We wrześniu 2001 roku Madonna zbliżała się do końca Drowned World Tour. Zgodnie z planem, na dni 9, 11, 13 i 14 września zaplanowano zamykające trasę koncerty w Staples Center w Los Angeles. Harmonogram miał się jednak wkrótce zmienić. I to z takiego powodu, którego nikt nie był wówczas w stanie przewidzieć.

Większość osób urodzonych najpóźniej w pierwszej połowie lat 90. XX wieku pamięta zamachy z 11 września. Pamiętacie, co wtedy robiliście? W jakich okolicznościach dowiedzieliście się o tych zamachach? Co wtedy czuliście? Ja pamiętam, że był to wtorek, a konkretnie popołudnie. Byłem wtedy z dziadkami, a rodzice wrócili chwilę później z działki, na której wówczas budowali dom. Pamiętam całą rodzinę siedzącą przed telewizorem, pamiętam dziwny niepokój i wieści o ciotce, która zamartwiała się o swojego męża, pracującego wówczas na dolnym Manhattanie, z którym z oczywistych względów nie było wówczas kontaktu. Choć od Nowego Jorku, Waszyngtonu i Pensylwanii, gdzie spadły samoloty, dzieliły nas tysiące kilometrów, prawdopodobnie każdemu, nawet dzieciom, udzieliła się ta atmosfera strachu.

W niedzielny wieczór, 9 września, Madonna zagrała pierwszy koncert w Los Angeles. Podczas występu obyło się bez wpadek, po prostu dała publiczności dwugodzinne show, dedykując piosenkę „Secret” Kevinovi Costnerowi, obecnemu wówczas na widowni (zapewne jako formę „przeprosin” za słynną scenę z „Truth or Dare”, gdzie po wizycie Costnera za kulisami, włożyła przed kamerą palec do ust, symulując wymioty).

10 września był dla ekipy dniem wolnym. Domyślać się można, że po 44 koncertach i ponad 3 miesiącach w trasie, każdy był zmęczony i marzył o niedługim powrocie do domu. Madonna zapewne spędzała ten czas z dziećmi i mężem, który towarzyszył jej przez całą trasę. W głowie miała już zapewne kolejny dzień i trzeci od końca koncert.

11 września o 8:46 i 9:03 czasu lokalnego dwa Boeingi 767 uderzyły w bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku. W Polsce było wówczas około 16:00, w Los Angeles, gdzie przebywała Madonna – około 6:00 rano. Domyślać się można, że to właśnie wrzawa wokół tych zamachów, obudziła ją tego dnia. Niedługo potem zapewne dotarły też wiadomości o rozbiciu się jeszcze jednego samolotu o ściany Pentagonu oraz czwartego – przypuszczalnie odbitego przez pasażerów, którzy już dowiedzieli się o zamachach w Nowym Jorku – który spadł na polach w pobliżu Shanksville w Pensylwanii.

Chaos panujący w całych Stanach Zjednoczonych, nie tylko w miejscach zamachów, podkreślają wszystkie wspomnienia z tego dnia, więc należy się domyślać, że nie inaczej było i w przypadku Madonny. Domyślać się można, że zapewne próbowała się skontaktować z rodziną, pewnie z przyjaciółmi, którzy byli wtedy w Nowym Jorku… I domyślam się, że sieci były tak przeciążone, że mogło to być bardzo trudne, o ile w ogóle było możliwe.

W obliczu takiej tragedii, wielu artystów, którzy byli wówczas w trasie, zdecydowało się na odwołanie koncertów. Madonna zapewne i taką opcję rozważała. Logiczne zresztą było, że zaplanowany na 11 września wieczorem koncert nie może się odbyć. Ale zamiast odwołać ostatnie 3 koncerty, Madonna zdecydowała inaczej.

Koncert z wtorku (11 września) przełożono na sobotę, a dwa zaplanowane pomiędzy nimi na 13 i 14 września miały się odbyć bez zmian w Staples Center. Zdecydowała też o przeznaczeniu całego zysku z tych koncertów na rzecz pomocy rodzinom ofiar. Suma ta nie została ujawniona, ale wg box office koncerty w Los Angeles przyniosły ponad 8,3 miliona przychodu.

Koniec trasy oznacza zazwyczaj wielką balangę. Ale okoliczności sprawiły, że wszystko dobiegło końca bardzo poważnie. (…) To był trudny koniec trasy.

Stuart Price

13 września wszyscy spodziewali się, że Madonna będzie poruszać temat tragedii podczas koncertu, ale nikt nie spodziewał się, że zmianie ulegnie jego kształt.

Rozpoczęła jak zawsze od „Drowned World/Substitute For Love”, ale na scenę wjechała tym razem ubrana w kilt w barwach amerykańskiej flagi, co już na wstępie wywołało wielkie owacje na widowni. Największym zaskoczeniem było jednak zakończenie „Mer Girl”, podczas którego Madonna w roli gejszy do tej pory strzelała do samuraja. Zamiast tego podniosła ona broń, wycelowała, a po chwili zawahania odrzuciła ją. Następnie podeszła do samuraja i objęła go, by tak zniknąć razem pod sceną. Tak kończyć miał się ten akt także podczas kolejnych koncertów.

Zmianie uległ też kowbojski  akt. „I Deserve It” Madonna zakończyła słowami „Boże, pobłogosław Amerykę” („God bless America”), a publiczność rozgrzała do czerwoności, gdy przed „Human Nature” zdjęła kurtkę i ukazała koszulkę z wymalowaną na niej amerykańską flagą.

Zarówno podczas tego, jak i wszystkich kolejnych koncertów, Madonna zrezygnowała z „The Funny Song (Oh Dear Daddy)”. Zamiast tego, na scenie dołączało niej cały zespół, a Madonna wygłaszała przemówienie.

Rozmawiała z ludźmi o tragedii, jaka się wydarzyła. Postanowiła kontynuować trasę, by nieść ludziom pociechę w tych trudnych czasach.

Jull Weber, tancerz

Pierwszego wieczora Madonna poruszyła temat nienawiści:

Osobiście uważam, że każdy z nas powinien spojrzeć w swoje serce i przeanalizować własne akty terroryzmu, nienawiści, nietolerancji, lekceważenia… Lista jest długa, wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Jeśli jesteś homofobem, rasistą lub nienawidzisz, przyczyniłeś się do tej katastrofy. To nie tylko Bin Laden, to my wszyscy, wszyscy przyczyniliśmy się do nienawiści w dzisiejszym świecie.

madonna

Następnie tłum spełnił prośbę o minutę ciszy i modlitwę za zmarłe ofiary, strażaków i ratowników, a także za ich rodziny. Dodała też:

A przede wszystkim pomódlmy się za każdego, kto uważa, że zabijanie w imię Boga jest słuszne.

madonna

Uczestnicy tego koncertu wspominali, że podczas minuty ciszy wiele osób płakało. Łzy w oczach miała mieć też Madonna, którą podczas tego emocjonalnego przemówienia miała obejmować Nikki Harris.

Drugiego dnia temat przemówienia nieco się zmienił. Madonna również uczciła pamięć ofiar minutą ciszy, ale ze sceny wezwała prezydenta Busha do niepodejmowania działań zbrojnych. Całość przemowy w języku polskim możecie znaleźć tutaj:

15 września odbywał się ostatni koncert, podczas którego na widowni zasiedli m.in. Jack Nicholson i Lara Flynn Boyle. Był on jeszcze bardziej inny od poprzednich.

Przed koncertowym intro rozległa się cyrkowa muzyka, którą część publiczności mogła pamiętać z The Girlie Show. Dopiero potem rozpoczął się właściwy koncert, również z kiltem z amerykańskiej flagi w pierwszym akcie, bez „The Funny Song” oraz pozbawiony scen przemocy. Nawet samuraj w „Nobody’s Perfect” miał wyjątkowo okazać postaci Madonny więcej litości, dając jej szybkiego całusa w policzek.

Wcześniej jednak Madonna rotrzaskała swoją gitarę po „Candy Perfume Girl” w identyczny sposób, jak robią to niekiedy punkowi gitarzyści. Z kolei rolę „zagubionego” technika podczas tego koncertu odegrał… Guy Ritchie, mąż Madonny.

Kiedy nadeszła pora przemowy, Madonna powiedziała:

Ten tydzień był pełen smutku, ale teraz będę trochę samolubna.

Po chwili zaczęła dziękować wszystkim muzykom, tancerzom, garderobianym, technikom od nagłośnienia i oświetlenia, makijażystom i wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego koncertu. Według wspomnień osób obecnych na tym koncercie, na scenę wyciągnęła też Mike’a McKnighta, który odpowiedzialny był za działanie całej skomplikowanej technologii od strony kulis, co wywołało gromkie brawa ze strony publiczności. Z kolei podczas „Gone” położyła się na ziemi – jak wspominają twórcy strony MadEyes.net – jakby chciała powiedzieć „To koniec, a ja jestem wyczerpana”.

W kontekście ostatnich wydarzeń, piosenka „Holiday” podczas tych koncertów miała zupełnie inny wydźwięk. Byłą swego rodzaju wezwaniem do pokoju i miłości. Aby jeszcze bardziej podbić to przesłanie, pod koniec piosenki do Madonny i chórzystek dołączał cały zespół taneczny i razem z nimi wykonywał choreografię (niektóre źródła mówią, że podczas ostatnich 3 koncertów, inne że tylko podczas ostatniego).

Ten sam zespół postanowił jednak strollować Madonnę podczas finałowego „Music”. W części, gdzie wszyscy mieli wykonywać choreografię składającą się z przysiadów, zespół zatrzymał się i Madonna była jedyną osobą, która wykonywała wówczas przysiady.

Zarówno show, jak i cała trasa, dobiegały końca przy ostatnich dźwiękach „Music” i klasycznego pożegnania, podczas którego Madonna dziękowała publiczności i życzyła dobrej nocy.

Część opisanych tu wydarzeń możecie obejrzeć w tym filmie na naszym kanale:

Koniec trasy w tym momencie historii był słodko-gorzki. Z jednej strony artystka kończyła wspaniale przyjęte tournee, które zebrało wspaniałe recenzje i przyniosło rekordowe zyski (w samych Stanach była to trzecia najbardziej dochodowa trasa koncertowa 2001 roku), ale z drugiej czekał ją powrót do Nowego Jorku, w którym spędziła całe dorosłe życie, i który teraz zmienił się na zawsze. Nie było w nim już symbolu dominacji Ameryki na międzynarodowej arenie gospodarczej – dwóch bliźniaczych wież. Można gdybać, ale z pewnością trudny był to powrót do domu, gdy wokoło blisko 3 tysiące ofiar było opłakiwanych przez rodziny i przyjaciół.

Wypowiedzenie „wojny z terroryzmem” przez prezydenta Busha tylko zapaliło Madonnę do pracy. Ten dzień, po którym Ameryka zmieniła się na zawsze, a nad Nowym Jorkiem przestały dominować bliźniacze wierze, będące symbolem globalnej dominacji gospodarczej Ameryki,był dniem, w którym zaczął się proces przemiany Madonny-Amerykanki i Nowojorczanki w inną osobę. Zmusiłją do zajrzenia w głąb siebie i zadania elementarnych pytań, które zrodziły zaskakujące wnioski. Ujście swoim frustracjom i przemyśleniom na temat egzystencji dała na wydanym półtora roku później albumie „American Life”. I chociaż album został źle przyjęty głównie w Ameryce, to jednak z perspektywy czasu można powiedzieć, że gdyby nie 11 września 2001 roku, to zapewne kolejna płyta Madonny byłaby zupełnie inna. Ale to już inna opowieść…

Krystian

Jeśli lubisz czytać moje teksty, zachęcam do postawienia mi wirtualnej kawy w serwisie https://buycoffee.to/krystian-rm
Z góry dziękuję 🙂