Stuart Price o Madonnie i kulisach powstawania „Confessions II”: „Jest jak nikt inny”
Attitude
2 lipca 2026
Cliff Joannou
Tłumaczenie: Sebastian
Od RM: Opublikowany tekst jest tłumaczeniem fragmentu dostępnego w internetowej wersji magazynu. Pełny wywiad jest dostępny tylko w papierowej wersji i aplikacji.
Współpracownik Madonny Stuart Price – współtwórca Confessions II, dyrektor muzyczny i producent tras koncertowych – kreśli na łamach magazynu Attitude fascynujący portret pracy z Królową Popu oraz opowiada o inspiracjach stojących za jej nowym albumem.
Oficjalnie zająłem miejsce Madonny, Królowej Popu. Choć zupełnie nieumyślnie. „Była tu wczoraj wieczorem, pracujemy nad pewnym projektem. Właściwie to siedzisz na jej miejscu” – mówi, wskazując moje miejsce na końcu długiej, puszystej białej sofy stojącej na antresoli jego studia w londyńskim Notting Hill.
Znajdujemy się w samym centrum wydarzeń – miejscu, gdzie powstał jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów roku. Dla społeczności LGBTQ+ być może nawet jeden z najbardziej oczekiwanych krążków ostatnich dwóch dekad. To właśnie tutaj album Madonny był nie tylko nagrywany, lecz także kształtowany, dopracowywany, szlifowany i ostatecznie po raz pierwszy wypuszczony w świat.
To miejsce narodzin najbardziej osobistej i odsłaniającej wrażliwość płyty artystki od wielu lat. Wiem to, ponieważ miałem okazję jej wysłuchać. A gdy będziecie czytać te słowa, istnieje duża szansa, że wy również będziecie już po pierwszym odsłuchu.
„Dziś jest równie zwrócona ku przyszłości co zawsze. Różnica polega na tym, że na tym albumie pojawiła się gotowość, by spojrzeć wstecz na własne doświadczenia życiowe” – mówi Price. W każdym starannie dobranym słowie pobrzmiewa łagodny akcent wyniesiony z rodzinnego Reading w hrabstwie Berkshire. Opowiada, jak po zakończeniu trasy Celebration i wchodząc w proces tworzenia „Confessions II”, Madonna była gotowa na refleksję nad swoim życiowym doświadczeniem, niegasnącym artystycznym głodem oraz imponującą dyskografią.
To znacznie więcej niż zwykły album–kontynuacja. „Confessions II” stanowi autentyczne i naturalne rozwinięcie koncepcji „Confessions”. Nie ogranicza się do wykorzystania kluczowych elementów oryginalnej płyty w celu stworzenia nowych utworów – zamiast tego rozwija ten świat dźwięków jeszcze dalej, szybciej i głębiej… a potem jeszcze głębiej. Od pierwszego zaproszenia Madonny w otwierającym album utworze „I Feel So Free”, przez słowa: „Chodź, spotkajmy się na parkiecie / Podejdź bliżej, kochanie, mogę dać ci o wiele więcej”, aż po klubowe beaty, które zachęcają nas do odłożenia telefonów i ponownego nawiązania kontaktu na bardziej duchowym, niemal świętym poziomie – takim, jaki od tysięcy lat oferuje rytuał wspólnego tańca.
Energia narasta, płynnie przechodząc z utworu w utwór – dokładnie tak, jak miało to miejsce na „Confessions on a Dance Floor”. Następnie „Confessions II” prowadzi słuchacza przez doświadczenia z ostatnich lat życia Madonny. W intymnym utworze „Fragile” śpiewa o swoim bracie Christopherze, który zmarł na raka w październiku 2024 roku, natomiast w poruszającym finale albumu, „L.E.S. Girl”, dokonuje refleksji nad własną życiową drogą. To Madonna, którą znaliście od zawsze. A jednocześnie Madonna, jakiej jeszcze nigdy wcześniej nie słyszeliście.
Cliff Joannou: Jakie skojarzenia przychodzą ci do głowy, gdy ktoś wspomina o Madonnie?
Stuart Price: Przede wszystkim jest prawdziwą artystką. Jest absolutnie wyjątkowa. Niesamowicie oddana swojej sztuce. Często mówię, że jednym z powodów, dla których wierzę w autentyczność Madonny, jest to, że ona nie ma żadnego wyłącznika. Nie ma momentu, w którym po prostu siada, je pizzę i włącza Netfliksa. To się po prostu nie zdarza. Przez cały czas pozostaje całkowicie skupiona. Jej umysł nieustannie tworzy, analizuje, zgłębia i czyta.
Która piosenka Madonny była pierwszą, w której się zakochałeś?
Och, wow. Utworem Madonny, który wywołał u mnie takie wrażenie, że całkowicie odwrócił moją uwagę od wszystkiego, co działo się wokół, było „Justify My Love”. Było w tym utworze coś wyjątkowego – teledysk do niego został objęty zakazem emisji. Zawsze uważałem, że to wspaniała rzecz z punktu widzenia samej piosenki, bo gwarantuje jej ogromne zainteresowanie. Pamiętam, gdy pojawiło się „Justify My Love” – w tej muzyce było coś niewytłumaczalnie intrygującego, ponieważ nie brzmiała jak nic innego. Nie było tam klasycznego wykonania wokalnego. Utwór miał za to niesamowity klimat. To właśnie wtedy naprawdę zacząłem postrzegać Madonnę jako osobę przekraczającą granice i łamiącą zasady. Ona po prostu nie jest podobna do nikogo innego.
Czy widziałeś ją kiedykolwiek na żywo, zanim zaczęliście razem pracować?
Nie. To znaczy, posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że nie byłem dogłębnie zaznajomiony z całokształtem jej twórczości, dopóki nie zaczęliśmy razem pracować.
Po raz pierwszy pracowaliście razem przy Drowned World Tour.
W tamtym czasie dużo DJ–owałem i tworzyłem remiksy. Jedną z osób, których muzykę remiksowałem, był Mirwais, który właśnie wyprodukował album „Music”. Byłem w jego studiu w Paryżu i zobaczył, że potrafię grać na pianinie i gitarze, więc zapytał, czy nie chciałbym przylecieć do Los Angeles na próby. Cała muzyka, którą Mirwais tworzył z Madonną, była jednocześnie wyrafinowana i prosta. Myślę, że obawiał się, że w wersji koncertowej może bardzo szybko stać się czymś zbyt nieokreślonym. Powiedział więc: „Pojechałbyś i zagrał na klawiszach?” Tak trafiłem do Los Angeles na próby z Madonną. Wydaje mi się, że byłem najmniej wykwalifikowanym muzykiem w całym pomieszczeniu, ale Madonna doceniła tę pewną dziwaczność i sposób, w jaki podchodziłem do muzyki. Bardzo szybko powiedziała: „Dlaczego nie miałbyś zająć się całością?”. W swoim charakterystycznym, intuicyjnym stylu całkowicie przebudowała koncepcję Drowned World Tour. Najpierw więc ruszyliśmy w trasę, a później zrealizowaliśmy Re–Invention Tour. Po jej zakończeniu powiedziała: „Czemu niby mielibyśmy nie stworzyć razem nowej muzyki?”. I właśnie wtedy tak naprawdę zaczęła się historia „Confessions on a Dance Floor”.
Kiedy pojawiła się propozycja stworzenia „Confessions II”, jaka była twoja pierwsza myśl?
Cóż, dowiedziałem się, że robimy „Confessions II”, kiedy Madonna opublikowała w mediach społecznościowych wpis: „Kto jest gotowy na Confessions II?” Mieliśmy za sobą długą przerwę – ponad dziesięć lat bez współpracy. Potem ogłosiła Celebration Tour i pomyślałem, że to dla niej świetny pomysł: zebrać w całość wszystkie te niezwykłe etapy kariery i cały swój dorobek. Napisałem do niej: „Gratulacje z okazji ogłoszenia trasy”. A ona odpowiedziała: „Właśnie o tobie myślałam. Potrzebuję dyrektora muzycznego. Możemy porozmawiać o trasie Celebration?”. Dwa tygodnie później poleciałem do Nowego Jorku. Spotkaliśmy się i zaczęliśmy pracować nad listą utworów. Bardzo szybko podjęliśmy współpracę dokładnie tam, gdzie ją kiedyś zakończyliśmy. Myślę, że najlepsze twórcze partnerstwa nie są definiowane przez pytanie: „Dlaczego przestaliście razem pracować?”, lecz przez to, jak szybko potraficie wrócić do miejsca, w którym skończyliście. Tak naprawdę jedyną różnicą było to, że między naszymi kolejnymi wspólnymi projektami minęła dekada życia. Spędziliśmy około półtora roku, nagrywając album „Confessions II”. W ciągu półtora roku w życiu człowieka może wydarzyć się bardzo dużo, a szczególnie w przypadku kogoś takiego jak Madonna, która nieustannie doświadcza niezliczonej liczby sytuacji i spotyka ogromną liczbę ludzi. Jej życie ma też w sobie coś z kolejki górskiej. Traci osoby, które znała od lat, albo odkrywa nowe dzieła sztuki, które ją zachwycają. Jest niezwykle chłonną odbiorczynią zarówno nowej, jak i dawnej sztuki. Zawsze dzieje się wokół niej bardzo dużo, ale nie wszystko automatycznie przekłada się na oczywistą piosenkę popową. Czasami znajduje wyraz w czymś znacznie głębszym. Innym razem przywołuje wspomnienia wcześniejszych etapów jej życia i właśnie wtedy zaczyna o nich pisać.

Które elementy „Confessions on a Dance Floor” chcieliście zachować, a jakie nowe pomysły wnieść do tego projektu? Bo nie mogła to być po prostu powtórka – album musiał opierać się na fundamentach pierwszej płyty, ale jednocześnie stanowić jej rozwinięcie.
Dla mnie brzmienie „Confessions” to brzmienie naszej wspólnej pracy. W tej muzyce jest pewna szczególna chemia. Łączy nas bardzo podobna muzyczna wrażliwość. Zazwyczaj podobają nam się te same rzeczy pod względem stylistycznym, a to bardzo pomaga, bo wypracowaliśmy rodzaj muzycznego porozumienia. Zamiast prowadzić długie rozmowy o tym, co zamierzamy zrobić, po prostu działaliśmy i tworzyliśmy muzykę. Cały materiał na „Confessions II” powstawał bardzo intuicyjnie. Nigdy nie siadaliśmy z pytaniem: „Jaki rodzaj piosenki chcemy dziś napisać?”. Było dokładnie tak jak przy „Confessions” – każdego dnia pojawiało się coś nowego. Czasem wszystko zaczynało się od kilku dźwięków zagranych na gitarze. „One Step Away” powstało dlatego, że bawiłem się starym automatem perkusyjnym, dla czystej przyjemności. Madonna powiedziała wtedy: „To jest naprawdę dobre”. Siedziała na kanapie i powtarzała: „To jest naprawdę dobre. Graj dalej”. Potem zaczęła tańczyć. Pomyślałem wtedy: „To naprawdę świetny moment w studiu. Przypomina mi to wspólne występy na scenie”. Ale chwilę później Madonna powiedziała, żeby włączyć mikrofon i zaśpiewała całość za jednym podejściem. To wykonanie stało się później utworem „One Step Away”. Jedną z rzeczy, które bardzo chcieliśmy osiągnąć na tej płycie, było stworzenie wszechogarniającego poczucia więzi – oddanie tego, czym są kluby, dlaczego są ważne, jak pozwalają ludziom wyrażać siebie i poznawać innych. Ostatecznie są to przestrzenie dające ogromne poczucie wolności. Jedną z naszych obserwacji dotyczących współczesnej branży muzycznej jest to, że platformy streamingowe w dużym stopniu wymuszają tworzenie pojedynczych utworów. Piosenka może trwać dwie i pół minuty, potem musi się skończyć. Następna trwa dwie i pół minuty i również musi się skończyć. A my chcieliśmy popłynąć pod prąd. Jednym z powodów, dla których zdecydowaliśmy się stworzyć album zmiksowany jako nieprzerwany ciąg muzyki, było właśnie to, że stoi to w pewnej sprzeczności z tym, jak platformy streamingowe oczekują dziś prezentowania muzyki. Madonna zawsze miała w sobie buntowniczą naturę, więc pomysł, by album stanowił jedną nieprzerwaną całość, doskonale wpisywał się w jej podejście. To po prostu działanie wbrew temu, czego się dziś oczekuje.
Temat tożsamości i odnajdywania swojego miejsca we współczesnym świecie jest na tej płycie bardzo wyraźny.
Nie znajdziesz lepszej orędowniczki indywidualizmu niż Madonna. Dosłownie jednym z fundamentów jej przekazu jest nieustanne promowanie zarówno własnej indywidualności, jak i zachęcanie innych ludzi do wyrażania siebie. To jeden z kluczowych elementów tego, co jako artystka wnosi do świata. Myślę, że podczas trasy „Celebration” nastąpiło pewnego rodzaju przebudzenie. Zobaczyła, co reprezentuje dla ludzi i jakie miejsce zajmuje w ich życiu. Sądzę, że to dało jej twórczą pewność siebie, dzięki której mogła być na tej płycie jednocześnie ekspresyjna i pełna wrażliwości. Pod względem tekstów jest tutaj bardzo otwarta i bezbronna, a to odważna rzecz. Można sobie na to pozwolić tylko wtedy, gdy czuje się bezpieczeństwo i komfort. Artysta musi mieć poczucie, że może być sobą bez przepraszania za to i bez lęku przed ośmieszeniem czy porażką. Myślę, że część tematów obecnych na tej płycie jest efektem jej ponownego połączenia z publicznością podczas trasy koncertowej. Zdecydowanie postrzegamy ten album jako rozmowę ze słuchaczami, a nie jedynie zamknięty zapis konkretnego momentu w czasie. Mieliśmy niezwykłe okno czasowe: album był już ukończony, rozpoczęliśmy jego promocję, ale winyle wciąż trafiały do tłoczni, a kasety i cyfrowe mastery były jeszcze przygotowywane. Kiedy zagraliśmy w klubie The Abbey w Los Angeles, gdzie po raz pierwszy prezentowaliśmy utwory z „Confessions II”, przygotowaliśmy nową wersję „Love Sensation” z dłuższym breakiem stworzonym z myślą o klubie. Po zakończeniu występu spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy: „A może po prostu zostawmy to w takiej formie na płycie?”. I właśnie ta wersja trafiła do utworu „Love Sensation”. Dzisiejszy break w tej piosence powstał dlatego, że chcieliśmy maksymalnie wykorzystać jego potencjał podczas tamtego wieczoru. Podobnie było z koncertowymi aranżacjami utworów z trasy promującej „Confessions on a Dance Floor”. Zawierały one dodatkowe elementy, o których później myśleliśmy: „To jest naprawdę świetne. Szkoda, że nie znalazło się na płycie”. Tym razem mogliśmy te pomysły włączyć do nagrań. Na Times Square były z kolei rzeczy, które zrobiliśmy w „Bring Your Love” i które Madonna bardzo polubiła. Ostatecznie trafiły one do remiksu utworu. Uwielbiam to, że żyjemy w czasach, gdy można przeżyć coś nowego, uwiecznić to na nagraniu i niemal od razu wydać.
Dlaczego akurat Sabrina Carpenter była właściwą artystką do udziału w tym projekcie? Madonna nie współpracuje z innymi artystami zbyt często.
To prawda. Sabrina bardzo otwarcie mówiła o tym, jak wielki wpływ miała na nią Madonna. Ich drogi do kariery muzycznej były zupełnie różne, ale Sabrina nigdy nie ukrywała, że Madonna była jej idolką i że marzyła o karierze podobnej do jej kariery. Naturalnie darzyła ją ogromnym podziwem, a poza tym były już ze sobą w kontakcie. Jednym z pytań, które zadawaliśmy sobie podczas pracy nad tym albumem, było: jak sprawić, by jego przekaz dotarł do jak najszerszego grona odbiorców? Przy „Confessions I” punktem odniesienia było „Hung Up” i wykorzystanie twórczości ABBY jako elementu wywołującego dyskusję. Tutaj pomysł współpracy z kimś takim jak Sabrina sam w sobie stawał się tematem rozmów i budził ciekawość. Ale to działa tylko wtedy, gdy między artystami istnieje autentyczna więź. Prawda jest taka, że nigdy nie wiadomo, dopóki nie wejdzie się razem do studia. „Bring Your Love” nie jest typową, beztroską piosenką popową. To utwór, który mówi sceptykom: „pieprzcie się”. Jego główny przekaz brzmi: „Jeśli nie rozumiesz, dlaczego robię to, co robię, to trudno”. Fakt, że ludzie wciąż podważają Madonnę, jest czymś, z czym niełatwo jej się pogodzić. Ale myślę, że właśnie dwoistość wersji nagranej z Sabriną i remiksu Madonny pokazuje piękno kontekstu, w jakim funkcjonują teksty piosenek. Ten utwór można odczytywać jako opowieść o wspólnych doświadczeniach Madonny i Sabriny w branży muzycznej. Można też interpretować go znacznie bardziej osobiście – jako wyraz tego, jak Madonna odbiera nieustanne wątpliwości innych ludzi i jak postrzega siebie jako osobę, która przez całe życie musiała walczyć. Piękno tekstów piosenek tkwi w ich niejednoznaczności. Nigdy nie powinno się pisać tekstu, który mówi wszystko wprost. Zawsze trzeba zostawić słuchaczowi przestrzeń na własną interpretację.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.