Madonna wraca na parkiet (recenzja „Confessions II”)

The New York Times

6 lipca 2026
Evelyn McDonnell
Tłumaczenie: Sebastian

Na „Confessions II”, kontynuacji przebojowego „Confessions on a Dance Floor” z 2005 roku, Madonna na nowo opowiada historię swoich początków i przygląda się problemom, od których przez lata uciekała na parkiet.


Pod koniec lat 70. i na początku 80. na parkiecie pewnego klubu bawiła się młoda kobieta. Przeprowadziła się z Michigan na nowojorski Lower East Side, marząc o karierze tancerki. W miejscach, gdzie spotykali się geje i lesbijki, artyści performance, twórcy freestyle’u, breakdancerzy i punki, mogła być sobą – wolna i nieskrępowana.

To historia początków, którą Madonna od lat próbuje opowiedzieć na ekranie. Planowany film fabularny o jej życiu został jednak odłożony na półkę, jak sama twierdzi, z powodu zbyt oszczędnego podejścia studia do budżetu. Jak powiedziała w ubiegłym miesiącu w rozmowie z magazynem „Interview”, życie tak bogate jak jej „wymagało dużego budżetu”. (Kulisy tych hollywoodzkich negocjacji mają podobno pojawić się w kolejnym sezonie serialu The Studio platformy Apple TV+).

Po tym niepowodzeniu Madonna zwróciła się ku swoim korzeniom oraz wszystkiemu, co wydarzyło się później – zarówno sukcesom, jak i rozczarowaniom. Efektem jest „Confessions II” – nowy album studyjny i duchowa kontynuacja pełnego euforii „Confessions on a Dance Floor” z 2005 roku. Tak jak wcześniej, klub pozostaje dla niej azylem. Tym razem jednak, zamiast celebrować samą przyjemność tańca, Madonna kieruje uwagę na demony, które przez lata próbowała przepędzić na parkiecie.

Już od otwierającego album „I Feel So Free”, opartego na pulsującym techno, Madonna otacza swój głos kaskadą nakładających się wokali, szepcząc: „Naprawdę trudno jest mi ufać ludziom / Dlatego lubię tańczyć – w tłumie czuję się bezpieczniej”. Zamiast łagodzić te niepokoje, brytyjski producent Stuart Price stopniowo podkręca napięcie.

Ponownie łącząc siły ze Stuartem Price’em, z którym współtworzyła „Confessions on a Dance Floor”, Madonna i producent rozwijają album w dobrze znanym sobie stylu. Nieprzerwany miks sprawia, że kolejne utwory płynnie przechodzą jeden w drugi, tworząc wrażenie klubowego setu DJ-skiego, podczas gdy Madonna opowiada o wyzwalającej mocy parkietu za pomocą różnych odmian muzyki tanecznej. Transowy charakter „Good for the Soul” ustępuje miejsca energetycznemu EDM-owi „One Step Away”, którego słowa – „Nobody’s free until they’re broken” („Nikt nie jest wolny, dopóki nie zostanie złamany”) – wydają się stworzone z myślą o społecznościach osób przechodzących proces zdrowienia i wychodzenia z uzależnień.

Madonna i Price są jedynymi autorami dziewięciu z szesnastu utworów na albumie. To skupienie i konsekwencja, których brakowało na płytach wydanych w ciągu dwóch dekad dzielących ich poprzednią współpracę od obecnej. W międzyczasie Madonna podpisała kontrakt z Live Nation i Interscope, nagrywając serię albumów przeładowanych producentami i pomysłami, które niekiedy sprawiały wrażenie reakcji obronnej – jak choćby „Rebel Heart” z 2015 roku. „Confessions II” unika takich dygresji i konsekwentnie zmierza w stronę transcendencji.

W „Good for the Soul” Madonna snuje rozważania o kosmologii rave’u. Jej podwojony wokal unosi się nad elektronicznym podkładem, gdy śpiewa: „Everything begins in consciousness” („Wszystko zaczyna się w świadomości”). Z kolei na tle wirującego disco w „Love Sensation” zapewnia: „There’s nothing that we cannot do!” („Nie ma nic, czego nie możemy zrobić!”). Ze względu na swoje pełne euforii i podnoszące na duchu przesłanie album równie dobrze mógłby nosić tytuł Affirmations.

A jednak nawet wtedy, gdy Madonna zwraca się ku przeszłości, album nie traci rozpędu. House’owa progresja akordów w „Bring Your Love”, duecie z Sabriną Carpenter, przywodzi na myśl lekkość „Vogue”. Obie artystki wykonały te utwory podczas występu Carpenter na festiwalu Coachella w kwietniu. Zamiast sięgać po brzmienie, które przyniosło młodszej wokalistce sukces na listach przebojów – co Madonna być może zrobiłaby kiedyś – zarówno sam utwór, jak i wspólny występ, podczas którego obie nosiły satynowe i koronkowe gorsety nawiązujące do ery „Confessions on a Dance Floor”, w subtelny sposób przypominają o wpływie Madonny na zmysłowy i prowokacyjny styl Carpenter.

W drugiej połowie albumu Madonna jest już gotowa zmierzyć się z konfliktami, które przez lata popychały ją z powrotem na parkiet. Oparte na rytmie drum’n’bassu „Fragile”, wzbogacone o nastrojowe syntezatorowe smyczki, przynosi poruszające domknięcie relacji z jej młodszym bratem Christopherem, z którym zdążyła się pogodzić przed jego śmiercią w 2024 roku. Z kolei „The Test”, napisane i wykonane wspólnie z córką Lolą, łączy żywe synth-popowe brzmienia z downtempo, gdy obie próbują odnaleźć się w swoich odmiennych doświadczeniach związanych ze sławą.

Mniej przekonująco wypada „Betrayal”, które wykorzystuje niepokojący motyw trąbki i klawiszy zaczerpnięty z „Gnossienne No. 1” Erika Satiego, by stworzyć pełen goryczy przytyk pod adresem macochy: „Nigdy nie zajmiesz miejsca mojej matki”. Z kolei ballada „L.E.S. Girl” zamyka album w zaskakująco sentymentalnym tonie.

Przed premierą „Confessions II” Madonna zapowiadała album blisko 14-minutowym filmem wyreżyserowanym przez Davida Toro i Solomona Chase’a, tworzących duet Torso. To aspirująca do cyberpunku fantazja, pełna epizodów z udziałem gwiazd – Julii Garner (która miała wcielić się w Madonnę w niedoszłym filmie biograficznym), Odessy A’zion i Honey Dijon – bawiących się w klubach, łazienkach i salonach, od czasu do czasu ściganych przez roboty i strzelających laserami z pochwy.

Po premierze filmu na festiwalu Tribeca Madonna wystąpiła na Times Square podczas wydarzenia sponsorowanego przez aplikację randkową Grindr. Koncert wypadł niezgrabnie, a jej ruchy były wyraźnie ograniczone przez ciągnącą się kontuzję kolana. Te wizualne interpretacje sprawiają wrażenie jednocześnie uwięzionych w wyidealizowanej przeszłości i zapowiadających ponurą, brutalną przyszłość.

Żaden z elementów promocyjnych Confessions II nie dorównuje jednak filmowej sile budowania świata przedstawionego, jaką oferuje „Danceteria” – utwór upamiętniający jeden z klubów, w których Madonna stawiała pierwsze kroki. Przemierza piosenkę, wymieniając przyjaciół i znajomych wyznaczających drogę na parkiet: Debbie Harry, Debi Mazar, Marka Kaminsa, Fab 5 Freddy’ego i Jeana-Michela Basquiata.

Wiemy, że młoda bohaterka tej historii stanie się Madonną – a właściwie wieloma wcieleniami Madonny, które na trwałe odcisną piętno na kulturze popularnej. Jednak w tej rozświetlonej disco scenerii, gdzie „każdy jest dziełem sztuki”, odnajduje przestrzeń, w której wszystkie te wielkie marzenia mogą się narodzić.