubu, gdzie odkryłam, że można być sobą bez lęku przed oceną” – wspomina. „Osoby queerowe zawsze były częścią mojego życia. Kiedy wybuchła epidemia AIDS, poczułam, że to mój moment, by im się odwdzięczyć – i robię to do dziś, stając naprzeciw każdej przeszkodzie, jaką stawia przed nimi społeczeństwo. Chcę ich chronić tak, jak oni zawsze chronili mnie”.

Od charakterystycznej choreografii w „Vogue”, po poruszający hołd dla tysięcy ofiar AIDS z lat osiemdziesiątych podczas ostatniej The Celebration Tour – relacja Madonny ze społecznością queer była nieustanną wymianą estetyki, idei, społecznych walk i artystycznych inspiracji. Niekiedy przybierała zaskakujące i „międzynarodowe” formy, jak choćby niedawny cover „La Bambola” Patty Pravo – od jednej gejowskiej ikony do drugiej.

„Pamiętam, jak słuchałam tej piosenki, gdy byłam młoda, i wróciłam do niej, kiedy Mert Alas powiedział mi, że potrzebuje ścieżki dźwiękowej do kampanii Dolce & Gabbana. W studiu, razem ze Stuartem Price’em, stworzyliśmy kilka wersji – jest nawet wersja taneczna” – zdradza Madonna. „Miałam również zaszczyt zaśpiewać ją na żywo podczas Mediolańskiego Tygodnia Mody. Z Patty wymieniłyśmy kilka wiadomości i poprosiłam ją o błogosławieństwo. Była zachwycona”.

To pytanie, którego nikt jej nie zadaje

Wbrew onieśmieleniu i pełnemu respektu dystansowi, jaki mogłaby budzić osoba jej formatu, Madonna sprawia wrażenie, jakby mogła rozmawiać godzinami. Na przykład o inspiracjach, jakie czerpie z Włoch – o reżyserach, których uwielbia: Viscontim, Pasolinim, Antonionim, Rossellinim i „o mój Boże, Fellinim” – ale także o włoskiej muzyce disco lat siedemdziesiątych, nie zapominając o kolejnej ikonie, Raffaelli Carrà. „Sposób, w jaki tańczyła i się ubierała, nieustannie przekraczając granice – właśnie to mnie fascynuje”.

Albo o krótkometrażowym filmie zrealizowanym przez reżyserski duet Torso i zaprezentowanym na festiwalu Tribeca, który stanowi wizualne dopełnienie pierwszych sześciu utworów z „Confessions II”, z których każdy ma własny, wyraźnie zarysowany charakter. „To jak podróż superszybkim pociągiem i obserwowanie zmieniającego się krajobrazu: najpierw widzisz pola, potem las, zaczyna padać deszcz, a chwilę później śnieg”.

Zdjęcie: Rafael Pavarotti

Madonna ma bardzo wiele do powiedzenia o swojej muzyce, projektach i sztuce – bo przede wszystkim jest artystką. A jednak, spośród tysięcy udzielonych wywiadów, także tego, pozostaje pytanie: czy jest coś, o czym chciałaby opowiedzieć, a o co nikt jej nie pyta?

„Myślę, że niewiele osób naprawdę interesuje się moim życiem duchowym. To coś, co zachowuję wyłącznie dla siebie, bo ma dla mnie ogromną wartość. A jednocześnie to właśnie ono pozwala mi zachować właściwą perspektywę – bez niego nie wiem, czy zaszłabym tak daleko”.

Twórcy:

  • Kierownictwo kreatywne: Raw Materials by IB Kamara
  • Dyrektor artystyczny: Gareth Wrighton
  • Stylizacja: IB Kamara
  • Konsultantka kreatywna: Rita Melssen
  • Scenografia: Mary Howard
  • Fryzury: Eugene Souleiman
  • Makijaż: Marcelo Gutierrez
  • Konsultant kreatywny ds. talentów: Ricardo Gomes
  • Reprezentacja kierownictwa kreatywnego: New School Represents
  • Produkcja: Ragi Dholakia Productions